piątek, 24 marca 2017

WIOSENNY MAKIJAŻ: The Freshness of Spring

Ostatnio nie mam makijażowej weny. Stawiam przede wszystkim na prostotę - nie kombinuję, bo nawet nie wiem, co mogłabym jeszcze ciekawego pokazać. Doszłam do pewnego muru, którego nie mogę sforsować. Poza tym, na co dzień rzadko kiedy mam czas na wykonanie pełnego makijażu, tusz do rzęs w zupełności mi wystarcza. A to nic ciekawego. Jednak ostatnio spróbowałam znaleźć wolną chwilę, aby pokonać swoje ograniczenia. I nawet jestem zadowolona z końcowego efektu.



Jest wiosna, więc zdecydowałam się na świeży makijaż. Wybrałam do tego kolory takie jak zieleń, błękit, fiolet czy lilię. Dla urozmaicenia, na środku powieki zaaplikowałam piękny duochromowy pigment. Czarna kreska wzdłuż linii rzęs oraz sztuczne rzęsy pozwoliły mi na jeszcze większe wyeksponowanie oczu. Usta pozostawiłam w neutralnej kolorystyce. Pomadka o pięknym różowym odcieniu ostatnio jest moim ulubieńcem - świetnie ożywia twarz i jak najbardziej wpisuje się w nadchodzącą porę roku.

 


Lista kosmetyków:
//TWARZ (FACE)//

- Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base

- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige

- DAX Cosmetics Cashmere Makeup Concealer

- My Secret Face Matt Powder

- Sensique Bronzing Powder 107 Natural Tan

- Kobo Professional Matte Blush Palette

 

//BRWI (BROWS)//

- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash



//OCZY (EYES)//

- Zoeva Eyeshadow Fix Matte

- Sigma Beauty Nightlife by Camila Coelho Patette: Panache, Leather Pants

- Makeup Geek Eyeshadows: Masquerade, Phantom, Mermaid

- Inlgot Pure Pigment Eyeshadow 35

- MySecret Khol Kajal Eyeliner o5 Turquoise

- Sigma Beauty Gel Eye Liner Wicked

- False Lashes Neicha 513

-  Max Factor 2000 Calorie Mascara



//USTA (LIPS)//

- My Secret 'I love Matte Lips' Lipstick 02 Lily



 
 


Co sądzicie o tym makijażu?
Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

NEICHA Sztuczne rzęsy 513 oraz niewidoczny klej do rzęs

Nie często sięgam po sztuczne rzęsy, choć nie uważam się za laika w tym temacie. Moje naturalne są na tyle długie, że zazwyczaj wystarczy je dobrze wytuszować. Jednak od czasu do czasu, na większe wyjścia bardziej podkreślam swoje spojrzenie właśnie tym elementem makijażu.  W styczniowym pudełku ShinyBox znalazłam sztuczne rzęsy oraz klej firmy NEICHA. Produkty na tyle mi się spodobały, że z chęcią chciałam je wypróbować. Zapraszam na recenzję.

 


Zacznę może od recenzji rzęs. Mój model to 513. Na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo ładnie. Zewnętrzne kąciki są bardziej zagęszczone, dzięki temu nadają efekt tzw, kociego oka. Widać, że pojedyncze rzęski są precyzyjnie doklejone, delikatnie na krzyż, nie ma bałaganu. Pasek jest czarny, jednak nie odznacza się na powiece. Przyznam szczerze, że rzęsy mnie zaintrygowały i jak najszybciej chciałam ich użyć.




Niestety już przy pierwszej aplikacji pojawiły się problemy z rzęsami. Po pierwsze bardzo ciężko było je odkleić od opakowania - klej był mocny, przez co niepostrzeżenie można było poodrywać pojedyncze rzęski. Na szczęście udało się i na pasku rzęs nie zauważyłam żadnych ubytków. Z łatwością się one dopasowały do kształtu powieki, nosiło je się wygodnie, nie były odczuwalne na powiekach. Niestety kolejne schody napotkałam przy ich myciu. Rzęsy są tak delikatne, że odklejenie nadmiaru kleju graniczy z cudem. Niestety tym razem nie udało się bezproblemowo przejść przez ten proces. Pasek tak jakby się złamał. Przy drugiej aplikacji nie było to na szczęście widoczne na oku. Kolejne mycie niestety już nie należało do przyjemnych - klej na pasku nie chciał puścić i chwila nieuwagi spowodowała, że został on naruszony a pojedyncze rzęsy wypadły, a całość nie jest zdolna do ponownego użycia. Tak się prezentują rzęsy po dwóch użyciach :/



Nie uważam, że nie mam doświadczenia ze sztucznymi rzęsami, do tej pory nie miałam takich problemów. Ten model u mnie się nie sprawdził.  Szybko się zniszczyły, przez co np porównując z do tej pory moimi ulubionymi rzęsami Ardell wypadły bardzo kiepsko. Opinie w internecie na temat tego modelu rzęs raczej są bardzo dobre, być może ta partia nie należała do udanych... Tak czy siak, ta przygoda nie zachęca mnie do dalszego poznawania asortymentu firmy.


 


O niewidocznym kleju Neicha będą same plusy. Po pierwsze aplikacja jest bardzo wygodna. Za pomocą cienkiego pędzelka można nałożyć produkt na pasek rzęs lub na kępki. Nie zużywam nadmiaru produktu, jak to ma miejsce na przykład przy klejach w tubkach, to co potrzebuję pobieram za pomocą aplikatora. Kolor kleju jest biały, jednak gdy zasycha, robi się przezroczysty. Przez to jest on niewidoczny na powiekach. Bardzo szybko schnie i dobrze mocuje sztuczne rzęsy do powieki. Chyba po raz pierwszy nie miałam większych problemów przy wewnętrznych kącikach - klej bardzo szybko złapał skórę. W ciągu dnia pasek rzęs nie odkleja się, przez co nie muszę się martwić o makijaż. Warto tutaj też nadmienić, że mnie nie uczulił, jak najbardziej może być stosowany przez osoby mające wrażliwe oczy i noszące soczewki.



Podsumowując, klej Neicha wyparł mojego dotychczasowego ulubieńca z Inglota i na pewno zostanie ze mną na dłużej. Natomiast sztuczne rzęsy u mnie się nie spisały, są bardzo delikatne i bardzo szybko uległy zniszczeniu. Oba produkty można zakupić w znanych drogeriach internetowych, a koszt to około 15zł.

Miałyście kiedykolwiek do czynienia z rzęsami Neicha? Jak się u Was sprawują?


Pozdrawiam :)

 
Czytaj dalej »

niedziela, 19 marca 2017

Podwójne urodziny!

Marzec jest dla mnie bardzo ważnym miesiącem, ponieważ 7 lat temu na świat przyszedł Kuba. Pamiętam tamten dzień bardzo dobrze i jestem pod wrażeniem tego, jak ten czas szybko leci. Ostatni tydzień upłynął nam na przygotowaniach do imprez urodzinowych, bo mały miał ich aż dwie: dla rodziny oraz dla dzieci. Było wesoło! Najważniejsze, że syn jest zadowolony i szczęśliwy. A matka dopiero teraz usiadła i ma chwilę, aby odpocząć. Mimo ogólnego zmęczenia - było warto.

 




Drugim powodem, dla którego marzec jest dla mnie ważny, jest blog. Przed chwilą sobie uświadomiłam, że od sześciu lat jestem z Wami! Nie sądziłam, że aż tak długo wytrwam. Choć ostatnio z moją częstotliwością pojawiania się tutaj jest różnie, nadal staram się przedstawiać Wam moją opinię na temat kosmetyków, pokazuję Wam moje makijaż i czasami wplotę w to wszystko trochę prywaty. Cieszę się, że nadal tutaj zaglądacie i spędzacie ze mną swój czas. Mam nadzieję, że jeszcze wiele lat przed nami :)


Dzięki, że jesteście :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 marca 2017

My Secret Khol Kajal Eyeliner

Bardzo lubię kolorowe kreski na oczach i je stosuję dla urozmaicenia makijażu. Natomiast wiosną takie kreski noszę solo. W tym roku My Secret zaproponowała grube kredki w pięciu kolorach, zobaczcie jak się prezentują Khol Kajal Eyeliner.

 


Kredki są grube, otoczka jest chyba wykonana z tworzywa sztucznego, którą łatwo się temperuje.  My Secret proponuje pięć kolorów: trzy są matowe - czarny, brązowy oraz granatowy. Natomiast dwa pozostałe są metaliczne - zielony i turkusowy.  


Aplikacja nie jest problematyczna. Bardzo łatwo można wykonać nimi kreskę w intensywnym kolorze, ponieważ rysiki są dobrze napigmentowane, a przy tym miękkie. Z precyzją może być problem, ponieważ ich grubość przeszkadza w wykonaniu ostrego zakończenia kreski - za każdym razem muszę je temperować. 


Do końca nie jestem zadowolona z tego kosmetyku. Nie sprawdziły się u mnie na dolnej powiece, ponieważ bardzo się rozmazywały. Problemem może też być opadająca powieka, ponieważ kreska kilka razy mi się odbiła na górnej powiece- dla pewności muszę ją zagruntować cieniem. Przy standardowych kolorach nie ma z tym problemu, natomiast przy tych mniej codziennych znalezienie odpowiadającego koloru cienia może być trudne. Także nie zdały egzaminu na linii wody - nie są wodoodporne i szybko schodzą. 


Dla tych kredek znalazłam zastosowanie, gdy chcę wykonać roztartą kreskę - nie traci ona zbyt szybko koloru, wtedy też nie odbija się na powiece. Świetnie się też sprawdzają jako baza pod cienie - niesamowicie podbijają kolor cieni. 




Kredki można zakupić w Drogeriach Natura, kosztują 10,99zł.


Co sądzicie o tym produkcie?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

sobota, 11 marca 2017

Pielęgnacja z Joanna: Oleje Świata i linia Sensual - HITY i KITY

Lubię polskie produkty, bo na naszym rodzimym podwórku można znaleźć naprawdę ciekawe kosmetyki o dobrych składach i niskich cenach.  I takie perełki ma też Joanna. Kilka z nich dzisiaj pokażę, choć pojawiają się także przeciętniaki, które mnie nie zachwyciły. Zapraszam do czytania.

 



Najpierw zacznę od serii Oleje Świata, którą bardzo polubiłam. W jej skład wchodzą trzy olejki do ciała i twarzy oraz trzy balsamy na suche miejsca.



Wśród olejków do ciała i twarzy mamy do wyboru kosmetyk z olejem arganowym, olejem makadamia lub olejem migdałowym. Pojemność jednej plastikowej buteleczki to 100ml, natomiast cena to ok. 8zł. Pierwsze co zrobiłam, to spojrzałam na skład, ponieważ z doświadczenia wiem, że za tak niską cenę ciężko otrzymać produkt dobry i naturalny. W każdym egzemplarzu na pierwszych miejscach są czyste oleje, natomiast później pojawia się kilka konserwantów. Zatem skład w moim odczuciu jest całkiem niezły. Warto tutaj też odnieść się do zapachów. Ja bardzo lubię olej makadamia, natomiast mój syn przypodobał sobie olej migdałowy, bo jak to stwierdził: "chce pachnieć jak cukierki krówki". 



Olejki można stosować na wiele sposobów.  Przede wszystkim używam ich do ciała, ponieważ świetnie nawilżają skórę, a aktywne składniki ją odżywiają i uelastyczniają. Wszelkie olejki zawsze wmasowuję w wilgotną skórę, a następnie osuszam ręcznikiem. Jeżeli nie lubicie tego uczucia lepkości po zastosowaniu olejków, możecie je z powodzeniem stosować do wszelkich kąpieli relaksacyjnych. Wystarczy dodać kilka kropel do wody w wannie, aby cieszyć się miękką i gładką skórą. Także kilkukrotnie nałożyłam oleje na włosy - arganowy i migdałowy ładnie je nabłyszczył, stały się one gładkie, natomiast moje końcówki nie są aż tak przesuszone, łatwiej się rozczesywały i przede wszystkim wyglądały zdrowo. Oleje stosuję także do mycia pędzli. Zawsze miałam problem z domyciem pędzli po podkładach i kiedyś wyczytałam, że do ich czyszczenia można używać wszelkich rodzai olei. I tak też robię. Moczę pędzel, aby był wilgotny, a następnie delikatnie wmasowuję w niego płyn, który świetnie rozpuszcza podkład. Wadą tej metody jest to, że zawsze mam strasznie ubrudzoną umywalkę, ale przecież to nie problem ją umyć. 



Balsamy na suche miejsca także są w trzech wariantach: z masłem oliwkowym, kokosowym lub pomarańczowym. Moim i mojego syna ulubieńcem jest ten pomarańczowy, pachnie obłędnie świeżo. Pojemniczki są dość małe, bo zawierają po 10g produktu, dodatkowo opakowanie jest zabezpieczone kartonikiem, na którym są najważniejsze informacje. Cena to około 6zł. 



W składzie można znaleźć wiele cennych i naturalnych składników i niestety kilka mniej ciekawych dodatków. Jedynie w balsamie z masłem kokosowym nie ma parafiny i tam też jest najkrótszy skład. 

masło kokosowe:  Butyrospermum Parkii Butter, Petrolatum, Cera Alba, Lanolin, Cocos Nucufera Oil, Aroma, Tocopheryl Acetate, BHT
masło pomarańczowe:  Lanolin, Petrolatum, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, Aroma, Cera Alba, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Wax, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate, Bht, Amyl Cinnamal, Citral, Linalool, Limonene, CI: 40800.
masło oliwkowe:  Lanolin, Petrolatum, Butyrospermum Parkii ButterCaprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, Aroma, Cera Alba, Olea Europea Fruit Oil, Olea Europea Oil, Unsapoifiables, Camellia, Sinensis Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, BHT, Cinnamyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Limonene, Geraniol, Linalool. 


Głównym składnikiem we wszystkich wersjach jest masło shea. Ponadto można znaleźć witaminę E, tytułowe olej kokosowy, pomarańczowe lub oliwę z oliwek. Wersja pomarańczowa wzbogacona została o olej ze słodkich migdałów i olej roślinny. Natomiast w wersji oliwkowej znajdziemy ekstrakt z zielonej herbaty.




Masełka przeznaczone są do intensywnego nawilżenia suchych miejsc takich jak łokcie, kolana, pięty. Efekt widać praktycznie od razu. Dodatkowo często krem wmasowuję w skórki paznokci, które stają coraz miększe. Z powodzeniem masełka służą mi także jako balsamy do ust: bardzo dobrze nawilżają spierzchnięte usta pozostawiając je gładkie.

Mimo małych rozmiarów balsamy są bardzo wydajne. Nie używam ich na duże obszary, więc wystarcza niewielka ilość aby natłuścić usta, łokcie czy dłonie. Po kontakcie z ciepłą skórą rozpuszczają się, co bardzo ułatwia aplikacje.

W serii Sensual można znaleźć typowe kosmetyki do podstawowej pielęgnacji: żele pod prysznic, balsamy, peelingi, kremy do rąk i stóp. Ja posiadam cztery kosmetyki, które nie spowodowały jakiegoś szybszego bicia mojego serca.



Kremowy żel pod prysznic Kolagen morski jest przyjemny w obsłudze, dobrze się pieni i oczyszcza ciało. Nie zauważyłam, aby wysuszał skórę. Zapach także ok, przyjemny. Na pewno ten produkt zużyję do końca, ponieważ od takich kosmetyków nie mam większych wymagań: ma ładnie pachnieć i oczyszczać skórę pozostawiając ją świeżą. I tak się tutaj dzieje. W domu jest nas pięcioro, więc żele pod prysznic szybko u nas znikają. 


Balsam do ciała proteiny jedwabne mnie nie zachwycił. Gliceryna i parafina dostatecznie mnie odstrasza. Dla mnie to taki przeciętniak.



Krem do rąk i paznokci olejek arganowy jest wart bliższemu zapoznaniu się. Po jego użyciu dłonie są gładkie i miękkie. W składzie można znaleźć masło shea (już na drugim miejscu), olej arganowy oraz olej migdałowy, które bardzo dobrze nawilżają naskórek. Krem szybko likwiduje suchość rąk oraz nieprzyjemne ściągnięcie skóry.Lekka i nietłusta konsystencja dobrze się rozsmarowuje, bardzo szybko się wchłania.


Odżywczy krem do stóp kozie mleko nie sprawił, że skóra stóp stała się gładka i miękka. Niestety nie zauważyłam większych i długotrwałych efektów. Oczywiście, po wsmarowaniu kremu widoczna jest poprawa, ale jest to tylko chwilowe. Plusem jest to, że delikatnie pachnie, ma lekką konsystencję i szybko się wchłania.



Podsumowując, kosmetyki z serii Oleje Świata mnie zachwyciły i są to kosmetyki godne polecenia. Mają wielorakie zastosowania, w miarę dobre składy i cudowne zapachy. Natomiast linia Sesnual jest hmm... zwyczajna. Jedynie krem do rąk wybija się przed szereg i wart jest uwagi. Plusem tych kosmetyków jest to, że są dostępne niemal w każdej stacjonarnej drogerii i kosztują niewiele.

Co sądzicie o prezentowanych kosmetykach? Macie na coś ochotę?

Pozdrawiam :)






Czytaj dalej »

wtorek, 28 lutego 2017

Kobo Professional Matte Blush Palette

Chyba nie muszę pisać o plusach używania różu do policzków. Dobrze dobrany odcień do kolorytu cery świetnie podkreśli policzki oraz ożywi twarz. Jednak często przebywając w sklepie i oglądając różne kolory róży sama mam problem z wyborem. Poza tym, wieczorowy makijaż kieruje się innymi zasadami i dobrze jest policzki podkreślić odrobinę mocniej. Dlatego dobrym rozwiązaniem są paletki, gdzie znajdziemy kilka odcieni. Jeżeli malujemy się same, to dobrze jest wybrać paletkę złożoną z kilku kolorów. Nie szalejcie z paletami 12, 18 czy 24 elementowymi, bo nigdy tego nie zużyjecie, a przecież termin mija. Wybierzcie coś mniejszego. Kobo Professional postanowił sprostać tym potrzebom i stworzył Matte Blush Palette. Zobaczcie jakie ma kolory.

 

 


Róże Kobo Professional bardzo lubię i nigdy się na nich nie zawiodłam. I tak też jest z tą paletką. Opakowanie jest bardzo proste aczkolwiek poręczne i wykonane z mocnego plastiku. Natomiast kolory są w 100% matowe, bardzo dobrze napigmentowane i trwałe. Nigdy mi się nie zdarzyło, że pod koniec dnia moje policzki wyglądały blado. Plusem takich paletek jest też to, że kolory można ze sobą dowolnie mieszać, bez robienia bałaganu na toaletce. Róże są dobrze zmielone i nie pylą się przy pobieraniu ich na pędzel. Paletka nie kosztuje zbyt wiele, bo ok 20zł i jest dostępna stacjonarnie w Drogeriach Natura, więc w każdym większym mieście możesz ją zobaczyć na żywo.



Kolory zostały bardzo dobrze dobrane, nie są krzykliwe, wręcz neutralne i pasujące do prawie każdej urody. Pierwszy z nich ma odcień brzoskwiniowy, a takie lubię używać na co dzień. Drugi kolor jest bardziej różowy, nie do końca mi podszedł, czasami mieszam go z pierwszym różem, aby wzmocnić kolor. Nadaje on świeżości całemu makijażowi. Po trzeci odcień sięgam przy makijażach wieczorowych. Nazwałabym go herbacianym kolorem. Dzięki niemu policzki są mocniej podkreślone i wyglądają świetnie.



Co sądzicie o tych kolorach? Używałybyście tej paletki?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

niedziela, 26 lutego 2017

SHINYBOX LUTY WINTER SPA

Tym razem chciałabym pokazać Wam zawartość lutowego ShinyBox. W Winter SPA znalazłam wiele kosmetyków do pielęgnacji, które pozwolą mi przygotować się na wiosnę w relaksacyjnych zapachach. Mamy do dyspozycji pięć pełnowymiarowych produktów, relaksacyjną herbatę z ciasteczkiem oraz kilka próbek. Zapraszam Was do dalszego czytania.







1. VIS PLANTIS Peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka 

 


Po zimie moja skóra nie wygląda najlepiej, pogoda zbyt dobrze na nią nie wpływa. Po pierwszym użyciu peelingu widzę, że skóra jest dobrze oczyszczona, a przy tym gładka i świetnie nawilżona. Zapach jest raczej neutralny, lekko ziołowy. Na pewno trzeba zwrócić uwagę na interesujący skład, znajdziemy tutaj tytułowy filtrat ze śluzu ślimaka, ekstrakty z maliny moroszki i magnolii, olej macademia oraz masło shea. (produkt pełnowymiarowy, cena: 14.99/200 ml)

2. IL SALONE MILANO Maska do włosów farbowanych



Firmy nie znam, ale mam zamiar ją poznać bliżej, ponieważ dawno nie miałam tak miękkich włosów po odżywce. Nie są one spuszone i bardzo ładnie odbite od skóry. Maska ma za zadanie przede wszystkim utrzymać kolor włosów farbowanych jak najdłużej. Nie mam pojęcia czy to robi, zobaczymy z czasem. (produkt pełnowymiarowy, cena: 29,99zł/250ml)


3. DELIA COSMETICS Musujące kulki do kąpieli stóp Good Foot

 


O piękne stopy zadba Delia. Kulki mają świetny odświeżający miętowy zapach, a po kąpieli przygotowują stopy do dalszych zabiegów, ponieważ oczyszczają skórę, zmiękczają naskórek, działają odświeżająco i relaksująco na zmęczone stopy. W opakowaniu jest 12 kulek, więc starczy to na wiele użyć. (produkt pełnowymiarowy, cena 7,60zł/op.)


4. GREEN PHARMACY Żel po prysznic



Lubię kąpiele z aromatycznymi preparatami i taki jest ten żel. Zapach jest bardzo świeży, a kosmetyk ma nawilżać skórę nadając jej aksamitną miękkość i gładkość. W składzie znajdziemy masło shea, ekstrakt zielonej kawy, nie zawiera silikonów, parabenów i PEG. (produkt pełnowymiarowy, cena 8,99zł/500ml)


5. PIXIE COSMETICS Korektor po oczy

 


Piątym pełnowymiarowym kosmetykiem jest korektor pod oczy firmy Pixie. Miałam od nich kilka kosmetyków, które u mnie się bardzo dobrze sprawdzały. Niestety z tym kosmetykiem nie dane będzie mi się bliżej poznać, bo dostałam dość ciemny odcień: 03 Caramel Cream. Szkoda... (produkt pełnowymiarowy, cena 48,00zł)


6. MAMA'S Krem do pielęgnacji biustu

 


Firma swoją ofertę kieruję do kobiet w ciąży lub już po porodzie. Na chwilę obecną nie planuję powiększać rodziny, ale krem zużyję, bo na pewno ma łagodną formułę. Ma on za zadanie poprawić napięcie i gęstość skóry, ochronić ją przed wysuszenie i wiotczeniem. (próbka 50ml)


7. ALPHA-H Intensywny preparat odbudowujący Liquid Gold



W niektórych pudełkach można znaleźć kosmetyczną niespodziankę - u mnie padło na kosmetyk do twarzy Liquid Gold. Jest on w formie płynnej i ma za zadanie efektywnie zredukować zmarszczki, przebarwienia, uszkodzenia posłoneczne oraz rozszerzone pory. Czyli wszystko co chciałabym się pozbyć. Nie wiem, czy po próbce 5ml uda mi się zauważyć jakieś zmiany.


8. Zestaw próbek AA oraz Farmona



Nie przepadam za próbkami, bo zazwyczaj ich nie używam i potem leżą tracąc termin ważności. Jednak tutaj od AA otrzymałam dwie maski: węglową oraz nawilżającą. Je na pewno zużyję. Natomiast krem Farmony... hmmm... postaram się.


9. Herbata CUP AND YOU oraz CONSONNI Ciastko owsiane

 


Zawsze cieszą mnie takie dodatki do pudełek, pozwalają przy kubku dobrej herbaty się zrelaksować. 


10. MINCER PHARMA Daily Care Rozświetlająca maska w kremie do twarzy

 


Ambasadorki ShinyBox otrzymały dodatkowy prezent - maskę w kremie. Ma ona świetny skład: masło mango, olej chia, camu camu, lukrecja. Takie produkty lubię, więc postanowiłam jej użyć licząc na efekt wow. Jakie było moje zdziwienie, gdy ledwo po jej nałożeniu skóra zaczęła mnie palić. Szybko ją zmyłam. Niestety, coś jest w składzie, czego moja cera nie lubi. Szkoda.



Prezentów dla Ambasadorek ShinyBox jest więcej. Firma Elfa Pharm postanowiła sprawić nam niespodziankę. W drugim pudełku znalazłam:

O'HERBAL Orzeźwiający Balsam do ciała z ekstraktem z werbeny

 


Werbenę znam z serialu Pamiętniki Wampirów, więc teraz żaden wampir mnie nie zauroczy ;) A tak na serio balsam pachnie świeżo, wyczuć można cytrusy. Skład jest naturalny bez zbędnych ulepszaczy. 


O'HERBAL Maska wzmacniająca włosy

 


Kolejny produkt z naturalnym składem, tym razem do włosów.  Jestem ciekawa jego działania.


GREEN PHARMACY Krem do stóp kojący przeciw pęknięciom



Krem używam od kilku dni i na razie spisuje się w porządku. Nie ma jeszcze efektu WOW, może z czasem się pojawi.


VIS PLANTIS Serum odmładzające z filtratem ze śluzu ślimaka



Śluz ślimaka jest teraz w modzie i dobrze działa na cerę. Dodatkowo serum jest wzbogacone o olej arganowy, olej bawełniany i masło shea. Na razie krem musi poczekać w kolejce, ponieważ muszę zużyć swoje pootwierane zapasy.



Z lutowego pudełka jestem zadowolona. Większość kosmetyków z przyjemnością zużyję. Szkoda, że trafił mi się za ciemny korektor oraz maska, która mnie uczula. Jeżeli zawartość się Wam podoba, to pudełko Winter SPA możecie zamówić na stronie ShinyBox (cena 49zł).

Co sądzicie o tym pudełku? O którym kosmetyku chciałybyście przeczytać?

Pozdrawiam :)

 
Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...