poniedziałek, 25 stycznia 2016

L'oreal Volume Million Lashes So Couture

Bardzo lubię tusze Loreal z serii Volume Million Lashes. Zużyłam już kilkanaście egzemplarzy wersji złotej, do której wciąż wracam. Jakiś czas temu pokazywałam Wam najnowszą zieloną wersję Feline, która mnie niesamowicie zachwyciła i jak na razie plasuje się na pierwszym miejscu wśród tuszy. Przy tamtej recenzji wiele z Was pytało się o porównanie, jak się okazuje, z legendarną So Couture. Przyznam się, że będąc zadowolona ze złotej serii, nie szukałam nic innego w tej firmie. A okazuje się, że So Couture zdobyła serca miliony kobiet. Dzisiaj możecie przeczytać, czy mnie też urzekła. 


Volume Million Lashes So Couture - Elegancka Objętość Rzęs - Ultraprecyzyjna szczoteczka Couture definiuje i otula tuszem każdą rzęsę. Bogata formuła o zniewalającym zapachu, zawiera płynny jedwab i czarne pigmenty aby nadać rzęsom intensywną objętość bez grudek. Rzęsy jak zwielokrotnione. Szczoteczka Couture o wyjątkowo drobnych i miękkich włóknach, łączy w sobie delikatność i precyzję, aby dotrzeć do każdej rzęsy zapewniając równomierne rozdzielenie i elegancki efekt. L'Oréal Paris opracował specjalną formułę, która pozwala pokryć rzęsy intensywnie czarną zasłoną. Wysokiej jakości materiał – formuła „płynnego jedwabiu” – delikatnie pokrywa każdą rzęsę, by nadać objętość i intensywność barwy, podkreślając oczy jedwabistą czernią. Twoje oczy zyskają elegancką oprawę i szykowny rys w najdrobniejszym szczególe dzięki innowacyjnej formule Volume Million Lashes So Couture o zniewalającym zapachu. [źródło: http://www.lorealparis.pl]


Opakowanie tuszu jest fioletowo - złote i przyciąga wzrok. Nie zauważyłam, aby się ono rysowało, napisy się nie ścierają. Szczoteczka jest silikonowa o normalnym, zwężającym się ku końcowi kształcie. Wypustki są średniej wielkości, gęsto rozmieszczone. Dobrze się nią operuje, igiełki nie zahaczają o skórę, nie podrażniają oczu. Nabiera ona odpowiednią ilość potrzebną do pokrycia rzęs.  Konsystencja tuszu jest idealna - jest to jedna z niewielu maskar, które nie muszą poleżakować w szufladzie po otwarciu, aby zgęstnieć. Do tego bardzo ładnie pachnie, zapach jest delikatny, odrobinę czekoladowy. Kolor to oczywiście głęboka czerń.


Tusz, już po jednym pociągnięciu ładnie pokrywa rzęsy od nasady aż po same końce, nie pozostawia na nich grudek, wyglądają one na gładkie i sprężyste. Dobrze je pogrubia, jednak ich nie skleja, każda rzęska jest rozdzielona. Wydłużenie i podkręcenie rzęs pięknie otwiera oko. Trwałość jest bardzo dobra, nie kruszy się w ciągu dnia, jednak kilkukrotnie zauważyłam późnym wieczorem, że tusz lekko jest odbity pod oczami. Jednak tak bywało tylko po bardzo ciężkim i długim dniu, gdzie gdzieś pod koniec tarłam oczy. Zmywanie nie przysparza kłopotów - wystarczy podstawowe mleczko. 


Moim zdaniem, So Couture i Feline są na tym samym poziomie, ciężko mi jest powiedzieć, który jest lepszy, bo moje rzęsy w jednej i drugiej maskarze wyglądają fenomenalnie. Na pewno lepiej operuje się fioletową maskarą, szczoteczka jest prosta, bez udziwnień, nie sprawiła mi ani razu kłopotu, natomiast szczoteczka Feline kilka razy wylądowała u mnie w oku. Co więcej, So Couture praktycznie nie skleja rzęs, natomiast przy aplikacji zielonej maskary czasami mi się to zdarza. Natomiast w kwestii trwałości bezdyskusyjnie wygrywa Feline. Jest nie do zdarcia. Nigdy nie zdarzyło mi się, abym miała ją roztartą pod oczami, tarcie oczu także nie wpływało na jej położenie. Aby ją zmyć z rzęs wieczorem, musiałam stosować płyny dwufazowe. Natomiast So Couture pod tym względem miała kilka wpadek. Jak same widzicie, oba tusze mają parę minusów, jednak w ostatecznym rozrachunku, gdyby zastosować oceny szkolne, dostałyby po 5+. 

Podsumowując, jeśli zastanawiałyście się nad zakupem Loreal Volume Million Lashes So Couture, to zachęcam Was do jej wypróbowania. Jest to naprawdę porządna maskara, spełnia moje oczekiwania, świetnie podkreśla moje rzęsy, rozdziela je i podkręca. Prosta silikonowa szczoteczka ułatwia aplikację sprawiając, że poranny szybki makijaż jest bezproblemowy. So Couture dostępna jest praktycznie w każdej drogerii, kosztuje około 50zł, w sklepach internetowych można ją znaleźć za mniejszą kwotę. 

Miałyście okazję używać maskarę So Couture, czy może jednak inny tusz jest Waszym ulubieńcem? 

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

niedziela, 17 stycznia 2016

Nie tak nowe grudniowe nowości.

Przyznaję się. Ten post miałam zaplanowany na początek stycznia. Jednak ostatnie półtora tygodnia było dla mnie bardzo wyczerpujące. Po pierwsze praca. W styczniu jest tyle do zrobienia, że nie wiem na co spojrzeć. Pocieszam się, że jeszcze dwa tygodnie i nastanie względny spokój. Aby tego było mało, zepsuł się nam samochód. Moja praca jest na drugim krańcu miasta, komunikacja u nas szwankuje, więc jedynym wyjściem były 40minutowowe "spacerki". Wiosną bym nie narzekała, odrobina ruchu mi nie zaszkodzi, jednak zimą niekoniecznie takie formy ruchu się u mnie sprawdzają. Były nawet dni, że do pracy szłam dwa razy... Uwierzcie, że wieczorem wracałam i myślałam tylko o kąpieli i spaniu. No i trzecia rzecz, która mnie wyautowała z "internetowego życia". Grypa! No tak, tak długie spacerki odbiły się na moim zdrowiu. Nadal jestem "pociągająca", zaleczam ogromne zimno, ale przynajmniej głowa mnie nie boli. Dlatego też, wczorajszy wolny od dwóch tygodni dzień, spędziłam na nic nie robieniu. O jak było przyjemnie :D Ale już dziś trzeba wrócić do normalności. A i na blogu nastąpiła zbyt długa przerwa, którą wypada przerwać. Zatem zapraszam na przegląd nowości, które pojawiły się u mnie. Kolejne posty, to będą już pełne recenzje. Makijaże, niestety, muszą poczekać. Zimno jest bardzo rozległe i oszczędzę Wam tego widoku. Jak już coś, to pokuszę się jedynie na pokazanie tylko makijażu oczu. 




W szafach Kobo Professional pojawiły się nowe odżywki do paznokci. Jest dostępnych pięć wariantów, każda z nich spełnia inne zadanie: BRILLANCE NAILS MEGA SHINE TOP COAT, NAILS RESTORER COMPLETE REPAIR & PROTECTION, POWERFUL NAILS STRENGTHENING CONDITIONER, INTENSIVE HARDENER NAILS HARDER THAN EVER,  INSTANTLY WHITE PRO WHITE EFFECT CORRECTOR.

Ciężko będzie je wszystkie przetestować, w chwili obecnej używam NAILS RESTORER COMPLETE REPAIR & PROTECTION, ponieważ zaniedbałam paznokcie i muszę doprowadzić je do ładu. Mam nadzieję, że ona mi w tym pomoże.






Pomadki Kobo Professional MATTE LIPS na żywo wyglądają obłędnie. Opakowanie naprawdę zachwyca. Posiadam dwa najjaśniejsze kolory: 401 La Madeleine oraz 402 Saint Tropez, czyli takie, jakie najbardziej lubię. Jak na razie w moich testach wypadają wyśmienicie i coś czuję, że szykuje się hit.




Za pomocą Kobo Professional PRECISE PEN EYELINER w łatwy sposób można wykonań precyzyjne i trwałe kreski. Już od dłuższego czasu ją używam i przy ostatnich makijażach możecie zobaczyć jak się spisuje. Jest to bardzo dobry produkt.




Kolory kredek do ust My Secret I LOVE MY STYLE LIP LINER  prezentują się bardzo ładnie i po pierwszych kontaktach jestem z nich zadowolona. Dostępne są w czterech kolorach: 1 PARTY PINK,     2 NUDE LIPS,    3 CORAL, 4 MARSALA, które ładnie wyglądają na ustach, choć najbardziej przypadła mi do gustu 2.




Nowe lakiery My Secret GLAM & SHINE przykuwają oko. Wykończenie ich jest różne - metaliczne, brokatowe lub kremowe. Dwa odcienie są nude, natomiast reszta świetnie się sprawdzi w karnawale. Pierwszy lakier z lewej pokazywałam Wam już na blogu, to piękne metaliczne indygo. 




Aby być w temacie karnawału, cienie do powiek My Secret GLAM & SHINE prezentują się fenomenalnie. Jeżeli wpadł Wam w oko jakiś kolor, to śpieszcie się, ponieważ jest to edycja limitowana. Dostępne kolory: 1 METAL VIOLET, 2 RADIANT ORCHID, 3 SNOW BLUE, 4 SOFT HARMONY, 5 LIGHTING TEXTURE. Na pewno na blogu opowiem o nich więcej.




Edycją limitowaną są także linery w pędzelku GLAM SPECIALIST EYELINER w trzech kolorach 13 COBALT, 14 SEA GREEN, 15 BURGUNDY GREEN. Mam nadzieję, że nie będą się kruszyć, bo kobalt ładnie się prezentuje. 




Tusze Sensique  LONG LASHES MASCARA oraz EXTREME VOLUME MASCARA na chwilę obecną czekają w kolejce, ponieważ mam kilka egzemplarzy innych maskar w zapasie. Opis jest zachęcający, jednak zobaczymy jak naprawdę się te tusze zachowują.





Puder Sensique BRONZING POWDER ma za zadanie wymodelować owal twarzy, uzyskać efekt słonecznej opalenizny i zdrowy koloryt cery. Posiadam dwa kolory: 107 NATURAL TAN  oraz  108 MEDIUM BRONZE, które raczej dają delikatny efekt. Kosmetyki ładnie się prezentują, podoba mi się słoneczne wytłoczenie.







Podkład Sensique PERFECT NUDE MAKE UP jest kryjący, powinien wygładzić i ujednolicić koloryt skóry. Posiadam dwa kolory: 401 IVORY oraz 404 BEIGE, jednak na daną chwilę ich jeszcze nie nakładałam na twarz. Niestety przez ostatnie eksperymenty z podkładem innej firmy muszę zaleczyć to, co na niej powstało. I obawiam się tego, czy po tych kosmetykach nie będę miała podobnej przygody. Zobaczymy.




Żele pod prysznic SEYO to nowość w Drogeriach Natura. Dostępne są w czterech wariantach. ORIENTALNA RÓŻA pozwoli przenieść się w egzotyczne zakątki świata i zamieni każdą kąpiel w niezwykle przyjemne doznanie. Ciepły, korzenny MIÓD Z IMBIREM ukoi zmysły i da poczucie wewnętrznej harmonii. Soczyście owocowy zapach żelu pod prysznic SŁODKA MALINA doda pozytywnej energii, a aromatyczna woń PIŻMA I DRZEWA SANDAŁOWEGO pomoże się odprężyć i zrelaksować.




O moją cerę zadba firma INITIALE. Uwielbiam algi i dobrze one na mnie działają. Bardzo często robię sobie z nich maseczki, które świetnie nawilżają i oczyszczają cerę.



Co Wam wpadło w oko? A może macie któryś z kosmetyków? Dzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach :)

Pozdrawiam :)






Czytaj dalej »

środa, 6 stycznia 2016

Cuda, cuda... powiadają! Urban Decay Eyeshadow Primer Potion

Są na tym świecie kosmetyki, które wszystkie znaczące się osoby w świecie makijażowym mają, a tzw. zwykli śmiertelnicy chcą mieć. Ponoć działają cuda, tak powiadają. Między innymi takim kosmetykiem jest baza pod cienie do powiek Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Original. Wzdychałam do niej bardzo długo, wiedziałam, że prędzej czy później w końcu będę miała ją w swoich rękach. Mój egzemplarz był  dołączony do paletki cieni Urban Decay Smoked Palette, więc ma mniejszą pojemność. Jednak myślę, że cechy i działanie powinno być identyczne z pełnowymiarowym produktem.




Opakowanie jest bardzo poręczne. Niestety większość baz pod cienie jest dostępnych tylko w słoiczku, przez co aplikacja jest utrudniona. Po pierwsze gmeranie w małym pojemniczku palcami u mnie zawsze kończyło się kosmetykiem pod paznokciami. Po drugie, nie było to zbyt higieniczne. Urban Decay postawił na odkręcaną miękką tubkę, z której z łatwością można wycisnąć odpowiednią ilość bazy. A niewiele jej trzeba, więc przy okazji jest bardzo wydajna. Konsystencja jest średnio-gęsta, kleista, która dobrze się rozprowadza po powiece. Jest ona w kolorze beżowym, który dopasuje się do każdego odcienia skóry. Ujednolica jej kolor, wszelkie przebarwienia bądź widoczne żyłki pod cienką skórą są zakryte i przygotowuje powiekę do dalszych zabiegów.



Trzeba przyznać, że baza przedłuża trwałość cieni, lepiej one przykleją się do powieki, mają intensywniejszy kolor. Zawsze po użyciu tego kosmetyku wiem, że aż do demakijażu będę miała makijaż w nienaruszonym stanie, nic mi się nie zroluje, cienie nie będą wyblakłe. Jednak czytając tyle o tej bazie, miałam jej złe wyobrażenie, bo oczekiwałam od niej więcej niż od innych firm, co spowodowało, że na początku jej używania czułam się lekko zawiedziona. Tak naprawdę, sama nie wiem, co od niej chciałam więcej, ale to powinno być coś, co nie dawały mi inne bazy. Super trwałości, super intensywności cieni? Nie wiem sama... Na szczęście szybko się otrząsnęłam z takiego myślenia. Jest to naprawdę porządna baza pod cienie. Jej działanie, opakowanie, konsystencja, wydajność  świetnie się sprawdza przy makijażach tych codziennych oraz na różne okazje. Jednak ja znam wiele tańszych kosmetyków, które tak samo działają. Ich wadą może być jedynie opakowanie, bo niestety są w pojemniczkach. 


Baza Urban Decay ma 10ml pojemności (moja 3,7ml), kosztuje ok 90zł. Jest to często podrabiany kosmetyk, więc warto ją zakupić w sprawdzonych sklepach. Warto ją mieć, jednak nie popełnijcie tego samego błędu co ja i nie oczekujcie od niej niewiadomo czego. Bo cudów nie robi. Jednak, jeżeli szukacie czegoś tańszego to polecam bazy Artdeco, Kobo Professional czy DeniCarte. Są one tak samo dobre. 


Jakich baz pod cienie do powiek używacie? Znacie ten kultowy kosmetyk Urban Decay?



Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Pierwszy makijaż w Nowym Roku: Gray and Silver

Na taki makijaż już od dawna miałam ochotę. Na szczęście nadchodzący czas temu sprzyja. Czerń, szarość i srebro to kolory, które dobrze się sprawdzą w makijażu karnawałowym czy nawet studniówkowym. Oko jest mocno podkreślone, ciemniejsze kolory są dobrze roztarte, wieczorowy błysk jest uzyskany dzięki metalicznym i brokatowym cieniom nałożonym na środku powieki. W takim wydaniu bardzo dobrze się czuję, choć muszę uważać z ciemnymi barwami w wewnętrznych kącikach. Na szczęście z nimi nie przesadziłam i dodałam lekkie rozświetlenie. Muszę częściej stosować tę technikę nakładania cieni.



TWARZ / FACE:
- podkład Inglot HD Perfect Coverup Fundation 71
- korektor Kryolan Concealer Circle 2
- L'oreal True Match Concealer 1 Ivory
- Rimmel Stay Matte Pressed Powder
- Kobo Professional  Matte Blusher 202 Terra Cota
- My Secret Face Illuminator Powder
BRWI / BROWS:
- My Secret Design You Eyebrow Gray
- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash
- Deni Carte Beige Pencil
OCZY / EYES:
- Urban Decay Eyeshadow Primer Potion 
- Kobo Eyeshadow: 138 Urban Gray
- Makeup Geek Eyeshadows: High Wire (foiled), Graphite
- Eve Pearl Diamond Eyes Palette: silver
- Kobo Professional Precise Pen Eyeliner
- L'oreal Volume Million Lashes So Couture Mascara
USTA / LIPS:
- Kobo Professional Matte Lips 401 La Madeleine




Lubicie szarości w makijażu, czy jednak wolicie konkretniejsze kolory?

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

niedziela, 3 stycznia 2016

Najczęściej czytane - TOP3 GRUDZIEŃ + TOP3 2015 ROKU

Jak co miesiąc przychodzę do Was z najczęściej czytanymi postami w minionym miesiącu. Oczywiście, nie mogło zabraknąć podsumowania postowego 2015 roku. Zobaczcie, na co szczególnie zwróciliście uwagę. 




TOP 3 GRUDZIEŃ:



 W grudniu pochwaliłam się nowościami, część dostałam, część sama zakupiłam, dużo tego było. Jeżeli nie widziałyście, co nowego u mnie się pojawiło, to zaglądnijcie do posta.








 Wg statystyk spodobały się Wam kredki z My Secret. Lubię ich używać pod cienie do powiek, bo dzięki temu podbijają ich kolor. Są naprawdę przyjemne.








 Kobaltową kreskę uwielbiam i tak prosty makijaż jest jednym z moich ulubionych.  Zobaczcie do posta, co użyłam do jego wykonania.








TOP 3 2015 ROKU:


 W minionym roku wiele osób szukało informacji na temat pomad do brwi firmy Inglot. Posiadam dwa kolory: 18 i 20, jednak mam w planach zakupić jeszcze jeden - jaśniejszy. Naprawdę są one bardzo przyjemne i gdy miałam czarne włosy to tylko nimi podkeślałam brwi. Niestety teraz są dla mnie za ciemne i tylko od czasu do czasu po nie sięgam.
 



W minionym roku przeszłam jedną z największych metamofroz - radykalnie zmieniłam kolor włosów: z czerni przeszłam na blond. Bojąc się o stan włosów postanowiłam skorzystać z kuracji Olaplex. Dzięki niej nie mam popalonych włosów. Minęło prawie 4 miesiące, stan włosów uległ troszkę pogorszeniu, jednak gdyby nie te preparaty, to teraz pewnie byłabym łysa. Naprawdę pomógł mi praktycznie bezboleśnie zmienić swój wygląd. 




Kolejny mój ulubieniec znalazł się w zestawieniu. Ten rozświetlacz jest fenomenlany. Nie ma w sobie brokatu i można za jego pomocą uzyskać na policzkach piękny efekt tafli. Macie go w swoich zbiorach?







Zachęcam Was do zajrzenia do wymienionych tutaj postów i zapraszam na kolejne, które już niebawem. 

Jeżeli chcesz być na bieżąco z tym, co u mnie, to zachęcam do obserwowania bloga, polubienia strony na FB lub śledzenia mojego konta na Instagramie. Odnośniki możecie znaleźć na pasku po prawej stronie.


Pozdrawiam :)




  
Czytaj dalej »

sobota, 2 stycznia 2016

Ulubieńcy kosmetyczni 2015 roku

Kochani, jak tam się czujecie w Nowym Roku? Mam nadzieję,  że rozpoczęliśmy go spokojnie z uśmiechniętymi buziami i otoczeni przez najbliższych. U mnie wszystko w porządku, choć czuję się odrobinę niewyspana. Wczoraj trzeba było wstać skoro świt, razem z dzieckiem. Ale mieliśmy  dzień leniuchowania, więc szybko doszłam do siebie. 

 

 

Bardzo lubię przeglądać wszelkie podsumowania choć sama rzadko takie posty tworzę. Jednak nowy rok sprzyja temu procesowi, zatem kilka pierwszych stycznia postów będzie miało właśnie taki charakter. Na początek chciałabym pokazać kilka kosmetyków z kolorówki, które mnie zachwyciły w minionym roku. Są to moi ulubieńcy, którzy na pewno zostaną ze mną na dłużej. Starałam się zrobić jak najkrótszą listę, wybrać kilka szczególnych kosmetyków. Zamknęłam się w sześciu punktach więc cel zrealizowałam. Zapraszam Was na moich ulubieńców 2015 roku. 



 1. L'oreal Volume Million Lashes Feline

 

Ten tusz pokochałam bardzo mocno. Świetnie podkreśla rzęsy, raczej daje mocniejszy efekt, ale właśnie takie je lubię. Są one wydłużone, pokręcone i pogrubione. Przy moich długich i raczej gęstych rzęsach mogę spokojnie zrezygnować z kępek czy całych pasków sztucznych rzęs. A i tak są one widoczne nawet przy ciemnym makijażu. Więcej o tym tuszu możecie dowiedzieć się oczywiście z pełnej recenzji,  którą zamieściłam na blogu. 



 2. Inglot Brow Liner Gel

 

Nie lubię swoich brwi, ponieważ są cienkie, delikatne i niestety nie rosną. Dlatego też tak ważne jest u mnie ich podkreślanie. Chcę, aby wyglądały w miarę naturalnie i nie przerysowanie. Długo wzdychałam do pomad Anastasia Beverly Hills, wielokrotnie podchodziłam do ich zakupu, aż nasza polska firma Inglot wypuściła podobny produkt i o połowę tańszy, więc na niego się skusiłam. Wybrałam dwa kolory, jednak po zmianie koloru włosów na blond są za ciemne. Planuję zakupić jaśniejszy odcień, który będę mogła używać na co dzień. Odcienie 18 oraz 20 pokazywałam tutaj.  



3. Pomadka Kiko Velvet Mat-Satin Natural Rose
 

Oglądając moje makijaże na pewno zauważyliście, że bardzo często moje usta są podkreślone tą pomadką. Zakup jej był naprawdę strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze zauroczona jestem opakowaniem, które jest niepowtarzalne. A po drugie kolor idealnie do mnie pasuje i praktycznie używam go na co dzień i na większe wyjścia. Uwielbiam wszelkie jasne matowe pomadki i ten kosmetyk spełnia moje wszelkie oczekiwania. Dla przypomnienia tutaj macie jej recenzję.


 4. Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder #311 Nubian Desert


Myślę że ten Bronzer w tym roku stał się hitem. Kolor jest naturalny bez pomarańczowych tonów. Świetnie nadaje odpowiedni kontur twarzy. Uwielbiam go. Niedługo będę musiała zrobić zapasy, bo przy codziennym używaniu ten kosmetyk jest już na wykończeniu. O tym bronzerze możecie więcej poczytać tutaj.



5. My Secret Face Illuminator Powder "Princess Dream"

 

Z wyborem jednego ulubionego rozświetlacza miałam naprawdę duży problem, było kilku kandydatów. Jednak w ostatnim czasie najczęściej sięgałam po My Secret. Ma bardzo ładny kolor, na policzkach z łatwością można uzyskać efekt tafli. Nie ma w sobie ani grama brokatu,  jest trwały. Na twarzy wygląda fenomenalnie. Tutaj zobaczycie więcej zdjęć.


6.  Cienie do powiek Makeup Revolution, MakeupGeek, My Secret 

 

W kategorii cieni do powiek nie mogłam się ograniczyć do jednego produktu. W tym roku pojawiło się u mnie dużo kosmetyków do oczu i kilka z nich jest naprawdę często w użyciu. Na co dzień, gdy nie mam czasu, sięgam po paletkę Makeup Revolution Iconic 2 dzięki której mogę bardzo szybko wykonać lekki albo mocniejszy makijaż. Jednak także chętnie sięgam po paletki My Secret Natural Beauty Smokey Nudes oraz Fairy Tale, które ostatnio bardzo polubiłam. Gdy mam ochotę na coś bardziej kolorowego,  to cienie MakeupGeek sprawdzają się idealnie. Fenomenalne są cienie foliowe oraz duochromy. Wiele makijaży z ich udziałem pokazywałam i w tym roku także ich nie zabraknie, bo nie wykorzystałam wszystkich pomysłów na połączenia kolorystyczne. 




Jeżeli chodzi o buble, to raczej ich nie spotykałam na swojej drodze. Pojawiały się produkty przeciętne, do których nie zabiło mocniej moje serducho, jednak zachowywały się prawidłowo. Dlatego tez postu z bublami nie będzie. 

Mam nadzieję, że w tym roku w mojej kosmetyczne pojawi się więcej wspaniałych  kosmetyków, o których będę mogła Wam opowiedzieć. Mam kilka zakupowych planów, być może wśród nich będą naprawdę duże gwiazdy. 

A co fajnego pojawiło się u Was? Macie swoich ulubieńców? Chętnie poznam Wasze listy.
Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...