wtorek, 29 marca 2016

Brightening Copper Makeup

Odrobina wolnego w czasie Świąt spowodowała, że mogłam przygotować kolejny makijaż. Nie chciałam, aby był zbyt mocny, ponieważ akurat w słoneczny dzień wolałam coś lżejszego i bardziej do ludzi. 

 


Rzadko kiedy używam tej techniki rozmieszczania cieni. Wydaje mi się, że nie do końca ona do mnie pasuje. Dlatego też aż tak bardzo nie szalałam z ciemniejszymi kolorami, przede wszystkim w kącikach wewnętrznych. Jednak tak delikatny makijaż mi się bardzo spodobał, świetnie się sprawdził przy ważnym wyjściu, gdzie trzeba było wyglądać elegancko. A co Wy o nim sądzicie?


//BRWI (BROWS)//
- Inglot AMC Brow Liner Gel 18
- Kobo Professional Eyebrow Colour 301 Light
- Deni Carte Beige Pencil
 //OCZY (EYES)//
- Urban Decay Eyeshadow Primer Potion 
- My Secret Glam & Shine Eyeshadows: Soft Harmony, Lighting Texture
- MakeupGeek Eyeshadows: High Wire (foiled), Showtime (foiled), Ice Queen
- Kobo Professional Eyeshadow: Sandy Beach
- Maybelline Lasting Drama Gel Black
- L'Oreal Volume Million Lashes So Couture Mascara



Pozdrawiam :)


 
Czytaj dalej »

piątek, 25 marca 2016

Wiosenne porządki: nowa fryzura i wiosenny makijaż

Jak Wam mijają przygotowania do Świąt? U mnie na spokojnie. Nie mam jakiegoś wielkiego parcia na hiper super sprzątanie, więc teraz leżę i odpoczywam. Ostatnie tygodnie to dla mnie latanina od rana do wieczora, więc tym bardziej zasłużyłam na to, aby poświęcić dla siebie odrobinę czasu i robić to, na co mam w danej chwili ochotę. Dlatego też rano wzięłam pędzelki w dłoń i się odpicowałam. Co tam, że siedzę w dresie i nie mam zamiaru z domu wychodzić. Pełny makijaż musi być :-)

Chciałam, aby makijaż był w wiosennych kolorach, jednak błękity i zielenie zostawiam sobie na następny raz. Sięgnęłam po fiolety, które lubię i bardzo ładnie pasują do moich zielonych tęczówek. Warto było, bo po dodaniu dość mocno wyciągniętej kreski oraz sztucznych rzęs, całość prezentuje się interesująco. Choć miałam chwilę zwątpienia,  mój małżonek stwierdził, że wyglądam jak Barbie, a syn to potwierdził.  Żartownisie ;-) 



 Tak, ścięłam włosy. Z tym zamiarem nosiłam się już od dłuższego czasu. Niestety końcówki były bardzo zniszczone,  rozdwajały się, łamały się, popaliłam je kiedyś lokówką... Miałam problemy z ich rozczesywaniem. Musiałam ściąć je na krótko. Jednak wyszło trochę za krótko, mogłam je jednak zostawić dłuższe, do ramion. Pocieszam się faktem, że u mnie włosy dość szybko rosną, trochę odżyją i może przestaną tak wypadać. Obiecałam sobie, że teraz będę o nie porządnie dbać. Muszę w końcu zacząć je olejować częściej niż raz na trzy miesiące. Co do fryzury, nosiłam kiedyś jeszcze krótsze włosy, więc teraz muszę jedynie się przyzwyczaić do długości. Oczywiście do zdjęć je pięknie ułożyłam. I tak jak zawsze ... wyszłam ulizana. Heh... Nie umiem robić sobie zdjęć, więc musicie mi uwierzyć na słowo,  że aż tak tragicznie nie wyglądam. 



W tym makijażu użyłam połyskujących cieni My Secret, o których niedługo napiszę więcej. Świetną mają konsystencję i pigmentację. Bardzo łatwo się nimi operuje, choć mogłyby się aż tak nie osypywać. Dostępnych kolorów jest 5, w tym makijażu użyłam aż czterech, nie miałam pomysłu na ostry róż. Na górnej powiece w zewnętrznym kąciku nałożyłam fiolet,  natomiast wewnętrzną cześć powieki rozświetliłam pięknym połyskującą błękitem, który wpada w lilię. Dolną powiekę podkreśliłam beżowy i brzoskwiniowym cieniem.


Z ustami nie chciałam szaleć i najbardziej pasował mi jakiś kolor nude. Tym razem podkreśliłam je lekko brzoskwiniową konturówką My Secret. Niestety ten produkt nie nadaje się do wypełniania całych ust, ponieważ bardzo szybko je wyrusza.  A szkoda, bo ten kolor przypadł mi do gustu. Więcej o konturówkach napiszę za jakiś czas.



Makijaż twarzy wykonałam kosmetykami, które zawsze u mnie się sprawdzają i raczej mnie nie zawodzą. Podkład to oczywiście Revlon Colorstay 180 Sand Beige. Wykonturowałam twarz za pomocą ostatnio opisywanej paletki korektorów Kobo Professional. Dodatkowo policzki podkreśliłam bronzerem i moim ulubionym różem. Szczyty kości policzkowych delikatnie musnęłam rozświetlaczem My Secret. 


//TWARZ (FACE)//
- Revlon Colorstay 180 Sand Beige
- Kobo Professional Face Contour Mix
- Kobo Professional Magic Corrector Mix
- L'oreal True Match Concealer 01 Ivory
- Rimmel Stay Matte Pressed Powder

- Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder Nubian Desert
- Kobo Professional  Matte Blusher 201  Apricot
- My Secret Face Illuminator Powder

//BRWI (BROWS)//
- My Secret Design You Eyebrow Gray
- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash
- Deni Carte Beige Pencil

//OCZY (EYES)//
- Urban Decay Eyeshadow Primer Potion 

- My Secret Glam & Shine Eyeshadows: Metal Violet, Snow Blue, Soft Harmony, Lighting Texture
- Kobo Professional Eyeshadow: Sandy Beach
- False Lashes Ardell Demi Wispies
- L'Oreal Volume Million Lashes So Couture Mascara

//USTA (LIPS)//
- My Secret I Love My Style Lipliner 02 Nude Lips




A u Was nastały jakieś zmiany? Co myślicie o dzisiejszym makijażu i mojej metamorfozie?
Pozdrawiam :-) 



Czytaj dalej »

środa, 23 marca 2016

Kobo Professional Face Contour Mix, czyli konturowanie na mokro

Na większe wyjścia zawsze stosuję konturowanie na mokro. Nie odbiega ono znacząco od tego co przedstawiają Guru Makijażowe na Youtube. Po nałożeniu podkładu oraz korektora na przebarwienia i niespodzianki, jeszcze przed nałożeniem pudru, rozjaśniam obszary pod oczami, grzbiet nosa, środek czoła, łuk kupidyna oraz środek brody, natomiast przyciemniam obszar pod kośćmi policzkowymi, skronie, linię żuchwy oraz boki nosa. Następnie za pomocą gąbki albo pędzla do podkładu, dokładnie rozcieram i łączę ze sobą. Dzięki temu moja twarz po nałożeniu podkładu, przestaje być płaska, widać naturalne cienie. Do tego procesu używałam już różnych preparatów, ostatnio na fali jest kółeczko z korektorami do konturowania, Kobo Professional Face Contour Mix.



Opakowanie tego kosmetyku jest w miarę ok, chociaż ćwiartki są na tyle małe, że ciężko dany kolor wyciągnąć za pomocą większego pędzla. Muszę to robić albo palcami, albo mniejszym języczkowatym pędzlem. Jak widzicie, są cztery kolory, za pomocą których można bez problemu wykonturować twarz. Jasny żółty nie jest na skórze aż tak intensywny jak w opakowaniu. Stosuję go właśnie do rozjaśniania partii twarzy. Kolejny beż raczej u mnie nie ma większego zastosowania. Mógłby się sprawdzić jako punktowy korektor albo pod oczy, jednak tam wolę nakładać lżejsze kosmetyki. Czasami mieszam go z brązami. Dwa ciemne korektory stosuję do podkreślenia kości policzkowych czy optycznego wyszczuplenia twarzy. Warto zaznaczyć, że wszystkie cztery kolory można ze sobą z powodzeniem mieszać i uzyskiwać nowe kolory, które w danym momencie są nam potrzebne. Dzięki temu kółeczko korektorów sprawdzi się przy ciemnych karnacjach, ale także tych bardzo jasnych. 


Wszystkie korektory są bardzo plastyczne i świetnie się nimi pracuje. Dobra pigmentacja pozwala na dużą wydajność. Dodatkowo, to nie jest kosmetyk, który stosuję często, stąd pewnie mi posłuży bardzo długo. Ma kremową konsystencję, warto go przed nałożeniem ocieplić w palcach, wtedy świetnie się rozciera i przykleja do skóry. Po przypudrowaniu tkwi na miejscu, nie roluje się, jest odporny na ścieranie. 


Kosmetyk, moim zdaniem, wart jest uwagi. Jeżeli lubicie konturowanie twarzy na mokro, to się na pewno u Was sprawdzi. Na dzień raczej wybieram szybkie konturowanie na sucho, czyli za pomocą bronzerów. Natomiast przy większych wyjściach sięgam po kremowe korektory i czaruję. Jeżeli chcecie także czarować, to kółeczko znajdziecie w Drogeriach Natura za 19,99zł. A w promocji to jeszcze taniej. 

Używacie tego typu produktów, czy jednak pozostajecie przy samym różu?
Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 21 marca 2016

Luksja Care Pro Revive, Restore oraz Lush

Wybierając kosmetyki do mycia ciała, nie przykładam zbyt dużej wagi do składu. Moja skóra nie jest zbyt wymagająca, nie ulega podrażnieniom, jedynie zimą jest lekko przesuszona. Dlatego też jedynym kryterium przy wyborze żelu pod prysznic jest zapach oraz to, w jakim stanie ją pozostawi. Dzięki temu wszelkie drogeryjne preparaty mi pasują. Tak też jest z żelami Luksja z serii Pro Care. Posiadam trzy wersje: Revive - Pomelo & Kiwi, Restore - Shea Butter oraz Lush - Dragon Fruit. 

 


Luksja Care Pro to seria mleczek i żeli pod prysznic wzbogaconych o naturalne składniki, które nawilżają skórę i dbają o to, by była miękka i gładka w dotyku. To pielęgnacja na najwyższym poziomie, aby nawilżyć skórę już podczas mycia.
 




Luksja Care Pro Restore z masłem Shea pachnie bardzo delikatnie, zapach jest mleczny. Konsystencję ma lejącą, niezbyt gęstą. Bardzo dobrze się pieni, przez co jest bardzo wydajna. Długo zajęło mi wykończenie całej 500ml buteleczki. Pozostawia uczucie skóry dobrze nawilżonej, nie ściągniętej. Nie potrzeba po kąpieli używać balsamu, bo mleczko pod prysznic w zupełności wystarcza. 



Luksja Care Pro Revive bardzo podobnie się zachowuje jak Restore, jednak ma dla mnie ładniejszy zapach. Lubię wszelkie owocowe żele, które działają na mnie orzeźwiająco, chętnie po niego sięgam przy porannym prysznicu. Żałuję, że zapach dość szybko ulatnia się ze skóry. Poza tym, skóra jest dobrze oczyszczona, nie wysusza jej, lekko nawilża, obecne jest uczucie gładkości.



Luksja Care Pro Lush to mój ulubiony żel z całej trójki. A to wszystko przez zapach, bo nie robi nic nadzwyczajnego, czego pozostali kompani by nie robili. Czuć owoce, jednak nie są one tak intensynwne jak w wersji Revive. Koi, uspokaja, uprzyjemnia kąpiel. Choć ponownie szybko się ulatnia. Skóra jest oczyszczona, nie zauważyłam, aby ją wysuszał czy ściągał, dobrze na nią działa.




Wiem, że skład jest dość chemiczny, jednak po dłuższym stosowaniu tych żeli (dwa wykończone, trzeci w połowie) ze skórą nic się złego nie stało. Jest ona gładka, nie potrzebuje jakiegoś dodatkowego nawilżenia balsamem. Nie podrażnia jej, ani nie wysusza. Myślę, że dobrze działa. Używała ich cała moja rodzina i nikt się nie skarżył. Myślę, że jest to dobra pozycja wśród drogeryjnych żeli pod prysznic. Dodatkowo cena jest bardzo zachęcająca - zależnie od sklepu i promocji, można zakupić żel od 8 do 10zł. Za 500ml. Myślę, że warto za nimi się rozglądnąć.


Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

czwartek, 17 marca 2016

Gadżet do mycia pędzli - Makeup Revolution Pro Brush Cleanse Tool.

Nie lubię myć pędzli. Zawsze zajmuje mi to o wiele czasu za dużo niż bym chciała. Poza tym, dłonie po długim kontakcie z wodą nie wyglądają korzystnie. A przecież jest to bardzo ważne, aby utrzymywać swoje akcesoria w czystości. Najgorzej u mnie myje się pędzle do podkładu, ponieważ są upaćkane Revlonem Colorstay. Próbowałam już różnych technik, moczenie, mycie zaraz po użyciu, mycie dzień po użyciu, nawet tydzień po. Zawsze usunięcie resztek podkładu jest problematyczne. Z myślą poradzenia sobie z tym problemem zakupiłam szczoteczkę do ich mycia Makeup Revolution Pro Brush Cleanse Tool.



Szczoteczka do pędzli jest wykonana z dość twardego różowego plastiku. Dzięki temu nie wygina się pod naciskiem pędzli. Jest ona też dość mała, w otwór z ledwością mieszczą się dwa palce. Być może tak ma być, aby 'łapka' nie zsuwała się, jednak po dłuższym czasie jest niezbyt wygodnie. Poza tym, i tak po pewnym czasie do środka otworu dostaje się piana i woda i nasadka ześlizguje się z palców.  Płaska strona nakładki usiana jest wypustkami, które mają ułatwić czyszczenie. Prawie na całej powierzchni są wystające paski, które są pomocne przy czyszczeniu większych pędzli, natomiast drobne "kółeczka" najlepiej używać przy mniejszych pędzlach np do makijażu oczu.


Mycie małych pędzli oraz większych np do pudru lub różu przebiega bardzo sprawnie. Szybko robi się piana, która zmywa kosmetyki z włosia. Niestety z myciem pędzli do podkładu, przede wszystkim po użyciu Revlona, sobie nie poradził. A tak naprawdę ten gadżet kupiłam właśnie w tym celu. Nadal trwa to wręcz w nieskończoność, choć łatwiej jest się dostać do nasady włosia. Nie spodobało mi się także to, że na szczoteczce pozostają resztki podkładu, które ciężko usunąć z plastiku.


Miała być rewolucja, jednak jest niewielkie ułatwienie. Myślę, że nie jest to gadżet, który odmieni Wasze życie w zakresie utrzymywania higieny pędzli. Na szczęście nie jest on drogi, kosztuje ok 25zł. 

Co sądzicie o takich udogodnieniach? Sprawdzają się u Was, czy jednak stosujecie klasyczne metody prania pędzli. Jakich środków używacie do tej czynności? Jeżeli używacie podkładu Revlon Colorstay, w jaki sposób domywacie pędzle? Czekam na Wasze opinie.

Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

niedziela, 13 marca 2016

Pierre René - Skin Balance - Podkład kryjący - 20 - CHAMPAGNE

Mam swojego podkładowego ulubieńca, jednak od czasu do czasu robię skok w bok, aby spróbować czegoś innego. Tak też było ostatnio. Podkład kryjący Pierre Rene Skin Balance Cover już od dawna chciałam mieć i zobaczyć, czy spisze się tak samo wyśmienicie jak u innych. Po początkowej ekscytacji, przyszedł jednak czas na rozczarowanie. Jesteście ciekawe dlaczego?

 



Opakowanie podkładu Pierre Rene Skin Balance prezentuje się bardzo ładnie. Ułatwieniem w aplikacji jest pompka, która działa bez zarzutu, nie zacina się. Dodatkowo zapach bardzo uprzyjemnia wykonywanie makijażu, jest słodki, jednak niezbyt ciężki. Sam podkład ma lekką konsystencję, mimo tego jest bardzo dobrze napigmentowany i co za tym idzie, świetnie kryje. Wykończenie ma matowe, choć jest to taki zdrowy mat i na buzi wygląda dość naturalnie. Nie podkreśla suchych skórek czy włosków. Dobrze sobie radził z moimi tłustymi partiami twarzy, utrzymywał się tam nawet dłużej niż Revlon Colorstay, a przy tym nawilżał suche obszary. Nakładałam go różnymi sposobami. Najlepiej się prezentował, gdy używałam BeautyBlendera, natomiast za pomocą pędzli robiło się bardzo dużo smug. Podkład posiada cechy wodoodpornego kosmetyku, nie straszny był mu deszcz czy łzy.



Wydawało mi się, że mam bardzo jasną cerę, więc wybrałam najjaśniejszy odcień 20 Champagne. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazał się za jasny. Kupowałam go późnym latem, więc moja cera miała prawo być lekko opalona (choć staram się nie wystawiać się na słońce). Postanowiłam, że sięgnę po niego na początku zimy. Ten podkład jest jaśniejszy od Revlon Colorstay 150 Buff. Co więcej, ma w sobie różowe tony, za którymi nie przepadam. Nie czułam się w tym podkładzie zbyt korzystnie, choć cera wyglądała bardzo fajnie. Dlatego też używałam go albo mieszając z ciemniejszymi RS, albo na wybrane partie twarzy. Początkowo było wszystko w porządku,  jednak po pewnym czasie zaczęły mi wyskakiwać strasznie bolące, ropne wypryski. Odstawiłam go bardzo szybko i jeszcze przez dłuższy czas musiałam zaleczać cerę, co oczywiście trwało dłużej niż jego używanie. Niestety, u mnie spowodował nawrót trądziku.

 


Gdyby nie to, że spowodował u mnie wypryski, pewnie zużyłabym go do końca i może spróbowała innego koloru. Dbam o swoją cerę, jest ona problematyczna i muszę uważać na to co stosuję. Gdy już miałam ją w dobrym stanie, to jeden kosmetyk wszystko zaprzepaścił. Do tej pory doprowadzam skórę do porządku, a minęło już trochę czasu, odkąd sięgnęłam po ten podkład.

Jeżeli macie problematyczną cerę, to uważajcie. Jednak jest cała rzesza kobiet, która ubóstwia ten podkład. U mnie nie zadziałał, jednak nie przekreśla to faktu, że u Was może zrobić wiele dobrego.


Jestem ciekawa Waszego zdania na temat podkładu Pierre Rene. Używałyście go? Jak u Was się spisywał?

Pozdrawiam:)




Czytaj dalej »

wtorek, 8 marca 2016

Przydymiony makijaż na Dzień Kobiet

Ostatnio pokazywałam Wam trendy makijażowe na Gali Oskarowej. Postanowiłam wykonać podobny makijaż do tych, które gościły u aktorek. Królowały brązowe dymki, rozświetlona cera, usta nude. I taki też jest mój makijaż, choć dodałam odrobinę ostrości poprzez czarną kredkę na linii wody.

 


Makijaż jest bardzo prosty do wykonania. na początku czarną kredką wykonałam obrys oka, następnie ją roztarłam do góry. Na całą powiekę nałożyłam czekoladowo-brązowy cień z niewielką domieszką fioletu, porządnie go roztarłam. W kącikach wewnętrznych nałożyłam jasno-różowy cień. Mam blisko siebie osadzone oczy i muszę je choć odrobinę rozjaśniać. Pozostało mi tylko wytuszować rzęsy. Można przykleić paski sztucznych rzęs, nawet chciałam to zrobić, no ale w pracy nie będę przesadzać. Jednak jeżeli wykorzystacie ten makijaż na wieczór, to warto o nich pomyśleć.

Co sądzicie o tym makijażu?

 

Użyte kosmetyki:


//TWARZ / FACE//
- Revlon Colorstay 180 Sand Beige
- Kryolan Concealer Circle 2
- Maybelline Affinitone Concealer 02 Natural
- Rimmel Stay Matte Pressed Powder
- Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder Nubian Desert
- Kobo Professional  Matte Blusher 201  Apricot
-
//BRWI / BROWS//
- My Secret Design You Eyebrow Gray
- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash
- Deni Carte Beige Pencil
//OCZY / EYES//
- Urban Decay Eyeshadow Primer Potion 
- Urban Decay 24/7 Glide-On Eye Pencil Perversion
- Kobo Professional Eyeshadows: Chocolate Sweets, Rosy Brown, Sandy Beach
- L'Oreal Volume Million Lashes So Couture Mascara
//USTA / LIPS//
- Rimmel Lipstick 070 Airy Fairy
- Kobo Professional Long Lasting Glass Shine 216 Apricot

 


Wszystkim kobitkom, małym i dużym, życzę wszystkiego co najlepsze. Spędźcie ten dzień miło i przyjemnie :*

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

wtorek, 1 marca 2016

Oskary 2016 - Makijaże

Oskarów nie oglądałam, niestety nie mam możliwości, aby zarywać noce. Dopiero wczoraj mogłam na spokojnie oglądnąć urywki, pooglądać zdjęcia. Zawsze przy tak dużych galach zwracam uwagę na makijaże gwiazd, określam, co mi się podoba, a co nie, szukam inspiracji. Jednak już od kilku lat hollywoodzkie gwiazdy odchodzą od szaleństw, makijaże są raczej stonowane, w neutralnych barwach. I w tym roku było podobnie.


 Na czerwonym dywanie królowały nieskazitelne cery, lekko rozświetlone. Nie ma konturowania w stylu Kim Kardashian, choć widać zabawę światłem. Policzki są lekko przyciemnione, podkreślone neutralną brzoskwinią. Na oczach możecie zobaczyć roztarte brązy, lekko połyskujące lub całkowicie matowe. A na ustach nude. Czerwień czy inny mocny kolor był rzadko spotykany. Cały look gwiazd nie był przesadzony, kobiety wyglądały świeżo, naturalnie. 

Wybrałam dla Was pięć makijaży, które przypadły mi do gustu. Zacznę od numeru jeden.

1. Lady Gaga - jako jedna z nielicznych zrezygnowała z brązów i makijaż oczu jest w tonacji zgaszone różu. Użyte cienie są połyskujące, kąciki zewnętrzne lekko przyciemnione. Do tego matowa pomadka nie wybijająca się kolorystycznie. Aż mam ochotę sama tak się pomalować.

fot. Getty Images



2. Kate Winslet mnie oczarowała. Makijaż jest bardzo delikatny, oko lekko rozświetlone, doczepione rzęsy, usta maźnięte błyszczykiem. Minimalizm, ale u tej aktorki się sprawdza. Jillian Dempsey, autorka makijażu, naprawdę się postarała i pięknie podkreśliła urodę Kate.

fot. Getty Images


3. Rooney Mara wystąpiła w dymku wykonanym, jak widzę, chłodnymi brązami. Cienie są świetnie wyciągnięte na boki, ruchoma powieka jaśniejsza od reszty. Do tego ciemno-czerwone usta dodają seksapilu. Jasna karnacja aktorki została podkreślona różowym różem, przez co całość prezentuje się bardzo świeżo.

fot. Getty Images


4. Charlize Theron w tym makijażu wyglądała bombowo. Na oku ma piękny dymek, lekko rozświetlone wewnętrzne kąciki. Nawet czarna kredka na linii wody pasuje do całości.

fot. East News


5. Jillian Dempsey wykonała także makijaż młodziutkiej aktorce Jennifer Lawrence.Makijaże przy opadającej powiece są trudne, jednak tutaj makijażystka bardzo fajnie sobie poradziła. Ponownie w akcji są ciepłe brązy, które są dobrze wyciągnięte do góry, jednak kreska wzdłuż górnej linii rzęs  bardzo fajnie podkreśliła oczy. Oko nie jest zamknięte czarną kredką na linii wody i do takiej urody świetnie to pasuje. Usta zostały muśnięte delikatnym błyszczykiem. Aktorka prezentuje się bardzo dziewczęco, ale przy tym seksownie.

fot. Getty Images


Co myślicie o tych makijażach? Może któryś odwzorować na sobie? ;) 
Ciekawa jestem także Waszych typów :)

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »