poniedziałek, 23 stycznia 2017

Herome One Minute Manicure, peeling do dłoni

Zima to czas, kiedy moje dłonie potrzebuję więcej uwagi niż zazwyczaj. Bardzo szybko się przesuszają, skóra robi się szorstka i szybko pęka, natomiast skórki paznokci wołają o pomstę do nieba. Dlatego też oprócz zwykłych kremów do rąk, stosuję także specyfiki, które natychmiastowo czynią cuda. Taki  jest peeling do dłoni Herome One Minute Manicure.

 


Opakowanie peelingu do dłoni Herome to przezroczysta butelka z odkręcaną nakrętką, w której znajduje się płyn z solą morską, która osiada na dnie. Aby skorzystać z produktu najpierw należy wstrząsnąć buteleczką. Skład wydaje się niezły. Można znaleźć tam olejek jojoba, migdałowy oraz witaminy A, C i E. Poza tym zapach jest obłędny, uwielbiam wszystko co pachnie cytrusami, więc ten produkt już na starcie mi się spodobał. 



Aplikacja jest szybka i bezproblemowa. Na początku należy wstrząsnąć buteleczką, aby sól morska wymieszała się z olejkami, a następnie na zwilżone dłonie należy wylać odpowiednią ilość peelingu. Następnie przez około minuty masuję drogocenne olejki w dłonie. Spłukuję nadmiar produktu i osuszam ręce delikatnie ręcznikiem. Dłonie po takim zabiegu są jedwabiście gładkie, miłe w dotyku. Czuć dobre nawilżenie skóry. Peeling pozostawia na niej film ochronny, na szczęście  nie jest on tłusty, olejki bardzo szybko się wchłaniają, natomiast odświeżający zapach jeszcze długo się utrzymuje.



Po peeling sięgam kilka razy dziennie, dzięki temu moje dłonie prezentują się świetnie. Nie mam problemu z przesuszaniem, dzięki soli morskiej martwy naskórek zostaje usunięty, natomiast skóra jest nawilżona i gładka. Dłuższe stosowanie produktu powoduje, że ten efekt utrzymuje się bardzo długo.

Pojemność tego produktu wynosi 120ml i starcza na wiele użyć, ponieważ peeling jest bardzo wydajny. Koszt to mniej więcej 68zł i można go zakupić w sklepie http://www.bodyland.pl [tutaj]

Miałyście do czynienia z taką formą peelingu?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

środa, 11 stycznia 2017

FaceandLook BOX

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pudełka z kosmetykami Face&Look, który jakiś czas temu miałam przyjemność otrzymać. Do tej pory nie miałam do czynienia z taką akcją, więc jest to dla mnie coś nowego. Zapraszam Was na przegląd pudełka i recenzje kosmetyków.

 



Pudełko, które otrzymałam zostało nazwane F&L BOX DERMEDIC - ZDROWA CERA. Dedykowane jest do osób, które mają skórę problematyczną. A taką mam, choć przez dłuższy okres prezentowała się wspaniale, ponieważ bardzo o nią dbałam. Nadal to robię, jednak ostatnio mam bardzo dużo stresu w życiu prywatnym i zawodowym i widać to po mojej cerze - tak właśnie mój organizm reaguje. Dlatego też bardzo się ucieszyłam, jak zobaczyłam w środku kosmetyki. A co znalazłam?

W Face&Look Boxie DERMEDIC - ZDROWA CERA  znajdziesz trzy dermokosmetyki z serii NORMANCE PREVENTI, które pomogą Ci w codziennej pielęgnacji cery tłustej i mieszanej:
  • Płyn micelarny - skutecznie usunie makijaż i zanieczyszczenia ograniczając nadmierne przetłuszczenie, ale jednocześnie nie wysuszając Twojej skóry;
  • Serum na rozszerzone pory  - zmniejszy nawet do 62% rozszerzone pory, spłyci drobne nierówności  i rozświetli Twą twarz;
  • Preparat punktowy  - zadziała niczym koło ratunkowe pomagając szybko i skutecznie pozbyć się stanów zapalnych o podłożu trądzikowym;
Pudełko można zakupić tutaj i kosztuje ono 49,99zł (wartość kosmetyków wynosi 98,90zł - ceny zostały pobrane ze strony producenta).


NORMACNE Płyn micelarny H2O



Płyn micelarny jest przeznaczony do skóry trądzikowej. Ma za zadanie oczyścić skórę przed dalszą pielęgnacją. Tutaj nie będę się rozwodzić, bo w moim odczuciu spełnia on w 100% swoje zadanie. Bardzo przyjemnie pachnie, troszkę ziołowo jednak delikatnie, co zapewne zawdzięcza ekstraktowi z rozmarynu. Świetnie oczyszcza skórę od zanieczyszczeń, dobrze radzi sobie z usuwaniem makijażu, choć do tego mam inne specyfiki. Używając tego typu produktów liczę na odświeżenie oraz stonizowanie cery i tutaj jest to zapewnione. Ciężko mi powiedzieć, czy zapobiegł powstawania nowych wyprysków, ponieważ one ciągle się u mnie pojawiają. Jednak jest to spowodowane na pewno stresem, a nie używanymi kosmetykami. Natomiast śmiało mogę powiedzieć, że moja cera w strefie T mniej się przetłuszcza, dłużej wygląda świeżo i promiennie. Oczywiście produkt jest hipoalergiczny.




NORMACNE Serum na rozszerzone pory



Serum ma za zadanie przede wszystkim zmniejszyć rozszerzone pory. Przyznam się, że mam z nimi od zawsze problem, są one widoczne i bardzo szybko się zanieczyszczają. Jednak używając ten preparat zauważyłam ich zmniejszenie, nie są aż tak widoczne i dzięki temu nie są zapchane. Używam go rano i wieczorem zastępuje mi krem. Skóra zrobiła się gładka, napięta. Mimo mroźnej pogody nie przesusza mi się, jest bardzo dobrze nawilżona. Uwielbiam ten kosmetyk. 
Natomiast opakowanie jest bardzo wygodne. Serum znajduje się w szklanym, nieprzezroczystym opakowaniu aby chronić aktywne składniki takie jak p-Refinyl, AC.NET, AHA+L-Arginina, Chlorofil, Gliceryna, natomiast pobiera się go za pomocą także szklanego zakraplacza. Konsystencja jest wodnista i bardzo dobrze rozsmarowuje się po cerze. 






NORMACNE Preparat punktowy



Ten preparat ma za zadanie rozprawić się z wypryskami, które pojawią się na naszej twarzy znienacka. Producent chwali się, że już "po 6h zmniejsza trądzikowe zmiany i skuteczność jest potwierdzona badaniami". Niestety - ja tego nie potwierdzam. U mnie nie zrobił nic, nie sprawdził się. Jak wyprysk był tak był, nie spowodował, że się zmniejszył czy wpłynął na redukcję przebarwień skóry. Dobrze, że też nie zaszkodził. Patrząc się jednak na składniki aktywne, czyli Kwas salicylowy, Ekstrakt z tymianku, Alantoina, Triclosan, powinno się coś zadziać. Ciągle liczę na to i mimo wszystko rano i wieczorem stosuję krem. 



Myślę, że pudełko Face&Look BOX z kosmetykami Dermedic jest wart swojej ceny. Otrzymałam dwa ciekawe produkty polskiej marki, które jak na razie dobrze działają na moją cerę. 

Używałyście kiedyś tych kosmetyków? A może jakiś inny produkt tej firmy działa u Was cuda? Podzielcie się swoimi opiniami.

Pozdrawiam :)







Czytaj dalej »

piątek, 6 stycznia 2017

HIT! Sigma Beauty Eyeshadow Palette NIGHTLIFE by Camila Coelho

Recenzję tego produktu mogłabym zawrzeć tylko w jednym wyrazie "uwielbiam", jednak wiem, że to słowo nie oddaje szczegółów, które są tutaj ważne. Paletka cieni Sigma Eyeshadow Palette NIGHTLIFE by Camila Coelho jest fenomenalna i sięgam po nią bardzo często. Kolory są tak skomponowane, że można za jej pomocą wykonać makijaż dzienny oraz makijaż wieczorowy. Poza tym trafia w moje gusta kolorystyczne: uwielbiam brązy, szarości, ale też zgaszone fiolety, bordo. A tutaj to wszystko mam. Jednak mimo mojego uwielbienia, cienie posiadają jednak pewną wadę, o której wspomnę. Zapraszam na recenzję.


Paletka Sigmy powstała we współpracy z brazylijską blogerką Camila Coelho. Kasetka jest tekturowa, która jest polakierowana, przez co bardzo odbijają się odciski palców, czy osiadają pyłki z cieni, natomiast główna grafika przyciąga wzrok. Opakowanie jest także wyposażone w lusterko, które ułatwia wykonywanie makijażu.
 

W paletce jest 12 kolorów i każdy z nich posiada swoją nazwę. Tak jak wspominałam na wstępie, dzięki nim można wykonać każdy rodzaj makijażu: dzienny, wieczorowy, matowy czy błyszczący. Cienie świetnie się  ze sobą łączą, są bardzo dobrze napigmentowane,  widoczne jest to przy czerni, która jest fenomenalna. Zawsze właśnie po czerni poznaję, czy dany zestaw jest wart uwagi. Niestety niektóre kolory, przede wszystkim te metaliczne, bardzo się osypują i należy uważać podczas aplikacji. I to jest ta jedna rzecz, która trochę mnie irytuje w tych cieniach. Jednak znalazłam i na to sposób, ponieważ te kolory bardzo przypadły mi do gustu. Pędzelkiem wystarczy delikatnie dotknąć cienia, a następnie lekko strzepnąć nadmiar, co pozwoli nam na bezproblemową aplikację. Tylko tyle, albo aż tyle. Natomiast trwałość ceni jest świetna - bardzo dobrze przyklejają się do powieki i tkwią w nienaruszonym stanie aż do wieczora.



Opiszę Wam teraz poszczególne kolory:
    Bijou: jasny połyskujący beż, który świetnie się spisuje w wewnętrznych kącikach jako rozświetlenie
    4 Star: metaliczny złoto, jest to piękny kolor, który potrafię nawet nałożyć solo na całą powiekę. Jeden z moich ulubieńców mimo, że to on najbardziej się osypuje.
    Panache: matowy szarawy brąz, który nakładam w załamanie powieki. Dzięki niemu powstaje bardzo ładny dymek
    Topaz: ceglany matowy brąz, po który lubię sięgać przy makijażach w ciepłej tonacji. Stosuję go jako kolor przejściowy.
    Skyline: matowy jasny róż. Akurat na ten kolor nie mam zbyt wielu pomysłów, bardzo rzadko go używałam
    VIP: jasny fioletowy kolor z połyskiem, które ma chłodne wykończenie. Jest on piękny i często ląduje na środku powieki.
    Boogie: głęboki fiolet także z chłodnym połyskiem. Moje zielone oczy uwielbiają takie odcienie, więc często u mnie gości.
    Urbanette: matowa śliwka. Smokey w tym kolorze wygląda cudownie.
    No Waiting: Szary z połyskującymi drobinkami sprawdzi się przy wieczorowych makijażach, ja takie kolory bardzo lubię
    Leather Pants: niesamowita matowa czerń, której pigmentacja zwala po prostu z nóg. Przyciemniam nim zewnętrzne kąciki lub rysuję za jego pomocą kreski wzdłuż górnej linii rzęs. 
    After Hours: matowy ciemny brąz. Jest to kolejny odcień, który sprawdza się przy dymkach i ciemniejszych makijażach.
    Disco Ball: metaliczne srebro z drobinkami, raczej stosuję go okazjonalnie w wewnętrznych kącikach jako mocne ich rozświetlenie.

więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/12/new-years-eve-classic-makeup-klasyczny.html
więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/11/vamp-makeup-makijaz-na-jesien.html
więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/11/makijaz-w-jesiennych-kolorach.html
więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/10/black-smokey-eyes.html




Podsumowując, paletka Sigma Eyeshadow Palette NIGHTLIFE by Camila Coelho skradła moje serce. Prawie wszystkie kolory mają u mnie zastosowanie. Pigmentacja oraz trwałość jest fenomenalna, natomiast nad osypywaniem się poszczególnych cieni można z łatwością zapanować. Jeżeli macie na nią ochotę, to zajrzyjcie do sklepu ladymakeup.pl [tutaj], gdzie jest dostępna za około 160zł, a to wypada ok 13zł za jeden cień, co w moim odczuciu jest przyzwoitą ceną.







Co myślicie na temat tej paletki? Jestem ciekawa Waszej opinii.


Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

piątek, 30 grudnia 2016

New Year's Eve Classic Makeup - KLASYCZNY MAKIJAŻ SYLWESTROWY

Za kilka chwil już Sylwester, więc to ostatni czas, aby zdecydować o makijażu. Ostatni dzień w roku spędzam w domu z rodziną, więc nie będę szaleć z wymyślnymi kreacjami. Raczej wybiorę makijaż klasyczny w neutralnych kolorach, dominować będzie szarość i czerń. Taka też jest moja dzisiejsza propozycja.

 

 

Dzisiejszy makijaż nie należy do delikatnych, jednak moim zdaniem jest bardzo kobiecy. Zewnętrzne kąciki są przyciemnione, natomiast resztę powieki pokryłam jasnym migoczącym od brokatu cieniem. Nie mogło też zabraknąć czarnej kreski wzdłuż górnej linii rzęs. Aby odrobinę urozmaicić makijaż i dodać mu sylwestrowego błysku, nad linerem w zewnętrznym kąciku dorysowałam delikatnie brokatową kreskę. W ten sam sposób rozświetliłam też wewnętrzne kąciki. Natomiast sztuczne rzęsy dodały wyrazistości. Na koniec podkreśliłam usta delikatną pomadką. 



Lista kosmetyków:

//TWARZ (FACE)//
- Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base
- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige
- Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
- Kryolan Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Strobing Palette

//BRWI (BROWS)//
- Inglot AMC Brow Liner Gel 12

//OCZY (EYES)//
- Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- Sigma Nightlife by Camila Coelho Palette: Urbanette, No Waiting, Leather Pants, Disco Ball.
- My Secret Glam Specialist Eyeliner Silver Crystal
- Sigma Gel Eye Liner Wicked
- False Lashes
-  L'Oreal Volume Million Lashes Fatale Mascara

//USTA (LIPS)//
- Kobo Professional Matte Lips 401 La Madeleine



Korzystając z okazji, chciałabym Wam życzyć szampańskiej zabawy! Niech Nowy Rok przyniesie tylko dobre chwile, spełniajcie swoje marzenia mimo ograniczeń prozy życia. 


 
Czytaj dalej »

niedziela, 18 grudnia 2016

L'oreal Volume Million Lashes Fatale

Bardzo lubię tusze do rzęs L'oreal z linii Volume Million Lashes. Miałam możliwość sprawdzenia prawie wszystkich dostępnych produktów:  kultową złotą wersję, So Couture, Excess, Feline, Noir Feline. Spośród nich udało mi się wybrać ulubieńca. Okazał się nim produkt, który niedawno pojawił się na rynku, czyli Feline, choć So Couture także spełnia w większości moje oczekiwania. Jednak firma nie poprzestała na tym i ostatnio wypuściła nową wersję kultowego tuszu: Volume Million Lashes Fatale. Jesteście ciekawe, czy ten kosmetyk zdeklasował Feline?




Opakowanie tuszu jest charakterystyczne dla tej linii, tym razem w kolorze różowym.  Natomiast szczoteczka jest  silikonowa, dość gruba w porównaniu z innymi. Jednak na szczególną uwagę zasługują wypustki: mają dwie długości ułożone naprzemiennie, które mogę określić jako krótkie. Początkowo myślałam, że będzie ciężko dokładnie pomalować tą szczoteczką rzęsy, na szczęście po pierwszej próbie zmieniłam zdanie. Bardzo dobrze dociera aż do nasady rzęs, ładnie je rozdziela i farbuje. Tusz dość dobrze je pogrubia, wyglądają one na wydłużone i podkręcone. Czerń jest bardzo intensywna. Już po jednej warstwie rzęsy wyglądają spektakularnie.


Świeży tusz, czyli zaraz po otworzeniu, przysporzył mi trochę niedogodności. Nie wiem czemu, ale po kilku godzinach rozmazywał mi się pod oczami, co mnie bardzo denerwowało. Jednak mniej więcej po tygodniu używania lekko przyschnął i teraz nie mam takich problemów. Szczoteczka pobiera odpowiednią ilość tuszu i dzięki temu nie powstają na rzęsach grudki lub inne niepokojące farfocle czy pajęcze nóżki. Nie kruszy się z czasem ani nie osypuje. Natomiast demakijaż jest bezproblemowy - bardzo dobrze sobie z nim radzi łagodny płyn micelarny.



Uważam, że tusz L'oreal Volume Million Lashes Fatale jest świetny, jednak nie zdeklasował tuszu Feline. Gdybym miała uszeregować te tusze na kolejnych miejscach, to Feline byłby na pierwszym, Fatale na drugim, a dopiero So Couture na trzecim. Jednak warto tutaj nadmienić, że różnice są minimalne, wynikające z moich preferencji używania tuszy, czy niewielkich różnic w wyglądzie rzęs. So Couture oraz Fatale potrafią mi się rozmazać pod oczami, natomiast Feline nigdy to się nie zdarzyło.  



Sprawdźcie moją opinię o innych tuszach L'oreal:


Używałyście już najnowszego tuszu do rzęs Fatale?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

wtorek, 13 grudnia 2016

La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów



Nigdy nie lubiłam swoich włosów. Od kiedy pamiętam, to zawsze było z nimi coś nie tak. Są bardzo cienkie i proste jak drut - żadna fryzura nie jest w stanie przetrwać nocy chyba, że nałożę tonę lakieru. Przyznam się szczerze, że nigdy nie robiłam nic nadzwyczajnego, aby poprawić ich kondycję. Jasne, używałam szamponów, odżywek i masek poprawiających ich stan, natomiast od kilkunastu lat dodatkowo je osłabiam farbowaniem. Jednak od kilku miesięcy jest po prostu strasznie. Przez zmianę koloru włosów na blond widzę, że jest z nimi co raz gorzej. Są w tak kiepskim stanie, że wypadają mi na potęgę. Dodatkowy stres, który dopadł mnie w ostatnim czasie nasilił ten problem. Nie było innego wyjścia jak wyposażyć się w odpowiednie specyfiki, które mają za zadanie wzmocnić cebulki włosów. Mój wybór padł na La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów, który nie był przypadkowy.  Bardzo często robię rozpoznanie w Internecie i sprawdzam, czy to co sobie upatrzyłam, jest warte uwagi. Opinie na temat tego produktu są różne, jednak przeważają te dobre. Oczywiście miałam świadomość, że u mnie wcale nie musi się sprawdzić. Aby się o tym przekonać, to musiałam zaryzykować. 




Opakowanie La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów to plastikowa 125 mililitrowa buteleczka z dwoma zamienny końcówkami.  Jedną dobrze jest stosować na krótkie włosy, drugą na długie. To rozwiązanie sprawia, że sposób aplikacji możemy dostosować do swoich potrzeb. Zapach spray'u jest bardzo przyjemny, lekki, jednak szybko się ulatnia.


Produkt stosuję na czyste i osuszone ręcznikiem włosy. Aplikuję preparat na skórę głowy, a następnie opuszkami palców go wmasowuję. Następnie układam włosy według uznania, zazwyczaj pozostawiam je do naturalnego wyschnięcia. Producent zaleca stosowanie kosmetyku codziennie i tak staram się robić, choć kilka razy zapomniałam po niego sięgnąć.

Już od pierwszego użycia zaczynają się cuda. Innowacyjne rozwiązania celują w przyczyny wypadania włosów i hamują objawy. Wiodący składnik Aminexil działa na korzenie włosów i mocuje je w skórze głowy. Natomiast Madekasozyd redukuje podrażnienia, które mogą wpłynąć negatywnie na cebulkę włosa. W efekcie już po kilku aplikacjach zobaczyłam efekty. Włosy nie wypadały tak intensywnie jak przed kuracją i z dnia na dzień ta ilość się zmniejsza, co realnie mogę zaobserwować po myciu głowy, kiedy nie muszę odtykać syfonu. Także przy rozczesywaniu włosów widzę, że pozostaje ich coraz mniej na grzebieniu. 



Zawsze przy stosowaniu różnych preparatów na włosy zastanawiam się nad tym, jak będą one wyglądać po ich osuszeniu. Na szczęście KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów wpłynęła na nie pozytywnie. Nie są one oklapnięte, ale też nie są spuszone, także nie przetłuszczają się szybciej niż poprzednio. Być może to złudzenie, ale także zauważyłam, że przybyło mi baby hair i wydaje się, że  jest ich więcej i są gęściejsze. Włosy dobrze się rozczesują, po wmasowaniu produktu w skórę głowy nie są poplątane.



Myślę, że kosmetyk La Roche-Posay KERIUM Intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów jest wart uwagi.  Producent obiecuje, że po kilku tygodniach zauważy się spektakularne efekty i tak też jest u mnie. Według mnie spełnia swoje zadanie, ponieważ mój problem znika, po każdym użyciu widzę, że wypada mi mniej włosów, nie tracę ich już garściami. Mam nadzieję, że po skończonej kuracji taki stan będzie długo się utrzymywał. Kosmetyki tej firmy można znaleźć praktycznie w każdej aptece, więc jego dostępność jest bardzo dobra. Opinie innych użytkowniczek znajdziecie na stronie producenta: tutaj

A jak Wy sobie radzicie z wypadaniem włosów? A może Was ten problem nie dotyczy, bo macie sprawdzone kosmetyki? Ciekawa jestem, co myślicie o recenzowanym produkcie.

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 grudnia 2016

New Year's Eve Sparkle Makeup - Sylwestrowy Makijaż

Już niedługo nadejdzie ten ostatni dzień w roku, na który większość z nas czeka. Wiele z nas uda się na szaloną imprezę i będzie się bawić do białego rana. Będziemy chciały błyszczeć w tym szczególnym dniu. Zastanawiając się nad całą stylizacją, dobrze jest pomyśleć wcześniej nad makijażem. Dlatego też przygotowałam dla Was moją propozycję. 


 

W tym dniu warto podkreślić mocniej oczy niż zazwyczaj. Nie należy zapominać także o błysku. Mój makijaż jest trochę inny, ponieważ połączyłam ze sobą nietypowe kolory. Moją bazą są brązy w ciepłych odcieniach, wręcz ceglane. Natomiast na środek powieki delikatnie wklepałam sypki pigment, który raczej jest w chłodniejszej tonacji i mieni się na jasno zielono. Wydawałoby się, że to połączenie nie będzie zbyt korzystnie wyglądać, jednak jak same widzicie, nie jest źle. Aby jeszcze bardziej podkreślić oczy, warto narysować kreskę czarnym linerem wzdłuż górnej linii rzęs oraz na linię wody. Na ustach pozostał neutralny kolor - jasna matowa kredka świetnie się tutaj spisała.

Lista kosmetyków:
 
//TWARZ (FACE)//
  - Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base
- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige
- Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
- Kryolan Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Strobing Palette

//BRWI (BROWS)//
  - Inglot AMC Brow Liner Gel 12

//OCZY (EYES)//
- Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- MakeupGeek Eyeshadows: Desert Sands, Roulette, Bada Bing, Mirage
- Inglot Pure Pigment Eyeshadow 85
- Sigma Gel Eye Liner Wicked
-  L'Oreal Volume Million Lashes Fatale Mascara

//USTA(LIPS)//
  - My Secret I Love My Style - Lip Liner Nude Lips



Macie jakieś plany na Sylwestra? Ja jeszcze nie, choć wiem, że spędzę je w domu wśród rodziny. Taki rodzaj przywitania Nowego Roku jak najbardziej mi odpowiada. 

Pozdrawiam :)

 
Czytaj dalej »

piątek, 2 grudnia 2016

VICHY DERMABLEND Fluid korygujący o przedłużonej trwałości


Podkład to druga skóra, dlatego tak ważne jest, aby był on idealnie dopasowany. Jeżeli jest za jasny, to wyglądamy na chore, jak jest za ciemny, to bardzo postarza oraz widoczna jest nienaturalna granica odcieni pomiędzy twarzą a resztą ciała. Oprócz doboru odpowiedniego koloru ważne też są właściwości podkładu: czy jest trwały, czy robi tzw. efekt maski, czy nawilża, a może matuje? Po kilkunastu latach poszukiwań idealnego fluidu wiem na co zwracać uwagę i już po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, czy produkt ląduje w koszu, czy może sprawdzę jego działanie stosując inną bazę pod podkład lub w bardziej ekstremalnych warunkach. Ten pierwszy raz wiele mówi o kosmetyku, który przecież noszę na co dzień na twarzy. 

 

Od chyba zawsze miałam ochotę na podkład apteczny. Wielokrotnie podchodziłam do zakupu, jednak dość uboga kolorystyka nigdy mi nie pozwalała dokonać odpowiedniego wyboru. Jednak tym razem postanowiłam się przełamać i mimo wszystko wypróbować to, co mnie zawsze interesowało, czyli podkład Vichy Dermablend o przedłużonej trwałości.
 

Fluid korygujący o przedłużonej trwałości jest skierowany do osób, które mają coś do ukrycia, czyli do osób, które chcą zamaskować niedoskonałości, zaczerwieniania, przebarwienia i różne defekty skórne. Ponadto mogą go stosować osoby o różnym typie skóry, także z tą wrażliwą, ponieważ kosmetyk jest hipoalergiczny. Dlatego też go wybrałam.  Niestety nie mam idealnej cery, pełno na niej przebarwień, krostek oraz wyprysków. Nie zawsze też dobrze reaguje na pewne składniki, potrafią mi się robić podskórne bąble, więc jest to dla mnie ważne, aby kosmetyk mnie nie uczulał. Taki też jest podkład Vichy. Działa na cerę bardzo łagodnie.

Konsystencja podkładu jest płynna, tego typu kosmetyki bardzo lubię nakładać gąbeczką typu BeautyBlender. Dzięki temu mogę kontrolować grubość kolejnych warstw. A tutaj jest to dość ważne. Podkład jest bardzo dobrze napigmentowany, a przy tym lekki i już niewielką ilością produktu można pokryć całą twarz. Dodatkowo, aby mieć pod kontrolą miejsca, gdzie te krycie jest potrzebne, za pomocą gąbeczki w łatwy sposób można tam dołożyć kosmetyku.  Zapach jest łagodny, nie przytłacza ani nie drażni. Dlatego też mogę stwierdzić, że aplikacja należy do przyjemnych czynności.
Najbardziej obawiałam się koloru, ponieważ producent dał nam do wyboru tylko cztery odcienie. Ja wybrałam ten najjaśniejszy, czyli 15 Opal, licząc na to, że nie będzie zbyt różowy. Na szczęście okazał się pięknym  beżem z odrobiną żółci, który idealnie stopił się z moją cerą. Świetnie się on rozciera, także na  linii żuchwy i nie widać odcięcia od szyi. 

Podkład szybko zastyga na twarzy. Jego wykończenie bardzo mi się podoba - cera wygląda na zdrową i promienną, nie daje płaskiego matu, lecz lekkie rozświetlenie. Krostki i przebarwienia są świetnie ukryte. Zwróciłam także uwagę na to, czy uwydatnia rozszerzone pory. Nic takiego się nie dzieje, na pierwszy rzut oka wydają się zwężone, czyli fluid ich nie podkreśla.  Skóra jest widocznie gładka. Jest to zapewne osiągnięte dzięki mikrocząsteczkom Soft Focus rozpraszających światło.  Warto też tutaj wspomnieć, że podkład nie wysusza cery, nie podkreśla przesuszonych skórek, ładnie ją nawilża i ten efekt długo się utrzymuje.

Producent obiecuje, że trwałość tego podkładu sięga aż 16 godzin. Niestety u mnie bez żadnych poprawek tak długo nie wytrzymał. Najgorzej zachowuje się w mojej przetłuszczającej strefie T:  po kilku godzinach zaczynam się tam świecić i muszę usuwać nadmiar sebum.  To się dzieje u mnie praktycznie z każdym podkładem, więc mam na to już swój sposób: nanoszę w tej części twarzy bazę matującą, która przedłuża  trwałość podkładu. Natomiast na czole i policzkach, gdzie mam raczej normalny typ cery, podkład zachowuje się bezbłędnie, nie schodzi z czasem, cera wygląda nadal naturalnie, a wszelkie zaczerwienienia są ukryte.
PO LEWEJ: zaaplikowałam tylko podkład Vichy Dermablend; PO PRAWEJ: pełen makijaż

Myślę, że w ogólnym rozrachunku podkład Vichy Dermablend wypadł dobrze. Do codziennego użytku sprawdza się idealnie, ponieważ ładnie prezentuje się na twarzy, cera wygląda na zdrową, posiada wysoki efekt krycia bez efektu maski. Do tego wzbogacony jest o filtr SPF 35, więc chroni przed szkodliwymi promieniami UV.  Można go kupić w aptekach oraz w niektórych sklepach internetowych, średnio kosztuje 70zł.
Czy używałyście już tego fluidu korygującego? Jakie są Wasze wrażenia na jego temat?



Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...