czwartek, 30 kwietnia 2015

Sparkling Blue

Powinnam nadrobić posty lakierowe, bo ostatnio ich mało, a kolekcja lakierowa się rozrasta (dzisiaj przybyły do mnie kolejne 5 lakierów, ale o tym na razie ciiiii ;)) Pazurki w końcu mi odrosły i w miarę, bo nadal nie idealnie, kolorowe lakiery na nich dobrze się prezentują. Mam trochę problemy ze zdjęciami, bo nie potrafię, nie umiem, tak ułożyć ręki, aby paznokcie prezentowały swój migdałowy kształt, a nie coś na kształt rozlazłej łopaty :P Jak zapewne zauważyliście, prezentuję zdjęcia zawsze prawej ręki. Wytłumaczenie jest proste - jestem leworęczna, a co za tym idzie, malowanie paznokci w prawe ręce mi lepiej wychodzi :) Jednak to przeszkadza w dobrym ułożeniu ręki, ponieważ aparat jest przeznaczony dla praworęcznych i muszę się nieźle powyginać, aby zdjęcia były jako tako. Tak więc z prawie 60 zdjęć, do pokazania ostały się tylko 3. 



No dobrze, dosyć tych opowieści. Dzisiaj pokażę Wam lakier, który już od dłuższego czasu chciałam Wam zaprezentować: Deni Carte Extra Strong Sparkling  #25. Ich lakiery lubię, bo naprawdę są bezproblemowe. Świetnie się je aplikuje, są średnio gęste, zatem dobrze rozlewają się po płytce, nawet gdy nałożę w którymś miejscu zbyt dużo płynu. Schną i przede wszystkim utwardzają się  bardzo szybko. Paznokcie najczęściej maluję późnym wieczorem i sięgając po Deni Carte spokojnie mogę się położyć spać nie oczekując rano żadnych niesympatycznych niespodzianek w postaci odbitej pościeli. Lakier nie bąbelkuje, nie muszę nakładać żadnych baz. Do tego kolor jest bardzo ładny - niebieski z iskrzącymi drobinkami, które fenomenalnie wyglądają  słońcu. Trwałość do 3 dni, lekko ścierają się końcówki, nie odpryskuje.


Lakiery Deni Carte naprawdę polecam. Są dobre jakościowo i stosunkowo tanie, bo 10ml kosztuje 7,50 zł. Można je kupić w sklepie internetowym [klik]. Czasami można je znaleźć w mniejszych drogeriach. Całą listę sklepów możecie znaleźć na stronie internetowej firmy.


Pozdrawiam:)


Czytaj dalej »

sobota, 25 kwietnia 2015

Złoto - brązowy dzienniak podkreślający to i owo ;)

Wczoraj miałam popołudniowe wyjście, więc postanowiłam się 'odpicować' ;) Wyciągnęłam swoje niezawodne kosmetyki, po które sięgam przy większych wyjściach. Wybrałam też brązy na makijaż oczu, bo są najbardziej uniwersalne i najlepiej się w nich czuję. Połączyłam je ze złotem, które świetnie pasuje zielonookim. Dobrze się czułam. Szkoda, że na co dzień nie mam tej zbędnej godziny i muszę się zadowalać 5-minutowymi makijażami ;)



Do tego makijażu użyłam:
- podkład Makeup Atelier Paris 2NB - niezawodny, wodoodporny, do wieczora nic się z nim nie działo. Za to go uwielbiam. Sięgam po niego tylko na większe wyjścia, ponieważ może niekorzystnie wpływać na cerę. Revlon Colorstay, który używam na codzień, przy MAP się chowa :) Nie wiem czemu, nie doczekał się swojej recenzji na blogu, są tylko pierwsze wrażenia sprzed czterech lat ;) Będę musiała to zmienić.

- Kryolan Dermacolor Camouflage Reinbow Set #2 - korektorów użyłam do konturowania, pod oczy, na niedoskonałości. Od dwóch lat jest ze mną i spisuje się świetnie. Bardzo wydajny, nadal jest go wiele w opakowaniu. Tutaj możecie znaleźć pełną recenzję.

- puder w kompakcie Korres Compact Powder Brightering Flawless Finish #WRP - kolejny ulubieniec, który nie doczekał się recenzji na blogu. A to tylko z tego powodu, że nie zrobiłam zdjęć przed pierwszym użyciem. Teraz jest prawie zdenkowany, ale na pewno zakupię kolejny egzemplarz. Puder jest świetny, ma jasny kolor, trzyma w ryzach cały makijaż, pozostawia cerę lekko rozświetloną, wygląda bardzo naturalnie. Polecam!

Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder 308 Sahara Sand - świetny, jaśniutki brozner, który idealnie się sprawdza na mojej skórze. Dobrze się go rozprowadza, nie tworzy plam, nie schodzi w czasie dnia z twarzy. Miodzio. Pełną jego recenzję możecie przeczytać tutaj

- Kobo Professional Highlighter Powder 310 Moonlight. Cudownie rozświetla szczyty kości policzkowych nadając naturalny 'glow'. Często po niego sięgam i warto go mieć. Oczywiście na blogu znajduje się pełna recenzja klik

W7 Double Act 2 w 1 Rozświetlający Róż i Bronzer - do zaznaczenia policzków użyłam tylko tej jasnej różowej części. Ma świeży delikatny kolor, policzki wyglądają bardzo naturalnie. Tutaj jest pełna recenzja.

- brwi podkreśliłam moim niezawodnym zestawem, czyli Inglot Brow Powder 567, natomiast dolną linię brwi wzmocniłam za pomocą beżowej kredki DeniCarte Waterproof Eyeliner. Więcej o tych produktach możecie przeczytać tutaj i tutaj.

- cienie do brwi to mieszanka pochodząca z palet Makeup Revolution Iconic 2 oraz Smashbox Click You're It Holiday Eye Palette. Nie powiem Wam, które dokładnie tam są kolory, bo ostro je mieszałam ;) Tutaj i tutaj możecie zobaczyć swatche obu paletek.

- postanowiłam zrezygnować z czarnego linera na rzecz ciemnego burgundu. Zoeva Liquid Eyeliner w kolorze Bourbon Street świetnie się spisał. Dacie wiarę, że linery Zoevy (a mam ich siedem!) nie doczekały się recenzji. Aż mi wstyd :P Tutaj możecie zobaczyć tylko swatche :)

- tusz do rzęs to L'oreal Volume Million Lashes. Wracam do niego często, bo dobrze rozczesuje i podkreśla moje długie rzęsy. Dawno temu pojawiła się jego recenzja, zobaczcie tutaj.

- na usta najpierw naniosłam kredkę do ust Deni Carte 110 [klik], dzięki której odrobinę powiększyłam swoje wąskie usta, a następnie błyszczyk Kobo Professional Long Lasting Glass Shine 210 Mouve Glow, który możecie zobaczyć solo np tutaj.





I to chyba cała lista kosmetyków, które użyłam w tym makijażu. Jeżeli macie pytania o któryś z nich, to chętnie odpowiem :)

Pozdrawiam:)




Czytaj dalej »

czwartek, 23 kwietnia 2015

Demakijaż oczu z mleczkiem od Garnier'a - kiedyś miłość, a teraz... cierpienie

Wykonując codziennie makijaż, muszę także dbać o odpowiedni demakijaż. Inne produkty stosuję do twarzy, a inne do oczu. I tym drugim dzisiaj się zajmę.


Makijaż oczu lubię zmywać wszelkimi średnio gęstymi mleczkami, zazwyczaj bardzo dobrze sobie radzą z cieniami, kreskami czy tuszem do rzęs. Płynne konsystencje produktów do demakijażu długo u mnie nigdy nie zabawiły, nawet jak działały cuda. Mleczko to mleczko :) Przez wiele lat sięgałam po Garnier Essentials Nawilżające Mleczko do Demakijażu Twarzy i Oczu. Jednak pewnego razu  kupiłam naszą polską Ziaję i długo z nią się nie rozstawałam. Nadal by tak było, jednakże zabrakło jej w sklepie. Nie miałam ochoty biegać po drogeriach i go szukać, więc w zastępstwie sięgnęłam po kosmetyk, z którego zawsze byłam zadowolona, czyli po mleczko Garnier. 


Pierwszy kontakt mleczka z oczami był... bolesny. Pamiętałam, że działał bardzo łagodnie, w końcu jest przeznaczony do wrażliwych oczu. A teraz.... bardzo szczypało. I to nie dlatego, że za dużo tego mleczka wlałam na płatek kosmetyczny i dostał się do oczu. Spojrzałam na skład i ujrzałam przyczynę - alkohol! Makijaż dobrze usunął, nie rozmazał go, tylko zmył, nie pozostawił tłustej warstwy na skórze wokół oczu, jednakże dyskomfort był odczuwalny. Na drugi, trzeci i następny dzień było tak samo. Dodatkowo bardzo odrzucił mnie zapach. Kiedyś był delikatny, przyjemny i miły dla nosa, teraz  przebija się odór alkoholu. 


Niestety powrót do mleczka Garniera nie okazał się dla mnie dobry. Dlaczego? Powęszyłam trochę i sprawdziłam składy. Firma go zmieniała...

w 2012 roku skład mleczka wyglądał tak (źródło wizaż): Skład: Aqua/Water, Ethylhexyl Palmitate, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Triethanolamine, Carbomer, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Methylparaben, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Laureth-8 Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Propylene Glycol, Quaternium-15, Magnesium Laureth-8 Sulfate, Magnesium Laureth Sulfate, Sodium Oleth Sulfate, Rosa Gallica Extract / Rosa Gallica Flower Extract, Magnesium Oleth Sulfate, Parfum/Fragrance (02.11.2012)

Natomiast teraz jest całkowicie inny. Pojawił się ten nieszczęśny alkohol oraz parafina:




Nieładnie.... Jakoś go wykończę. Mogłabym użyć do demakijażu twarzy, ale dzięki parafinie będę miała na niej krajobraz księżycowy. Szkoda, że Garnier zmienił składy, bo był to dobry produkt. No cóż.. ja go więcej nie kupię.

Macie może kosmetyki, które kiedyś lubiłyście, natomiast teraz nie spełniają Waszych oczekiwań? A może jest na odwrót? Wcześniej bubel, teraz ulubieniec? Czekam na Wasze komentarze :)


Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

środa, 22 kwietnia 2015

Pastel Love - makijaż krok po kroku

Wiele kobiet obawia się kolorów w makijażu oczu. Myślę, że niepotrzebnie. Odpowiednio dobrane kolory, umiejętnie połączone i nałożone mogą stworzyć elegancki, stonowany i podkreślający oczy makijaż. Dlatego też w dzisiejszym makijażu użyłam kolorów, które rzadko są wybierane: pomarańcz i róż. Razem, dobrze roztarte mogą naprawdę ładnie wyglądać. 



Makijaż krok po kroku:

1. Podkreślam brwi. Na całą powieką aplikuję bazę pod cienie.
2. W zewnętrznej części powieki nakładam pomarańczowy cień.
3. Na resztę powieki aplikuję pastelowy różowy cień. Oba kolory łączę ze sobą.
4. Za pomocą beżowego cienia rozcieram górną granicę cieni. Wewnętrzny kącik rozświetlam bielą.
5. Podkreślam dolną powiekę za pomocą jasnego brązu oraz beżu.
6. Rysuję kreskę linerem wzdłuż górnej linii rzęs. Linię wody rozświetlam beżową kredką. Tuszuję rzęsy.




Lista kosmetyków:
  • podkład Revlon Colorstay #150 Buff
  • korektory Kryolan Dermacolor Camouflage Rainbow #2
  • korektor pod oczy Helena Rubinstein Magic Concealer 01 Light
  • puder Kobo Professional Tranparent Matt Powder
  • bronzer Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder #308 Sahara Sand
  • róż do policzków Clinique Fresh Bloom Allover Colour # 04 Plum Poppy
  • baza pod cienie Urban Decay Eyeshadow Primer Potion
  • cienie My Secret: pomarańczowy z paletki  'REVOLT AGAINST THE NUDE', różowy z paletki  'SHAKE COLORS'
  • cienie z paletki Makeup Revolution Iconic 2 Palette: beżowy, brązowy
  • cień Everyday Minerals: Floating Feathers
  • cień do brwi Inglot Brow Powder #567
  • Deni Carte beżowa kredka
  • liner MySecret Waterproof Eyeliner
  • tusz do rzęs Kobo Professional Ideal Volume Mascara
  • błyszczyk do ust Kobo Professional Long Lasting Glass Shine 216 Apricot


Ten makijaż ukazał się także na portalu glam-express.com [klik]


Co myślicie o kolorowych makijażach? Dacie się do nich przekonać?

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

wtorek, 21 kwietnia 2015

Essie Spring Collection 2015: #Petal Pushers

 Kilka tygodni temu musiałam skrócić paznokcie do zera. Przyznam się, że nie było mi to po drodze, ponieważ mam wiele lakierów, które chciałam Wam pokazać. Są krótkie, jednak już wytrzymać nie mogłam, aby nie pokazać Wam nowości, które ostatnio sobie sprawiłam :)


W ostatniej notce pokazywałam Wam całą wiosenną kolekcję Flowerista od Essie Professional. Długo się zastanawiałam, po który lakier sięgnąć na początek. Wybrałam kolor, który dość trudno określić: Petal Pushers, który wpada w szarość, odrobinę fioletu oraz niebieskości. Świetnie się prezentuje na paznokciach, ma wysoki połysk. Niby taki nieporadny, to mimo to ma w sobie to coś.


Z Essiakami mam ogólny problem. Bardzo mi bąbelkują, muszę z nimi uważać, aby nie wykonywać zbyt wielu ruchów pędzelkiem, co nie jest zbyt łatwe, bo jest on mały (posiadam lakier w wersji mini). Ale w miarę udaje mi się nim operować. Trwałość bardzo dobra, ten lakier mam już 4 dzień i trzyma się na paznokciach bardzo dobrze.



Co myślicie o tym kolorze? Zachwycił Was, czy może jest 'taki sobie'? :)

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

sobota, 18 kwietnia 2015

Essie Spring Collection 2015 Flowerista

Rzadko kiedy kupuję lakiery do paznokci, bo mam tak obszerną kolekcję, że mogłabym otworzyć z nimi sklep :) Jednak gdy zobaczyłam zdjęcia promocyjne Essie Spring Collection 2015 to przepadłam. Wszystkie lakiery były takie piękne. W wiosennej kolekcji jest sześć kolorów, natomiast w "mini kostce", którą mam, jest ich cztery: Flowerista, Blossom Dandy, Petal Pushers, Perennial Chic
 

Każdy lakier ma 5ml, dla mnie taka pojemność jest wystarczająca. Jest szansa, że te kolory zużyję do końca. Jeszcze ich nie używałam, więc ciężko mi powiedzieć jak będzie mi się z nimi współpracować. Mam trzy lakiery Essie i dwa z nich mi bąbelkują. Muszę z nimi się bardzo nagimnastykować, aby jako tako wyglądały. Jestem jednak dobrej myśli. Zobaczcie na te piękności. 


FLOWERISTA: piękna intensywna fuksja,  sprawdzi się tak naprawdę o każdej porze roku. Zakochałam się w tym kolorze.
BLOSSOM DANDY: jasna mięta jest idealna na wiosnę. W swojej kolekcji aktualnie nie mam takiego koloru i myślę, że będę po niego sięgać bardzo często.
PETAL PUSHERS: jest to inny kolor niż jego dwaj poprzednicy, zbytnio nie kojarzy mi się z wiosną, chyba że z tą bardzo wczesną, gdzie dopiero wszystko budzi się do życia. Jest to też kolor ciężki do określenia. Oglądając go mogę stwierdzić, że jest to mieszanka szarości z domieszką ciemnego fioletu. Jestem jego bardzo ciekawa. Na szarości ostatnio choruję.
PERENNIAL CHIC: jasna brzoskwinka to kolor bardzo uniwersalny. Zawsze kojarzy mi się z delikatnością. Powinnam go polubić.



Kostkę mini lakierów można znaleźć w drogeriach internetowych. Ja ją zakupiłam w sklepie maani.pl. 



Który kolor Was zaciekawił i chciałybyście najpierw zobaczyć?
Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

czwartek, 16 kwietnia 2015

Prawie jak Cotton Ball Lights

Zapewne każdy z Was wie, co to są Cotton Ball Lights. Są to bawełniane kule nakładane na lampki. Wprowadzają miękkie światło do pomieszczeń oraz niepowtarzalny klimat. Stały się one bardzo popularne na całym świecie. Zdjęcia, które oglądałam w necie zawsze mnie urzekały i po cichu marzyłam o swoich własnych kulkach. Nie będę ukrywać, że cena odstraszała, więc stwierdziłam, że spróbuję sama zrobić swój zestaw. Szukając tutoriali i inspiracji trafiłam na eBay i tam znalazłam chińskie odpowiedniki Cotton Ball Lights. Cena była bardzo zachęcająca - ok 32zł za 20 kul z przezroczystym kablem oraz z kasetką na baterie. Postanowiłam zakupić jeden sznur w odcieniach różu i fioletu, aby je pooglądać, zobaczyć jakość. 



 Zapalone chińskie kule wieczorami wyglądają pięknie. Przyznam się, że ciężko mi było złapać ten efekt zwykłym aparatem. Próbowałam wielu ustawień, ale myślę, że się udało. Kulki jeszcze nie mają swojego stałego miejsca w mieszkaniu, zastanawiam się, gdzie je umieścić. Dlatego też na szybko stworzyłam taką oto kompozycję. Prawda, że prezentują się fenomenalnie. 



Jednak już przy dziennym świetle nie zachwycają. Co widoczne jest na poniższych zdjęciach.
Kule dostajemy wklęsłe tzn w kształcie półkoli. Na początek dołączonym patyczkiem musimy je wypchać. I niestety esteci nie będą zachwyceni. W połowie kuli widać odkształcenie materiału. Z bliska nie wygląda to dobrze. W świetle dziennym jednak nie rzuca się to w oczy, nie jest aż tak szpecące. Niektóre kule miały też odstające nitki, albo za duże dziurki, z których wylatywały lampki. Jednak można z tym się szybko uporać. Mimo wszystko lepiej wyglądają zapalone wieczorem.


Nie oczekiwałam cudów za 30zł, w końcu jest też to chiński wyrób, który rzadko kiedy jest idealny.  Mimo wszystko jestem zadowolona. Pokój prezentuje się inaczej. Pewnie za jakiś czas zamówię jeszcze z jeden sznur kul, albo sama go wykonam. A oryginały Cotton Ball Lights i tak kiedyś zakupię. Przynajmniej taki jest plan ;)


Macie swoje kule? Oryginały, odpowiedniki czy może same je wykonałyście? Czekam na Wasze komentarze i linki do zdjęć ;) 


Pozdrawiam :)




 


Czytaj dalej »

niedziela, 12 kwietnia 2015

Moja codzienność z Makeup Revolution

Lubię bawić się makijażem. Jak mam dłuższą wolną chwilę, to zasiadam przed lustrem i się maluję. Jednak nie oszukujmy się. Zazwyczaj, w natłoku obowiązków, mam raczej góra pół godzinny na makijaż. Wtedy stawiam na prostotę. Jeden, dwa cienie do powiek, które ładnie podkreślą oko. Sięgam po sprawdzony zestaw, po paletkę, która jest ze mną już od lata 2014r. i jak na razie  nigdy mnie nie zawiodła. Makeup Revolution Redemption Palette Iconic 2 jest bardzo uniwersalną paletą do dziennych i wieczorowych makijaży.




Iconic 2 jest tańszym zamiennikiem słynnej paletki Urban Decay Naked 2. Oryginału nie miałam, więc ciężko mi jest powiedzieć, jak bardzo obie paletki są do siebie podobne. Jednak przeglądając porównania w internecie, można stwierdzić, że Iconic 2 jest wierną kopią. Te same kolory cieni, ten sam układ, podobno ta sama pigmentacja. Natomiast duża różnica jest w cenie. Naked 2 kosztuje około 200zł, natomiast Iconic 2 tylko 20zł. Ja ją kupiłam w promocji za około 16zł. Aż żal było nie brać, nawet gdybym do końca nie była zadowolona. Jednakże niespodzianka była bardzo miła, gdy okazało się, że będę po nią bardzo często sięgać. 


Opakowanie nie jest najwyższych lotów. Plastik bardzo szybko się rysuje, przezroczyste okienko ma pęknięcia, odciski palców ciężko zmyć. Mimo tych mało zachęcających detali, warto zajrzeć do środka. Mamy tam 12 cieni do powiek, kilka jest matowych, większość jest satynowa lub metaliczna, wszystkie w neutralnych kolorach: brązy, szarości, beże, czerń. W tym zestawia każda kobieta znajdzie do siebie pasujące odcienie.  Można nimi wykonać dzienny makijaż, ale także świetnie się spisują przy ciemniejszych dymkach.

 Wszystkie cienie dobrze się aplikuje, szybko przyklejają się do powieki, dobrze się blendują. Mogą minimalnie się osypywać, ale to już zależy od techniki nakładania - ja zawsze nadmiar pyłku strzepuję z pędzelka.  Trwałość jest bardzo dobra. Pod wieczór trochę bledną, jednak nałożone na bazę pod cienie wytrzymają w stanie nienaruszonym aż do demakijażu. Z pigmentacją jest różnie. Maty raczej są gorzej napigmentowane niż metaliki, jednak nie jest to tragiczna jakość. Mi się bardzo dobrze z nimi współpracuje, bo z łatwością można budować kolor. Konsystencja także jest inna. Maty są bardziej suche, natomiast cienie metaliczne bardziej mokre, kremowe.


Zdjęcia pokazują paletkę i jej stan po tych kilku miesiącach używania. Prawie nie widać zużycia, a musicie mi uwierzyć, bardzo często po nią sięgam. Naprawdę bardzo niewiele potrzeba cienia, aby pokryć całą powiekę. Najszybciej zszedł mi beżowy jasny cień, ale go używam w prawie każdym makijażu, reszta wygląda na nie naruszoną. Paletka jest bardzo wydajna i na długo starczy.

Jeżeli jeszcze nie macie tej paletki, to nie traćcie czasu - warto ją mieć! Kosztuje niewielkie pieniądze, a można nią się fajnie pobawić. W swoich rękach miałam jeszcze Iconic 1 i też polecam. Część kolorów się powtarza, jednak ma swój urok. Iconic 3 nie miałam, raczej dominują tam różowe cienie, ja za nimi nie przepadam. Paletki są dostępne w prawie każdej drogerii internetowej.

Na blogu pojawiło się kilka makijaży, w których wykorzystałam cienie z paletki Iconic 2. Natomiast poniższy makijaż jest właśnie takim moim typowym dzienniakiem :) Wykonanie go trwało może z 5 minut. Naprawdę polecam.


Posiadacie którąś z paletek Makeup Revolution? Jak u Was się spisują?

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »