niedziela, 30 czerwca 2013

Love Me Green Organiczny Rewitalizujący Krem Do Rąk - recenzja

Witajcie :)

Przyszedł czas na recenzję kolejnego produktu Love Me Green, a mianowicie Organicznego Rewitalizującego Kremu Do Rąk. Każda z nas zapewne używa  kremu oczekując od niego przede wszystkim nawilżenia i ukojenia dla rąk. Moje dłonie są dość przesuszone i poszukuję dobrego nawilżacza, który by także dbał o paznokcie i skórki. Nie wszystkie produkty do tej pory mnie zadowoliły. Jeżeli jesteście ciekawe, jakie są moje odczucia w stosunku do tego kremu do rąk, to zapraszam do dalszej lektury.



Opis producenta:                                                                                                                                     

Dzięki specjalnie skomponowanej formule ten organiczny krem do rak skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po jego zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną. Łagodnie rozjaśnia przebarwienia.

Aktywne składniki: Aloes, Gliceryna, Ekstrakt z Frangipani, Olej sezamowy

Produkt nie zawiera: parabenów, fenoksyetanolu, silikon, EDTA, Oleje mineralne pochodzące z parafiny petrochemicznego, Etoksylowane produkty.
Naturalny zapach. Konserwanty zaakceptowane przez Ecorcert

Pojemność: 75 ml
Cena: 49.90 zł



Moja opinia:                                                                                                                                              

Krem do rąk mieści się w poręcznej, miękkiej, nieprzezroczystej tubce, która ma przyjemny design. Zamknięcie jest na tzw klik, wykonane z solidnego plastiku.


Konsystencja jest odpowiednia, nie jest zbyt gęsta, dzięki temu krem bardzo łatwo rozprowadza się po dłoniach.


Zapach - fenomenalny, bardzo świeży, ale nie słodki, odpowiada za to kwiat Frangipani. Utrzymuje się dość długo.

Do nakremowania rąk wystarcza niewielka ilość produktu, przez co jest wydajny. Dzięki lekkiej konsystencji łatwo się rozsmarowuje. Wchłania się w skórę dość szybko, nie klei się, nie pozostawia po sobie niepożądanej tłustej warstwy. Dłonie są jedwabiste i miękkie w dotyku. Efekt, moim zdaniem utrzymuje się bardzo długo. Tak jak wcześniej wspominałam, jako posiadaczka przesuszonej skóry dłoni, od kremu oczekuję przede wszystkim nawilżenia. I krem Love Me Green to mi daje. Dodatkowo zadbał o moje wieczne przesuszone skórki, już one nie pękają, są miękkie.


Skład: w 98% naturalny. Jest bardzo bogaty, na drugim miejscu jest olej sezamowy, potem masło Shea, Aloes także występuje wysoko.




Krem spełnił moje oczekiwania. Jedynym jego minusem jest cena. 50zł... Jeżeli jesteście w stanie sobie na niego pozwolić, to polecam.



Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

piątek, 28 czerwca 2013

Wyzwanie dla Lasera Redukcja zmarszczek - L'oreal Revitalift Laser x3

Cześć



Kilka dni temu wpadła do mnie paczucha z nowościami L'oreal. Znalazły się w niej dwa produkty linii przeciwzmarszczkowej, dziesiątki próbek i ulotek.
Revitalish Laser x3 jest wyzwaniem dla lasera w walce ze zmarszczkami. Wyniki są ciekawe - bo u 95% kobiet zauważono redukcję zmarszczek, zagęszczenie skóry oraz wymodelowanie konturu twarzy.



Ale przejdźmy do konkretów. Zawartość paczki prezentuje się następująco:



- KREM REVITALIFT LASER X3 GŁĘBOKA REGENERACJA ANTI-AGE NA DZIEŃ
- SERUM ANTI-AGE REVITALIFT LASER X3 REGENERACJA I SZYBKA WCHŁANIALNOŚĆ
- kilkadziesiąt próbek kremów
- ulotki


KREM REVITALIFT LASER X3 GŁĘBOKA REGENERACJA ANTI-AGE NA DZIEŃ


3 działania:

  • 1. WYPEŁNIA SKÓRĘ REDUKUJĄC ZMARSZCZKI
  • 2. ZAGĘSZCZA SKÓRĘ
  • 3. MODELUJE OWAL TWARZY

JEDWABISTA KONSYSTENCJA I WYJĄTKOWO PRZYJEMNY ZAPACH

Wysokoskoncentrowana formuła natychmiast się wchłania i nadaje skórze aksamitne wykończenie

SKŁADNIKI AKTYWNE:

  • +Pro-Xylan ™ 3%
  • +Fragmentaryzowany kwas hialuronowy
  • +LHA – kwas lipohydroksylowy
 Cena: 45 zł**


 SERUM ANTI-AGE REVITALIFT LASER X3 REGENERACJA I SZYBKA WCHŁANIALNOŚĆ



3 działania:
  • 1. WYPEŁNIA SKÓRĘ REDUKUJĄC ZMARSZCZKI
  • 2. ZAGĘSZCZA SKÓRĘ
  • 3. WIDOCZNIE ZWĘŻA PORY

WTAPIA SIĘ SZYBKO I DELIKATNIE

Rozświetla i udoskonala twarz pozostawiając skórę aksamitną w dotyku.

SKŁADNIKI AKTYWNE:

  • +Pro-Xylan ™ 3%
  • +Fragmentaryzowany kwas hialuronowy
  • +LHA – kwas lipohydroksylowy
  • +Ceramid-Pro*
Cena: 45 zł**


W opisie produktów pojawiają się aktywne składniki, które odpowiadają za działanie całej linii:

 Pro-Xylan™, inaczej zwana cząsteczką młodości, to wysokoskoncentrowany składnik aktywny, który pobudza ponowne zagęszczenie włókien kolagenowych. Nowopowstała sieć stanowi źródło ponownego zagęszczenia skóry redukując zmarszczki i modelując kontur twarzy.

Fragmentaryzowany kwas hialuronowy szybko wnika w warstwy skóry, by dokładnie redukować zmarszczki.

LHA – kwas lipohydroksylowy  ułatwia regenerację naskórka.

Ceramid-Pro, lipid , składnik cementu międzykomórkowego,  zwęża pory i wygładza skórę.


Na stronie L'oreal KLIK są zademonstrowane grafiki, jak stosować produkty z linii Revitalift Laser x3, aby uzyskać jak najlepsze efekty:


 

Seria jest przeznaczona dla kobiet od 35 roku życia, według producenta, mogą ją stosować osoby o wrażliwej skórze. Ja jeszcze jestem "under 30" ;) zatem kosmetyki przekazałam starszej siostrze. Za jakiś czas pojawi się jej recenzja u mnie na blogu.

Słyszałyście wcześniej o tych produktach L'oreal? Miałyście Wy, bądź ktoś z Waszego otoczenia, z nimi do czynienia? Zapraszam do komentowania :)


Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

czwartek, 27 czerwca 2013

Story by Ferrou na Bloglovin'

Hej :)

I stało się ;) Założyłam konto na Bloglovin'. Miałam tego nie robić, bo nie straszne są mi jakieś czytniki, listy itp ;) obserwowanie zostaje, więc wydawałoby się, że to mi wystarcza. ALE od paru dni blogroll mi się nie odświeża, a jak to robi to z wielogodzinnym opóźnieniem. Wtedy zawsze przechodziłam na listę blogów dostępną w ustawieniach. Niestety dzisiaj mi wyskoczyła informacja, że nie obserwuję żadnych blogów co mnie po prostu zdenerwowało. Wybrałam platformę popularną, aby mieć Wasze wszystkie blogi, gdzie zaglądam, w jednym miejscu i żeby miło się przeglądało listą. I jest super, bo wszystko jest przejrzyste :)

Podsumowując, znajdziecie mnie TUTAJ.


Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Limonka i cytryna - makijaż krok po kroku

Witajcie

I znowu zielenie :D tym razem troszkę inne, raczej subtelniejsze. I do tego czarna kreska. Makijaż skojarzył mi się z plastrami limonki i cytryny pływającymi w szklance wody, która orzeźwia i gasi pragnienie w upalne dni. Zieleń można oczywiście zastąpić innymi kolorami, wszystko zależy od Was :)

Makijaż został przygotowany dla portalu http://www.glam-express.com gdzie znajdziecie opis w języku angielskim oraz więcej zdjęć ;)  KLIK KLIK KLIK



TUTORIAL:
1. W zewnętrznym kąciku powieki nakładam jasnozielony cień.
2. Załamanie powieki podkreślam ciemniejszą zielenią, łączę ze sobą kolory.
3. Na resztę wolnej powieki nakładam jasno-żółty metaliczny cień. 
4. Za pomocą beżowego cienia, rozcieram górną granicę cieni.
5. Nakładam neonową zieleń w zewnętrzne kąciki dolnej powieki.
6. Wzdłuż górnej linii rzęs rysuję czarną kreskę.
7. Podkreślam brwi
8. Przyklejam sztuczne rzęsy.
9. Tuszuję górne i dolne rzęsy za pomocą maskary. 





Użyte produkty:
  • Podkład Revlon Colorstay #150 Buff
  • Korektor Helena Rubinstein Magic Concealer #01 Light
  • Korektor Kryolan Dermacolor Camouflage Rainbow #2
  • Puder sypki Max Factor Loose Powder Translucent
  • Bronzer Diorskin Nude Tan Sun Powder #003
  • Róż Paese Blush #44
  • Baza pod cienie Inglot Eye Makeup Base
  • Sleek Pallete ACID: neonowa zieleń
  • Inglot Eyeshadows:jasna zieleń, zieleń
  • Technic Electric Eyes Pallete Metalix: jasny żółty
  • Mariza Eyeshadow #beżowy
  • Bobbi Brown Liner # czarny
  • Cień do brwi Inglot Brow Powder #567
  • Sztuczne rzęsy
  • Tusz do rzęs Mascara Max Factor Mascara Masterpiece Max #black
  • Pomadka Inglot #03





Lubicie takie makijaże? :)

Ostatnio moje oczy odmawiają mi posłuszeństwa, tydzień temu pojawiło się zaczerwienienie i opuchnięcie. Pod koniec tygodnia się polepszyło, jednak w sobotę wieczorem ponownie pojawiło się zaczerwienienie, po tym makijażu i po założeniu soczewek. Zatem ponownie wracam do kropli, okularów i chodzę bez makijażu oczu (:O)  Mam nadzieję, że szybko minie już na stałe i wrócę do Was z nowymi malunkami :)


Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

sobota, 22 czerwca 2013

Przypominajka - Wygraj udział w niesamowitym Weekend VIP w Poznaniu

Cześć :)



Dzisiaj oficjalnie został podany plan WEEKENDU VIP w Poznaniu, organizowanym przez Maxlash Professional.



Zachęcam Was do udziału, bo nagrody są wyborne:

I miejsce: udział w Weekend VIP z Maxlash Professional w Poznaniu
4 wyróżnienia: wejściówka na imprezę w klubie w Poznaniu
Na Wasze zgłoszenia czekamy do 24.06. godz 23.59

Naprawdę warto!




Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

piątek, 21 czerwca 2013

Wyniki rozdania!!!

Hej :)

Mam dzisiaj chwilkę czasu, więc ogarnęłam zgłoszenia ostatniego rozdania. Do wygrania było masełko do ust firmy Korres.

Na początek, zanim ogłoszę wyniki - kilka słów. Wiele zgłoszeń musiałam niestety odrzucić - nie wszyscy doczytali regulamin - oprócz zgłoszenia przez formularz, należało napisać komentarz pod danym postem. :( Zasady dotyczą wszystkich i każdy punkt zadania konkursowego musiał być wykonany. Drugą rzeczą, która mi się nasunęła po wnikliwym sprawdzaniu zgłoszeń, to to, że po prostu dane w formularzu a np. nick osoby, która napisała posta, były inne. Nie jestem detektywem, aby doszukiwać się danej osoby - dla mnie to po prostu inne dane, niespójne, które nieumożliwiają mi możliwość sprawdzenia poprawności zgłoszenia.

To tyle tytułem wstępu :)

Niektóre Wasze propozycje makijaży były świetne, postaram się je odwzorować.  Jednak maszyna losująca uśmiechnęła się dla:

Farizah

jej propozycja makijażu jest dość interesująca:



Gratuluję i czekam na maila od Ciebie przez 2 dni :)




Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

czwartek, 20 czerwca 2013

Love Me Green Witalizujący Szampon do włosów - recenzja

Cześć :)

Ponad miesiąc temu pokazywałam Wam smakowitości z frimy Love Me Grreen, które otrzymałam w ramach współpracy. Kosmetyki powoli się kończą, dlatego też czas na recenzje produktów.

Z naturalnymi szamponami do tej pory nie miałam zbyt często do czynienia, włosy to nie mój konik, co zawsze tutaj podkreślałam. Noszę w miarę krótką fryzurę, stąd włosy nie niszczą się na tyle, aby było to dla mnie zauważalne.  Poza tym, wydaje mi się, że moje włosy są w stanie polubić każdy szampon, każdą odżywkę - oczywiście trafiałam na buble, ale było ich niewiele. Z zaciekawieniem zaczęłam stosować Witalizujący Szampon Love Me Green, do testów dołączył mąż. Szampon jest na tyle łagodny i o dobrym składzie, że myłam nim także główkę 3letniego synka. Niedawno ostatnia kropla została wykorzystana, zatem zapraszam na recenzję.



Opis producenta:                                                                                                                                      

Ten organiczny szampon do włosów jest bardzo delikatny, dodaje miękkości, elastyczności i wyzwala ich blask. Jego działanie oczyszczające nie podrażnia skóry głowy. Włókno włosów jest odżywione aż po cebulki, dzięki czemu włosy stają się miękkie i jedwabiste.

Aktywne składniki: Aloes, Miód, Gliceryna

Produkt nie zawiera: parabenów, Phenoxyethanol, Silikonów, EDTA, pochodnych mineralnych olejów z przemysłu petrochemicznego, Etoksylowanych produktów; Zapach na bazie olejków pochodzenia roślinnego. Konserwanty akceptowane ECOCERT

Pojemność: 200 ml
Cena: 49,90 zł



Moja opinia:                                                                                                                                              

Opakowanie jest klasyczne jak dla tego typu produktów, czyli plastikowa przezroczysta butelka zamknięta na tzw. klik - otwieranie jest bezproblemowe, plastik nie pękał, łatwo działał pod prysznicem. Na opakowaniu są naklejki informujące o produkcie, składzie - bardzo mi się one podobają, bo nie ma przesytu, wizualnie wszystko gra.



Konsystencja produktu jest dość wodnista, w kolorze jasnożółtej cieczy, co jest widoczne w butelce. Zapach... mhmmm  obłędny - muszę przyznać, że bardzo mi podpasował, jest świeży, ale nie natarczywy, długo się utrzymuje na włosach.


Szamponu używałam co drugi dzień, bo tak myję włosy. Początkowo nie byłam zadowolona z efektu. Byłam przyzwyczajona do silikonów, które maksymalnie wygładzają włosy, natomiast po pierwszym użyciu, włosy wydawały się szorstkie, na szczęście się nie plątały i nie łamały. Z czasem już tak nie było źle. Najwidoczniej musiały one przywyknąć do preparatu bez chemii i polubić się z miodem, który ma właśnie właściwości nawilżające, wygładzające.
Kosmetyk bardzo dobrze się pieni, wystarcza mała ilość produktu do umycia krótkich włosów. Po zabiegu włosy są sypkie i miękkie, nie puszyły się. Dobrze też działa na skórę głowy - u mojego małżonka pojawił się łupież po innym drogeryjnym szamponie. Po kilkudniowym używaniu Love Me Green, skóra wróciła do normy. U dziecka także nie zauważyłam niepożądanych efektów. Włoski malucha były także gładkie, elastyczne, błyszczały. Warto zaznaczyć, że piana nie szczypie w oczy, co jest dodatkowym plusem przy stosowaniu u małych dzieci.



Na opakowaniu jest informacja że produkt jest w 98% naturalny. A skład jest w porządku - wysoko są ekstrakty z aloesu, a w środku miód. Użyte konserwanty są akceptowane przez ECOCERT, nie ma parabenów, silikonów, ale jest AMMONIUM LAURYL SULFATE czy COCAMIDOPROPYL BETAINE są to chemiczne detergenty, odpowiadające za mycie, za pienienie się produktu, podobne w działaniu do nielubianych SLS, dopuszczone przez ECOCERT czy NATRUE. Na temat tych składników jest wiele dyskusji, wiele głosów. Jedni mówią, że to jest to samo co SLS, inni że łagodniejsze. Zapewne te składniki są w tych 2%, które są nienaturalne w produkcie, więc jest ich stosunkowo mało w porównaniu z resztą.


Podsumowując, jest to dość ciekawy produkt, można go polubić, choć nie robi nic nadzwyczajnego, czego nie można by było znaleźć w innych produktach. Do tego wydajny, na trzy osoby starczył na miesiąc używania. Kosztuje dość dużo, bo 50zł, ale rozkładając na 3 miesiące nie wyszłoby aż tak tragicznie :).
Dostępny na stronie http://love-me-green.pl


 Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

środa, 19 czerwca 2013

Weekend VIP z Maxlash Professional - konkurs!!!

Hej Dziewczyny i Chłopaki ;)

Co robicie w weekend 20-21 lipca br.? Jeżeli nie macie większych planów, to może weźmiecie udział w super konkursie? ;) Pierwszą nagrodą jest udział w niesamowitym evencie  z mnóstwem atrakcji :)




Weekend organizuje firma Maxlash Professional, odbędzie on się w Poznaniu, na waszej głowie będzie tylko dojazd do miejsca przeznaczenia ;) A jakie będą atrakcje? Przede wszystkim spotkacie się min ze mną, Agnieszką Agabil, Ewalucją i 4 innymi blogerkami :) Na zwycięzce czeka między innymi warsztaty ze stylizacji i makijażu Pin-Up (stylizujemy się nawzajem!), prowadzone przez Agnieszkę Szeremetę ze Szkoły Wizażu i Stylizacji Anity Folaron, kręcenie stylizowanych klipów, szkolenie Maxlash Professional z trwałego malowania i stylizacji rzęs, no i oczywiście zamknięta impreza w klubie! Do białego rana :D 
Udział w Weekendzie VIP jest wart kilka tysięcy złotych!

Co trzeba zrobić?
Wybrać 1 z 5 tematów konkursowych, przygotować swoją pracę i wysłać zgłoszenie w aplikacji.  

Zwycięzców wybierze Jury złożone z przedstawicieli Maxlash Professional oraz 7 pozostałych blogerek-uczestniczek:)

Spieszcie się! Konkurs trwa tylko do poniedziałku! 

ALE ALE.. to nie wszystko :D  Bo nagród jest 5 :)

I miejsce: udział w Weekend VIP z Maxlash Professional w Poznaniu
4 wyróżnienia: wejściówka na imprezę w klubie w Poznaniu

Skuszone? :) Mam nadzieję, że nie trzeba Was namawiać do udziału, bo naprawdę będzie się działo :D :D :D

Tematy prac oraz szczegółowe informacje znajdziecie w aplikacji: KLIK!!!!

Pamiętajcie, czas macie do poniedziałku 24.06.2013r do godziny 23:59 :)

POWODZENIA !!!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 17 czerwca 2013

LRP Effaclar Duo vs moja cera... czyli nadzieja matką głupich

Cześć

Nigdy nie ukrywałam, że mam problemy z cerą. Walczę z nią od nastu lat i jak na razie jest to przegrana walka. Na zdjęciach raczej tego nie zobaczycie, bo nie daję zdjęć "z bliska", a wszelkie rzucające się duże niedoskonałości po prostu usuwam punktowo w programie graficznym. Wychodzę z założenia, że jeżeli ja ich nie chcę oglądać, to po co mam Was narażać na tak nieprzyjemny widok?  Z cerą jest czasami lepiej, czasami gorzej. Przeczesuję net, a także blogi za idealnym specyfikiem, który sprawi, że będę w miarę wyglądać. Wiem, że nigdy nie uda mi się dojść do takiej kondycji cery, aby bezproblemowo, bez spuszczonej głowy wyjść z domu bez makijażu. Tak, mam duże kompleksy z związku z tym.
Zazwyczaj wszelkie specyfiki sprawiają, że przez chwilę jest w porządku, a później jeszcze gorzej. Szukam rozwiązań, szukam tego ideału. Od wielu miesięcy przyglądałam się recenzjom kremu La Roche Posay Effaclar Duo przeznaczonej do cery problematycznej, trądzikowej. Skład jest oparty na kwasach, które odpowiadają za złuszczanie martwego naskórka oraz eliminację niedoskonałości. Czytałam, jak to pięknie działa na wszelakie problemy. Zapragnęłam, zakupiłam i pełna nadziei zaczęłam 2 razy dziennie stosować. Nadziei, że po dobroczynnym wpływie maści ze srebrem koloidalnym, krem postawi tzw "kropkę nad i" i do końca rozprawi się z wszelakimi niechcianymi wypryskami.



Opis producenta:                                                                                                                                      

Effaclar Duo jest kompletną pielęgnacją zawierającą 4 składniki aktywne, aby skutecznie działać na dwa główne objawy trądziku:
- zapalne zmiany trądzikowe (krosty i grudki): niacynamid i pirokton olaminy aby oczyścić skórę i chronić przed powstawaniem nowych zmian trądzikowych,
- zaskórniki: połączenie LHA z kwasem linolowym aby odblokować pory i eliminować martwe komórki odpowiedzialne za ich zatykanie.
Uzupełnieniem składników aktywnych jest woda termalna z La Roche Posay o właściwościach kojących i zmniejszających podrażnienia.
Po 4 tygodniach pory są odblokowane a zapalne zmiany zredukowane. Skóra jest gładka i oczyszczona. Krem długotrwale przywraca równowagę skórze, aby nadać jej zdrowy wygląd. Na początku stosowania stan skóry może się przejściowo pogorszyć. [źródło: KWC wizaz.pl]


pojemność: 40 ml
cena: od 30 - 50zł zależne od sklepu i promocji

Moja opinia:                                                                                                                                              

Opakowanie jest zgrabne, podłużne, wykonane z miękkiego plastiku, nie ma problemów z wyciskaniem produktu. Zakończone jest tzw "dziubkiem", które dozuje odpowiednią ilość. Nakrętka jest szeroka, tubkę można postawić.


Zapach przyjemny. Bałam się, że będzie dość specyficzny i denerwujący, ale jest łagodny, można powiedzieć, że świeży.
Konsystencja kremu jest rzadka, kolor biały. Dobrze się rozsmarowuje, bardzo szybko wchłania. Nie pozostawiał żadnej lepkiej warstwy na skórze.


Tak  jak wcześniej napisałam, krem stosowałam w początkowej fazie dwa razy dziennie. Po pewnym czasie musiałam wprowadzić do pielęgnacji krem nawilżający, bo niestety było zauważalne wysuszenie cery - ale sądzę, że jest to normalne przy stosowaniu specyfików opartych na kwasach. Wydawałoby się, że przy pierwszej aplikacji wszystko idzie w dobrą stronę. Moja skóra się nie zbuntowała zbytnio. Jednak już po paru dniach zaczęły wyskakiwać wypryski. Czytałam, że to normalne, że skóra się oczyszcza. Zacisnęłam zęby i nadal się smarowałam, bo przecież musi być dobrze. Niestety wyprysków zaczęło przybywać. I były one duże, czerwone, bolące. Codziennie ich przybywało, a ja nadal wierzyłam w obietnice i dobre o nim słowa. Pod koniec tubki mój zapał się zmniejszył, stosowałam już tylko raz dziennie i to nawet nie na całą twarz, a jedynie na obszary objęte wysypem. Parę dni temu go skończyłam, pusta tubka wylądowała w koszu. A jak moja cera wygląda? Powoli się wycisza... ponad miesięczny wysyp przeorał moją cerę. Nabawiłam się blizn i plam potrądzikowych. Nie zauważyłam żadnej redukcji niedoskonałości, nie przyśpieszał gojenia, nie wysuszał trądziku, aby szybciej znikał, nie rozprawił się z podskórnymi wypryskami, nie oczyścił porów. Nie zrobił praktycznie nic... a przepraszam... zrobił... doprowadził do szaleństwa moją cerę.. a ja głupia do ostatniej kropli kremu miałam nadzieję... :/ Co więcej, nadal mam nadzieję, że może drugie opakowanie by mi pomogło? Głupie.. Na szczęście jest zbyt ostre słońce, więc kwasy odstawiam na kilka miesięcy.


Czy wrócę do tego produktu...? hmm.. raczej nie. Rozczarował mnie bardzo, nie pomógł.
Na rynku jest wiele produktów z kwasami i raczej poszukam czegoś innego. Na oku mam dwa kremy, ale jeszcze pomyślę. Od roku wybieram się do dermatologa, ale ilekroć już mam umówioną wizytę to trafiam na artykuł z rezultatami "takiej działalności" i rezygnuję. Ale raczej trzeba będzie się w końcu przemóc.I mieć nadzieję?

Może moja cera w końcu wróci do w miarę normalnego stanu. Przebarwień zbyt szybko się nie pozbędę :/ ale z czasem na pewno zbledną. Dobrze by było, gdyby już mi nic więcej nie wyskakiwało :)

Nie będę się pytać co myślicie o tym produkcie. Cieszę się, że część z Was go używała i stan cery się polepszył. Niestety należę do tego małego procentu osób, którym po prostu nie przypadł do gustu.


Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

niedziela, 16 czerwca 2013

Nowości :)

Cześć :)

Obiecałam sobie, że już nie będę nic kupować... taaaa ;) Ale pocieszam się, że część z tych rzeczy, które dzisiaj Wam pokazuję, są zakupione hen hen dawno temu, w poprzednim miesiącu ;) W czerwcu skusiłam się na tylko kilka rzeczy ;)



Agabil organizowała wspólne zakupy, rozbiórki itp.i nie mogłam przejść koło tego obojętnie ;) 


Z Kryolan wzięłam Kryolan Fixer spray Dermacolor 150 ml oraz kółko korektorów Kryolan Dermacolor Camouflage Rainbow nr 2. Potrzebuję czasem utrwalić makijaż, a fixer już kiedyś miałam i dobrze się u mnie spisywał. Chciałam też wypróbować korektory - wszystkich kolorów raczej używać nie będę ;) 


Z Makeup Atelier Paris były "rozbierane" duże butle podkładów i baz. Od jakiegoś czasu kusiła mnie baza nawilżająca. Podkład wodoodporny 2NB już też miałam, załapałam się tylko na 15ml, więc na długo nie starczy. Pomyślę o pełnowymiarowym produkcie.


Zainwestowałam jeszcze w  pędzelki Maestro. Do cieni wzięłam: pędzel do cieniowania Seria nr 330 R8, pędzel do cieniowania Seria nr 420 R6 oraz pędzel do eyelinera/brwi Seria nr 660 R4 - poprzedni mi wpadł za kaloryfer i wyciągnąć go nie mogę, a bardzo go lubię. 





W międzyczasie na allegro skusiłam się na kępki Ardell - od razu zakupiłam dwa opakowania. 





Ostatnio na blogach wiele osób pokazuje zakupy ze strony ze sztuczną biżuterią Katherine. Jej też nie ominęłam. Osobno było organizowane wspólne zamówienie, wiele rzeczy mi się spodobało, ale ostatecznie kupiłam opaskę w stylu pin-up girl, którą mogłyście widzieć w poprzednim poście, oraz kolczyki ;)



To jeszcze nie koniec :) Pewnego pięknego ranka weszłam na truskawkę i zobaczyłam korektor Magic Concealer Helena Rubinstein przeceniony do ok. 75 zł :O Lubię go, poprzedni mi starczył na ponad rok używania, ostatnio mocno się nad nim zastanawiałam, czy nie kliknąć, dobrze że poczekałam, bo zaoszczędziłam sporo pieniędzy.



W piątek poszłam do apteki tylko po krople do oczu. yhyyyy :P Wzięłam jeszcze bloker Ziaja oraz Eliksir wygładzająco - nawilżający do włosów Biovax. Dodatkowo znalazłam tam szafę kosmetyków Palmer's i dość długo się nad nimi zastanawiałam. Ale opanowałam swoje żądze ;) wolę najpierw poczytać opinie.



I na sam koniec - kosmetyk, który udało mi się wygrać w rozdaniu u Błahostki Kosmetyczne na FB - a mianowicie liner w żelu Maybelline w kolorze 07 Black Chrome :) Czytałam o tych linerach wiele pozytywnych opinii, mam nadzieję, że u mnie się sprawdzi. 




To chyba na tyle :) Postaram się ograniczyć zakupy, bo nie mam już gdzie tych wszystkich kosmetyków składować :PPP Choć wiele rzeczy kusi.. :)

Miałyście któryś z tych rzeczy? Czekam na Wasze opinie :)

Pozdrawiam


Czytaj dalej »

Przypominajka i takie tam :)

cześć :)

Zaraz kładę się spać, ale zanim to nastąpi, zajrzałam do Was :)

Chciałabym Wam przypomnieć o rozdaniu, które kończy się 18 czerwca. Jeżeli nie wzięłyście w nim udziału, to macie jeszcze możliwość :P


Dzisiaj byłam na urodzinach chrześniaka. Impreza była tematyczna: Myszka Miki ::) Postanowiłam coś tam pokombinować z makijażem,  wybrałam fiolety plus grube kreski. Niestety, zdjęcia robiłam na szybko i kolory w ogóle nie chciały wyjść - nie widać na dolnej powiece przepięknego fioletu... :( Na pewno ten makijaż odwzoruję, postaram się przygotować makijaż krok po kroku,  bo jest dość łatwy i prezentuje się świetnie :)



Chodzi mi jeszcze po głowie makijaż w zieleniach :D wiem wiem... dużo ostatnio u mnie tych zieleni, ale naprawdę polubiłam ten kolor :)

Przygotowuję dla was post z nowościami :) i przydałoby si jakąś recenzję napisać ;) Mam nadzieję, że czas mi na to pozwoli (końcówka czerwca jest dla mnie dość ciężka) :)


Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

czwartek, 13 czerwca 2013

Błyszczące złoto i turkusowa kreska - makijaż krok po kroku

Cześć
A to psikus, jutro piątek. Nawet nie wiem, jak ten czas tak śmignął, bo ja się zatrzymałam gdzieś przy poniedziałku. Na nic praktycznie czasu nie mam, dużo pracy, jeszcze mnie ogromna papierologia czeka, ale dam radę. :)
W przerwie między robieniem wszystkiego na raz, wygospodarowałam chwilę czasu, aby przygotować makijaż :) Tym razem sięgnęłam po złoto - zielone cienie, a wszystko podkreśliłam turkusową kreską. Świetnie ona prezentuje się na oku i chyba zacznę ją nosić "solo", na zmianę z błękitem. Idealne kreski na nadchodzące lato ;)



Makijaż ukazał się na portalu http://www.glam-express.com, ale że jest on w języku angielskim, to "tłumaczenie" przedstawiam tutaj. Więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ


TUTORIAL:
1. Na całą powiekę, zaczynając od wewnętrznego kącika, nakładam biały, złoty oraz jasno zielony cień.
2. Za pomocą pędzla do blendowania, rozcieram granice między kolorami. 
3. W zewnętrzne załamanie powieki nakładam ciemną zieleń i ją rozcieram ku górze.
4. Podkreślam dolną powiekę - w zewnętrzny kącik nakładam ciemną zieleń a w wewnętrzny złoto. Dodatkowo górną granicę cieni rozcieram białym cieniem.
5. Na linię wody nakładam beżową kredkę. Natomiast wzdłuż górnej linii rzęs rysuję turkusową kreskę.
6. Na zakończenie podkreślam brwi oraz tuszuję rzęsy.



LISTA PRODUKTÓW:
  • Podkład Revlon Colorstay #150 Buff
  • Korektor Maybelline Pure.Cover Mineral Concealer #02 Natural
  • Puder sypki Max Factor Loose Powder Translucent
  • Bronzer Diorskin Nude Tan Sun Powder #003
  • Róż Bobbi Brown Shimmer Brick #Rose
  • Baza pod cienie Inglot Eye Makeup Base
  • Sleek Pallete Oh Showstoppers: beż, biel, jasna zieleń
  • Technic Electric Eyes Pallete Metalix: złoty
  • Catrice Eyeshadow #600 Blackwood Forest (ciemna zieleń)
  • Zoeva Liner # Mediterraneo
  • kredka Paese beżowa #21
  • Cienie do brwi Inglot Brow Powder #567
  • Mascara Max Factor Mascara Masterpiece Max #black
  • Błyszczyk Rouge Bunny Rouge Lipgloss #078
 





Co sądzicie o takim połączeniu kolorów? :)

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...