piątek, 30 grudnia 2016

New Year's Eve Classic Makeup - KLASYCZNY MAKIJAŻ SYLWESTROWY

Za kilka chwil już Sylwester, więc to ostatni czas, aby zdecydować o makijażu. Ostatni dzień w roku spędzam w domu z rodziną, więc nie będę szaleć z wymyślnymi kreacjami. Raczej wybiorę makijaż klasyczny w neutralnych kolorach, dominować będzie szarość i czerń. Taka też jest moja dzisiejsza propozycja.

 

 

Dzisiejszy makijaż nie należy do delikatnych, jednak moim zdaniem jest bardzo kobiecy. Zewnętrzne kąciki są przyciemnione, natomiast resztę powieki pokryłam jasnym migoczącym od brokatu cieniem. Nie mogło też zabraknąć czarnej kreski wzdłuż górnej linii rzęs. Aby odrobinę urozmaicić makijaż i dodać mu sylwestrowego błysku, nad linerem w zewnętrznym kąciku dorysowałam delikatnie brokatową kreskę. W ten sam sposób rozświetliłam też wewnętrzne kąciki. Natomiast sztuczne rzęsy dodały wyrazistości. Na koniec podkreśliłam usta delikatną pomadką. 



Lista kosmetyków:

//TWARZ (FACE)//
- Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base
- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige
- Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
- Kryolan Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Strobing Palette

//BRWI (BROWS)//
- Inglot AMC Brow Liner Gel 12

//OCZY (EYES)//
- Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- Sigma Nightlife by Camila Coelho Palette: Urbanette, No Waiting, Leather Pants, Disco Ball.
- My Secret Glam Specialist Eyeliner Silver Crystal
- Sigma Gel Eye Liner Wicked
- False Lashes
-  L'Oreal Volume Million Lashes Fatale Mascara

//USTA (LIPS)//
- Kobo Professional Matte Lips 401 La Madeleine



Korzystając z okazji, chciałabym Wam życzyć szampańskiej zabawy! Niech Nowy Rok przyniesie tylko dobre chwile, spełniajcie swoje marzenia mimo ograniczeń prozy życia. 


 
Czytaj dalej »

niedziela, 18 grudnia 2016

L'oreal Volume Million Lashes Fatale

Bardzo lubię tusze do rzęs L'oreal z linii Volume Million Lashes. Miałam możliwość sprawdzenia prawie wszystkich dostępnych produktów:  kultową złotą wersję, So Couture, Excess, Feline, Noir Feline. Spośród nich udało mi się wybrać ulubieńca. Okazał się nim produkt, który niedawno pojawił się na rynku, czyli Feline, choć So Couture także spełnia w większości moje oczekiwania. Jednak firma nie poprzestała na tym i ostatnio wypuściła nową wersję kultowego tuszu: Volume Million Lashes Fatale. Jesteście ciekawe, czy ten kosmetyk zdeklasował Feline?




Opakowanie tuszu jest charakterystyczne dla tej linii, tym razem w kolorze różowym.  Natomiast szczoteczka jest  silikonowa, dość gruba w porównaniu z innymi. Jednak na szczególną uwagę zasługują wypustki: mają dwie długości ułożone naprzemiennie, które mogę określić jako krótkie. Początkowo myślałam, że będzie ciężko dokładnie pomalować tą szczoteczką rzęsy, na szczęście po pierwszej próbie zmieniłam zdanie. Bardzo dobrze dociera aż do nasady rzęs, ładnie je rozdziela i farbuje. Tusz dość dobrze je pogrubia, wyglądają one na wydłużone i podkręcone. Czerń jest bardzo intensywna. Już po jednej warstwie rzęsy wyglądają spektakularnie.


Świeży tusz, czyli zaraz po otworzeniu, przysporzył mi trochę niedogodności. Nie wiem czemu, ale po kilku godzinach rozmazywał mi się pod oczami, co mnie bardzo denerwowało. Jednak mniej więcej po tygodniu używania lekko przyschnął i teraz nie mam takich problemów. Szczoteczka pobiera odpowiednią ilość tuszu i dzięki temu nie powstają na rzęsach grudki lub inne niepokojące farfocle czy pajęcze nóżki. Nie kruszy się z czasem ani nie osypuje. Natomiast demakijaż jest bezproblemowy - bardzo dobrze sobie z nim radzi łagodny płyn micelarny.



Uważam, że tusz L'oreal Volume Million Lashes Fatale jest świetny, jednak nie zdeklasował tuszu Feline. Gdybym miała uszeregować te tusze na kolejnych miejscach, to Feline byłby na pierwszym, Fatale na drugim, a dopiero So Couture na trzecim. Jednak warto tutaj nadmienić, że różnice są minimalne, wynikające z moich preferencji używania tuszy, czy niewielkich różnic w wyglądzie rzęs. So Couture oraz Fatale potrafią mi się rozmazać pod oczami, natomiast Feline nigdy to się nie zdarzyło.  



Sprawdźcie moją opinię o innych tuszach L'oreal:


Używałyście już najnowszego tuszu do rzęs Fatale?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

wtorek, 13 grudnia 2016

La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów



Nigdy nie lubiłam swoich włosów. Od kiedy pamiętam, to zawsze było z nimi coś nie tak. Są bardzo cienkie i proste jak drut - żadna fryzura nie jest w stanie przetrwać nocy chyba, że nałożę tonę lakieru. Przyznam się szczerze, że nigdy nie robiłam nic nadzwyczajnego, aby poprawić ich kondycję. Jasne, używałam szamponów, odżywek i masek poprawiających ich stan, natomiast od kilkunastu lat dodatkowo je osłabiam farbowaniem. Jednak od kilku miesięcy jest po prostu strasznie. Przez zmianę koloru włosów na blond widzę, że jest z nimi co raz gorzej. Są w tak kiepskim stanie, że wypadają mi na potęgę. Dodatkowy stres, który dopadł mnie w ostatnim czasie nasilił ten problem. Nie było innego wyjścia jak wyposażyć się w odpowiednie specyfiki, które mają za zadanie wzmocnić cebulki włosów. Mój wybór padł na La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów, który nie był przypadkowy.  Bardzo często robię rozpoznanie w Internecie i sprawdzam, czy to co sobie upatrzyłam, jest warte uwagi. Opinie na temat tego produktu są różne, jednak przeważają te dobre. Oczywiście miałam świadomość, że u mnie wcale nie musi się sprawdzić. Aby się o tym przekonać, to musiałam zaryzykować. 




Opakowanie La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów to plastikowa 125 mililitrowa buteleczka z dwoma zamienny końcówkami.  Jedną dobrze jest stosować na krótkie włosy, drugą na długie. To rozwiązanie sprawia, że sposób aplikacji możemy dostosować do swoich potrzeb. Zapach spray'u jest bardzo przyjemny, lekki, jednak szybko się ulatnia.


Produkt stosuję na czyste i osuszone ręcznikiem włosy. Aplikuję preparat na skórę głowy, a następnie opuszkami palców go wmasowuję. Następnie układam włosy według uznania, zazwyczaj pozostawiam je do naturalnego wyschnięcia. Producent zaleca stosowanie kosmetyku codziennie i tak staram się robić, choć kilka razy zapomniałam po niego sięgnąć.

Już od pierwszego użycia zaczynają się cuda. Innowacyjne rozwiązania celują w przyczyny wypadania włosów i hamują objawy. Wiodący składnik Aminexil działa na korzenie włosów i mocuje je w skórze głowy. Natomiast Madekasozyd redukuje podrażnienia, które mogą wpłynąć negatywnie na cebulkę włosa. W efekcie już po kilku aplikacjach zobaczyłam efekty. Włosy nie wypadały tak intensywnie jak przed kuracją i z dnia na dzień ta ilość się zmniejsza, co realnie mogę zaobserwować po myciu głowy, kiedy nie muszę odtykać syfonu. Także przy rozczesywaniu włosów widzę, że pozostaje ich coraz mniej na grzebieniu. 



Zawsze przy stosowaniu różnych preparatów na włosy zastanawiam się nad tym, jak będą one wyglądać po ich osuszeniu. Na szczęście KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów wpłynęła na nie pozytywnie. Nie są one oklapnięte, ale też nie są spuszone, także nie przetłuszczają się szybciej niż poprzednio. Być może to złudzenie, ale także zauważyłam, że przybyło mi baby hair i wydaje się, że  jest ich więcej i są gęściejsze. Włosy dobrze się rozczesują, po wmasowaniu produktu w skórę głowy nie są poplątane.



Myślę, że kosmetyk La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów jest wart uwagi.  Producent obiecuje, że po kilku tygodniach zauważy się spektakularne efekty i tak też jest u mnie. Według mnie spełnia swoje zadanie, ponieważ mój problem znika, po każdym użyciu widzę, że wypada mi mniej włosów, nie tracę ich już garściami. Mam nadzieję, że po skończonej kuracji taki stan będzie długo się utrzymywał. Kosmetyki tej firmy można znaleźć praktycznie w każdej aptece, więc jego dostępność jest bardzo dobra. Opinie innych użytkowniczek znajdziecie na stronie producenta: tutaj

A jak Wy sobie radzicie z wypadaniem włosów? A może Was ten problem nie dotyczy, bo macie sprawdzone kosmetyki? Ciekawa jestem, co myślicie o recenzowanym produkcie.

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 grudnia 2016

New Year's Eve Sparkle Makeup - Sylwestrowy Makijaż

Już niedługo nadejdzie ten ostatni dzień w roku, na który większość z nas czeka. Wiele z nas uda się na szaloną imprezę i będzie się bawić do białego rana. Będziemy chciały błyszczeć w tym szczególnym dniu. Zastanawiając się nad całą stylizacją, dobrze jest pomyśleć wcześniej nad makijażem. Dlatego też przygotowałam dla Was moją propozycję. 


 

W tym dniu warto podkreślić mocniej oczy niż zazwyczaj. Nie należy zapominać także o błysku. Mój makijaż jest trochę inny, ponieważ połączyłam ze sobą nietypowe kolory. Moją bazą są brązy w ciepłych odcieniach, wręcz ceglane. Natomiast na środek powieki delikatnie wklepałam sypki pigment, który raczej jest w chłodniejszej tonacji i mieni się na jasno zielono. Wydawałoby się, że to połączenie nie będzie zbyt korzystnie wyglądać, jednak jak same widzicie, nie jest źle. Aby jeszcze bardziej podkreślić oczy, warto narysować kreskę czarnym linerem wzdłuż górnej linii rzęs oraz na linię wody. Na ustach pozostał neutralny kolor - jasna matowa kredka świetnie się tutaj spisała.

Lista kosmetyków:
 
//TWARZ (FACE)//
  - Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base
- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige
- Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
- Kryolan Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Strobing Palette

//BRWI (BROWS)//
  - Inglot AMC Brow Liner Gel 12

//OCZY (EYES)//
- Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- MakeupGeek Eyeshadows: Desert Sands, Roulette, Bada Bing, Mirage
- Inglot Pure Pigment Eyeshadow 85
- Sigma Gel Eye Liner Wicked
-  L'Oreal Volume Million Lashes Fatale Mascara

//USTA(LIPS)//
  - My Secret I Love My Style - Lip Liner Nude Lips



Macie jakieś plany na Sylwestra? Ja jeszcze nie, choć wiem, że spędzę je w domu wśród rodziny. Taki rodzaj przywitania Nowego Roku jak najbardziej mi odpowiada. 

Pozdrawiam :)

 
Czytaj dalej »

piątek, 2 grudnia 2016

VICHY DERMABLEND Fluid korygujący o przedłużonej trwałości


Podkład to druga skóra, dlatego tak ważne jest, aby był on idealnie dopasowany. Jeżeli jest za jasny, to wyglądamy na chore, jak jest za ciemny, to bardzo postarza oraz widoczna jest nienaturalna granica odcieni pomiędzy twarzą a resztą ciała. Oprócz doboru odpowiedniego koloru ważne też są właściwości podkładu: czy jest trwały, czy robi tzw. efekt maski, czy nawilża, a może matuje? Po kilkunastu latach poszukiwań idealnego fluidu wiem na co zwracać uwagę i już po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, czy produkt ląduje w koszu, czy może sprawdzę jego działanie stosując inną bazę pod podkład lub w bardziej ekstremalnych warunkach. Ten pierwszy raz wiele mówi o kosmetyku, który przecież noszę na co dzień na twarzy. 

 

Od chyba zawsze miałam ochotę na podkład apteczny. Wielokrotnie podchodziłam do zakupu, jednak dość uboga kolorystyka nigdy mi nie pozwalała dokonać odpowiedniego wyboru. Jednak tym razem postanowiłam się przełamać i mimo wszystko wypróbować to, co mnie zawsze interesowało, czyli podkład Vichy Dermablend o przedłużonej trwałości.
 

Fluid korygujący o przedłużonej trwałości jest skierowany do osób, które mają coś do ukrycia, czyli do osób, które chcą zamaskować niedoskonałości, zaczerwieniania, przebarwienia i różne defekty skórne. Ponadto mogą go stosować osoby o różnym typie skóry, także z tą wrażliwą, ponieważ kosmetyk jest hipoalergiczny. Dlatego też go wybrałam.  Niestety nie mam idealnej cery, pełno na niej przebarwień, krostek oraz wyprysków. Nie zawsze też dobrze reaguje na pewne składniki, potrafią mi się robić podskórne bąble, więc jest to dla mnie ważne, aby kosmetyk mnie nie uczulał. Taki też jest podkład Vichy. Działa na cerę bardzo łagodnie.

Konsystencja podkładu jest płynna, tego typu kosmetyki bardzo lubię nakładać gąbeczką typu BeautyBlender. Dzięki temu mogę kontrolować grubość kolejnych warstw. A tutaj jest to dość ważne. Podkład jest bardzo dobrze napigmentowany, a przy tym lekki i już niewielką ilością produktu można pokryć całą twarz. Dodatkowo, aby mieć pod kontrolą miejsca, gdzie te krycie jest potrzebne, za pomocą gąbeczki w łatwy sposób można tam dołożyć kosmetyku.  Zapach jest łagodny, nie przytłacza ani nie drażni. Dlatego też mogę stwierdzić, że aplikacja należy do przyjemnych czynności.
Najbardziej obawiałam się koloru, ponieważ producent dał nam do wyboru tylko cztery odcienie. Ja wybrałam ten najjaśniejszy, czyli 15 Opal, licząc na to, że nie będzie zbyt różowy. Na szczęście okazał się pięknym  beżem z odrobiną żółci, który idealnie stopił się z moją cerą. Świetnie się on rozciera, także na  linii żuchwy i nie widać odcięcia od szyi. 

Podkład szybko zastyga na twarzy. Jego wykończenie bardzo mi się podoba - cera wygląda na zdrową i promienną, nie daje płaskiego matu, lecz lekkie rozświetlenie. Krostki i przebarwienia są świetnie ukryte. Zwróciłam także uwagę na to, czy uwydatnia rozszerzone pory. Nic takiego się nie dzieje, na pierwszy rzut oka wydają się zwężone, czyli fluid ich nie podkreśla.  Skóra jest widocznie gładka. Jest to zapewne osiągnięte dzięki mikrocząsteczkom Soft Focus rozpraszających światło.  Warto też tutaj wspomnieć, że podkład nie wysusza cery, nie podkreśla przesuszonych skórek, ładnie ją nawilża i ten efekt długo się utrzymuje.

Producent obiecuje, że trwałość tego podkładu sięga aż 16 godzin. Niestety u mnie bez żadnych poprawek tak długo nie wytrzymał. Najgorzej zachowuje się w mojej przetłuszczającej strefie T:  po kilku godzinach zaczynam się tam świecić i muszę usuwać nadmiar sebum.  To się dzieje u mnie praktycznie z każdym podkładem, więc mam na to już swój sposób: nanoszę w tej części twarzy bazę matującą, która przedłuża  trwałość podkładu. Natomiast na czole i policzkach, gdzie mam raczej normalny typ cery, podkład zachowuje się bezbłędnie, nie schodzi z czasem, cera wygląda nadal naturalnie, a wszelkie zaczerwienienia są ukryte.
PO LEWEJ: zaaplikowałam tylko podkład Vichy Dermablend; PO PRAWEJ: pełen makijaż

Myślę, że w ogólnym rozrachunku podkład Vichy Dermablend wypadł dobrze. Do codziennego użytku sprawdza się idealnie, ponieważ ładnie prezentuje się na twarzy, cera wygląda na zdrową, posiada wysoki efekt krycia bez efektu maski. Do tego wzbogacony jest o filtr SPF 35, więc chroni przed szkodliwymi promieniami UV.  Można go kupić w aptekach oraz w niektórych sklepach internetowych, średnio kosztuje 70zł.
Czy używałyście już tego fluidu korygującego? Jakie są Wasze wrażenia na jego temat?



Czytaj dalej »