piątek, 23 września 2016

Azjatycka czarna maska? Hit czy kit?

Jakiś czas temu na zagranicznych portalach widziałam filmiki, na których dziewczyny pokazywały w jaki sposób działa azjatycka czarna maseczka peel-off. Może zbyt przyjemnych rzeczy tam się nie oglądało, jednak efekt był wow. Naniesiona w strategicznych miejscach wyciągała z porów wszystkie brudy. Jako, że moja cera niestety nie należy do idealnych i na nosie oraz na brodzie widoczne mam pory, które muszę często oczyszczać, postanowiłam, że co mi tam - spróbuję. Jak nie zadziała, to wyląduje w koszu na śmieci, a jak będzie jak na filmikach, to zostanie moim ulubieńcem. Zgadnijcie, co się stało z czarną maseczką?

 



 Kosmetyk zakupiłam na eBayu, widziałam też na Alliexpress. Otrzymałam go dość szybko, bo chyba po dwóch tygodniach, kosztował niewiele, bo 2-3 dolary. Czarna tubka zapakowana jest w czarny kartonik. Opis kosmetyku jest w "krzaczkach", więc nie wiem co tam jest napisane. 



Konsystencja kosmetyku jest bardzo lejąca, zapach nie przeszkadzający, raczej przyjemny. Kolor oczywiście czarny. Maskę można nakładać na nos, ale także na całą twarz - na to jednak się nie zdecydowałam. Nie mogłam znaleźć składu, więc wolę nie ryzykować, że nagle coś się złego zadzieje z cerą. Dobrze jest też przed aplikacją zrobić sobie tzw "parówkę", czyli otworzenie porów za pomocą pary z gorącej wody. Dzięki temu maseczka lepiej powyciąga te wszystkie brudy. Trzeba też pamiętać o umiarze. Zauważyłam, że trzeba wyczuć odpowiednią grubość warstwy: jeżeli będzie za cienka, to mogą się pojawić trudności z jej ściąganiem, a jak za gruba, to nawet w godzinę nie wyschnie.


A jak działanie? Przyznam się, że średnie. Po tych licznych filmikach oczekiwałam spektakularnych efektów. Jasne, coś tam wyciągało z tych porów, jednak nie na tyle, aby wszystkie były oczyszczone. Tej maski używał też mój mąż i u niego praktycznie w ogóle nie zadziałała. Napaliłam się, a i zbytnio nic z tego nie wyszło. Szkoda, bo mogło być pięknie. 

Używałyście takiej maski? A może macie inne sposoby na oczyszczanie twarzy?

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

wtorek, 20 września 2016

Mój sposób na długie i zdrowe paznokcie || Herome Nail Hardener Sensitive

Kilka miesięcy temu moje paznokcie przeżywały kryzys. Były osłabione, z jednej strony giętkie jak guma, z drugiej często się łamały. Dodatkowo ja sama nie byłam dla nich zbyt delikatna - wróciłam do bardzo brzydkiego nawyku obgryzania paznokci. Robiłam to bezwiednie czytając książkę lub oglądając swój ulubiony serial. Nim się zorientowałam, były w opłakanym stanie. Dlatego też przez dłuższy czas na blogu nie pokazywałam żadnych lakierów, nie było na czym. Jednak na początku sierpnia postanowiłam zadbać o wygląd swoich paznokci, złe praktyki odstawiłam na bok i sięgnęłam po odżywkę, która miała mi pomóc w doprowadzeniu ich do porządku. Tą odżywką jest Herome Nail Hardener Sensitive i muszę stwierdzić, że teraz cieszę się ładnymi, zadbanymi dłońmi z długimi paznokciami. Zapraszam na recenzję.

 


Herome Nail Hardener Sensitive to rewelacyjny utwardzacz do paznokci o delikatnym działaniu, stworzony aby wyleczyć i wzmocnić słabe, szybko pękające i rozdwajające się paznokcie.

Pędzelek o długości 1.5 cm pozwala na dokładne rozprowadzenie lakieru a specjalny kształt nakrętki służy do odsuwania skórek paznokci. Sam lakier nie jest zbyt wodnisty, szybko schnie, nadaje połysk paznokciom i nie ma intensywnego czy przykrego zapachu. 

  • Najlepszy produkt na rynku
  • Efekt po 21 dniach stosowania
  • Instrukcja w języku polskim
  • Nie zawiera formaldehydu

Zanim przejdę do działania odżywki, warto zatrzymać się nad opakowaniem. Każdy produkt Herome otrzymuje się w kartoniku, gdzie znajdują się najważniejsze informacje o produkcie. Natomiast buteleczka wygląda bardzo schludnie. Długa nakrętka jest poręczna i można za jej pomocą odsuwać skórki. A sam pędzelek, jego długość i mało sztywne włosie, pozwala na dokładne rozprowadzenie lakieru. Odżywka ma płynną lejącą się konsystencję, trzeba uważać, by nadmiar wytrzeć o brzeg buteleczki, bo można z łatwością zalać sobie skórki. Kolor w buteleczce jest jasno-różowy, jednak na paznokciach jest całkowicie bezbarwny.


Aby odżywka mogła działać, na prawie miesiąc zrezygnowałam z malowania paznokci kolorowymi lakierami. Harmonogram także nie pozostawał złudzeń: przez minimum 21 dni będą one pokryte tylko bezbarwnym lakierem. Sposób użycia jasno mówił, że pierwszego dnia należy nanieść pierwszą warstwę, drugiego dnia drugą warstwę, trzeciego dnia należy wszystko zmyć i procedurę powtórzyć. I tak przez 21 dni. 

Na początku nie odczułam znacznej różnicy, zniszczona płytka musiała odrosnąć. Jednak po kilku dniach zauważyłam, że jest ona twardsza i mniej podatna na uszkodzenia. Paznokcie zaczęły rosnąć bardzo szybko, jednak postanowiłam je co najmniej dwa razy spiłować, aby mogły jeszcze bardziej się wzmocnić. Na początku września mogłam zakończyć kurację i w końcu sięgnąć po kolorowe lakiery, które o wiele lepiej zaczęły się utrzymywać. Teraz, aby podtrzymać efekt zdrowych paznokci, stosuję już odżywkę raz w tygodniu jako bazę pod lakier i nic złego się  nie dzieje. Paznokcie są twarde, nie łamią się, nie rozdwajają. Widać po nich że są zdrowe. A ja w końcu mogę je Wam pokazać. Długość jak najbardziej mnie satysfakcjonuje.

po lewej: półtora tygodnia stosowania odżywki, skórki jeszcze nie są doprowadzone do ładu; po prawej: aktualna długość

Jestem w 100% usatysfakcjonowana działaniem odżywki. Moje liche paznokcie odżyły i wyglądają rewelacyjnie, szybko urosły mimo dwukrotnego skracania. Na pewno będę często wracać do odżywki Herome, na razie raz w tygodniu, a za pół roku powtórzę 21 dniową kurację. Ja jestem zachwycona efektami! Odżywkę można zakupić w sklepie Bodyland, teraz jest na nią promocja: 39,90zł.

Używałyście już produktów marki Herome? Czekam na Wasze opinie.

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

sobota, 10 września 2016

Pastelowa brzoskwinia ze złotem | Pastel Peach with Gold

Makijaż, który chcę Wam dzisiaj pokazać, upodobałam sobie przez ostatnie dni. Nie jest ciężki, oczy są świetnie rozświetlone - taki zestaw sprawdza się w cieplejsze dni, gdy nie chcemy nakładać na twarz zbyt wiele. Natomiast delikatnie podkreślone usta dobrze sprawdzają się na codzień. Kolory, których tutaj użyłam, są już odrobinę jesienne: delikatna brzoskwinia oraz odrobina złota, czyli to co powoli nas otacza.

 



Makijaż jest bardzo prosty w wykonaniu, zajmuje kilkanaście minut - czyli tyle ile mogę poświęcić przygotowując się do pracy. Po podkreśleniu brwi, na całą powiekę nakładam bazę pod cienie a następnie delikatny połyskujący brzoskwiniowy cień. Następnie na środek górnej powieki oraz w wewnętrzny dolny kącik wklepuję migoczący złoty cień. Makijaż uzupełniam wyrazistą kreską oraz tuszuję rzęsy. Na usta nakładam matową różową pomadkę.



Użyte kosmetyki:

//TWARZ (FACE)//
 - Revlon Colorstay Makeup 180 Sand Beige
- L'Oreal True Match Concealer 01 Ivory
- Kryolan Dermacolor Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Contour and Strobing Palettes
  
//BRWI (BROWS)//
- Kobo Professional Eyebrow Pencil 303 Twilight
- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash
- Sensique Contour Duo Stick 101

//OCZY (EYES)//
 - Urban Decay Eyeshadow Primer Potion 
- Kobo Professional Eyeshadow: 217 Pastel Peach,
- Sensique Diamond Shine Eyeshadow 142
- Kobo Professional Precise Pen Eyeliner
-  L'Oreal Volume Million Lashes Noir Feline Mascara 

//USTA (LIPS)// 
- Golden Rose Velvet Matte: 04


Co sądzicie o takim makijażu?

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 września 2016

Sierpniowe nowości kosmetyczne

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać, co w sierpniu wpadło w moje łapki. Jest kilka ciekawych kosmetyków, co do których mam wysokie oczekiwania. Czy zostaną one spełnione, dowiecie się w późniejszych recenzjach. Zapraszam :)



Na wakacjach w końcu znalazłam czas na depotowanie moich pojedynczych cieni. Musiałam, bo się po prostu marnowały. Przy makijażu łatwiej mi jest sięgnąć po paletę cieni, niż odkręcać każdy pojemniczek i zastanawiać się, który tym razem użyć. W związku z tym potrzebowałam dla nich nowego mieszkanka, czyli palet magnetycznych. Zdecydowałam się na produkt ze sklepu GlamShop i palety z półprzezroczystym wieczkiem. I żałuję, że wzięłam tylko dwie, ponieważ są naprawdę dobrej jakości i dość pojemne, a za dwie zapłaciłam jedynie 50zł. W jedną paletkę spokojnie wejdzie 40 cieni o wielkości cieni Kobo. Oprócz tego postanowiłam wypróbować gąbkę. Nie mam jeszcze o niej zdania, zamęczam swój różowy BeautyBlender, który dość szybko niszczy się i niestety po trzech miesiącach trafi do kosza...



Drogerie Natura co jakiś czas obsypują mnie nowościami, które są wprowadzane w ich markach własnych. Na początek pokażę Wam zestaw lakierów My Secret w delikatnych kolorach. W kolekcji jest 8 odcieni i myślę, że każda z nas znajdzie dla siebie coś godnego uwagi. Dawno nie pokazywałam żadnych lakierów, jest to spowodowane tym, że moje paznokcie przechodziły niemały kryzys. Musiałam je doprowadzić do porządku, w czym pomogła mi pewna odżywka, o której niedługo usłyszycie. Dzięki niej są one twarde, nie łamią się i w końcu mają taką długość, jaką ja lubię. Aż chce się je malować. 


W nowościach nie mogło zabraknąć kosmetyków do makijażu twarzy. W szafie My Secret pojawił się nowy bronzer, zestaw z różem, puder oraz piękny rozświetlacz w kremie. Takie kosmetyki u mnie są zużywane bardzo szybko, więc na nie już niedługo przyjdzie czas.


Oprócz kosmetyków do makijażu pojawiły się nowe zmywacze do paznokci Sensique. Posiadam dwa: o zapachu kiwi i mango. Warto zauważyć, że ten o zapachu mango skierowany jest manicure hybrydowego, więc ciężko mi będzie go przetestować pod tym kierunkiem, ponieważ takowych lakierów nie używam. Dodatkowo waciki i patyczki przydadzą się na codzień, a tarka zadba o kondycję stóp.


Na koniec zostawiłam coś pachnącego: zestaw kosmetyków The Body Shop, które dostałam w prezencie od Teściowej. Żel pod prysznic oraz masło do ciała pachną obłędnie i siedziałabym i je tylko wąchała, albo i nawet zjadła.


Oprócz tego trafiło do mnie pełno kępek rzęs Ardell, które namiętnie zużywam (przydałoby się o nich też kiedyś napisać) oraz podkłady Revlon Colorstay. Skusiłam się na te z pompką i hmmm albo coś ze mną nie tak, albo składy się zmieniły. Pewnie napiszę o tym co nieco.


A jak tam u Was z nowościami? Co ciekawego do Was trafiło?

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

środa, 24 sierpnia 2016

Matowe pomadki / kredki Golden Rose

Kosmetyki do makijażu ust Golden Rose ostatnio są bardzo zachwalane. Miałam z nimi do czynienia kilka lat temu, wtedy upodobałam sobie serię Velvet Matte, która wciąż jest ze mną. Często sięgam po te pomadki przy makijażach, w swojej kolekcji mam pięć kolorów: 02, 04, 06, 13 oraz 17. Numery są podlinkowane i możecie zobaczyć, jak prezentują się na ustach.  Rozwój marki poszedł na przód i po tych kilku latach pojawiły się nowe produkty o matowym wykończeniu. Wybrałam kilka różnych egzemplarzy i dzisiaj chciałabym Wam je pokazać. 

 


 

GOLDEN ROSE LONGSTAY LIQUID MATTE LIPSTICK #11

 


Na początek pokażę Wam produkt, który zapewne bardzo dobrze znacie: matową pomadkę w płynie. Na próbę wybrałam kolor 11, który w moim odczuciu jest brzoskwiniowy z odrobiną pomarańczy i brązu. Widoczne są też złotawe drobinki, które ciekawie rozświetlają usta. Dlaczego akurat padło na tak specyficzny odcień? Po pierwsze w mojej drogerii był mały wybór, chciałam zakupić rozchwytywaną 03 oraz 10, jednak ich nie było; a po drugie takich kolorów brakuje w mojej kolekcji. Muszę przyznać, że kosmetyk jest świetny. Do tej pory nie miałam aż tak trwałej pomadki. Kilka godzin utrzymuje się na moich ustach,  mój rekord to 8 godzin! Po odciśnięciu nadmiaru produktu w chusteczkę nie odciska się na szklankach, co jest dużym atutem. Nawet nie schodzi podczas jedzenia. A jak już to robi, to równomiernie, nie robiąc przy tym nieestetycznych grudek.


Aplikator mimo, że do małych nie należy, precyzyjnie nanosi kosmetyk na usta. Konsystencja jest raczej kremowa, dzięki czemu pomadka nie wylewa się poza ich kontur, więc spokojnie można zrezygnować z konturówki. Poza tym, pigmentacja jest na tak wysokim poziomie, że jedno pociągnięcie pozwala na pełne krycie. Aby uzyskać matowy efekt należy chwilę poczekać, aż produkt zastygnie na ustach. Zazwyczaj jest to 5 minut. Ja dodatkowo jeszcze nadmiar odciskam w chusteczkę. Dzięki temu nie towarzyszy mi uczucie lepkości czy przesuszenia. Moje usta są naprawdę jedwabiste. Do atutów jeszcze należy dodać zapach: uwielbiam wanilię. Na pewno powiększę swoją kolekcję, ponieważ warto mieć kosmetyk do ust, który spełnia wszystkie wymagania. Kosztuje on 19.90zł za 5,5ml, więc nie jest to bardzo duży wydatek.



GOLDEN ROSE MATTE LIPSTICK CRAYON #15

 


Po zachwytach nad pomadką w płynie sięgnęłam po pomadkę w kredce. Aplikacja nie jest problematyczna, kredka ładnie sunie po ustach, za jej pomocą ładnie można zaznaczyć ich kontur mimo, że nie jest utemperowana na ostro. Jednak nie jest tak dobrze napigmentowana jak ta w płynie. Aby uzyskać matowy efekt także chwilę trzeba odczekać. Dobrze pielęgnuje usta, nie wysusza ich i nie podkreśla suchych skórek, co jest dużym plusem. Trwałość mogę określić jako średnią, wytrzymuje do kilku godzin, jednak schodzi podczas picia czy jedzenia. Kolor, który wybrałam to 15, czyli beżowy odcień, typowy nudziak. Dla mnie jest odrobinę za jasny, myślę, że ładnie będzie się prezentował przy bardzo jasnych karnacjach. Kosztuje 11,90zł.



GOLDEN ROSE DREAM LIPS LIPLINER #510, #514



Kredek do ust u mnie nigdy nie jest za wiele. Szukałam kolorów, które będą pasować do moich ulubionych pomadek. Dlatego też trafiła do mnie 510: zgaszony róż, który pięknie prezentuje się z pomadką Velvet Matte 02 oraz 514 - intensywna czerwień. Są miękkie, jednak nie na tyle, aby się łamać pod naciskiem czy topić się pod wpływem ciepła skóry. Bardzo dobrze sunie po ustach nadając im odpowiedni kontur. Są matowe, dlatego też będą pasować do każdego typu pomadek. Jednak ja postanowiłam je stosować solo wypełniając nimi także usta. I muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Kolory bardzo dobrze się prezentują, nie ścierają się zbyt szybko, trwałość jest naprawdę świetna. Problemem może być lekko wysuszone usta, dlatego przed aplikacją należy pamiętać o ich odpowiedniej pielęgnacji. Zaskoczeniem będzie cena tych kredek: kosztują 6,30zł za sztukę. Przy takiej jakości są to naprawdę grosze. Mam zamiar przy najbliższej okazji zakupić jeszcze kilka kolorów, a do wyboru jest ich aż 26. 



Podsumowując, produkty do ust firmy Golden Rose są naprawdę na wysokim poziomie, cena nie jest wysoka i można za ich pomocą rozbudować pomadko - błyszczykową kolekcję.


Ciekawa jestem, które produkty Wy posiadacie i jakie polecacie kolory :)


Pozdrawiam :) 



Czytaj dalej »

wtorek, 16 sierpnia 2016

Makijaż w stylu Grunge - makijaż krok po kroku

Dzisiaj będzie ostro! Mocno podkreślone oczy, usta w kolorze ciemnego wina - tym się charakteryzuje makijaż w styl grunge. Ten makijaż był bardzo modny w latach 90, jednak od czasu do czasu wraca do łask. Czy tak będzie wyglądała jesień 2016?



Taki look nie każdemu pasuje, teoretycznie u mnie też nie powinien się sprawdzić. Ale świetnie w nim się czułam. Oczywiście, jeżeli nie przepadacie za tego typu makijażami, to możecie zawsze mocniej pomalować oczy i użyć jasnej pomadki lub odwrotnie: lekko podkreśl oczy i postaw na kolor na ustach. 



Makijaż krok po kroku:
1. Podkreślam brwi. Na całą powiekę nakładam bazę pod cienie. Wzdłuż linii rzęs maluję czarną kreskę za pomocą miękkiej kredki i ją rozmazuję.
2. Na ruchomą powiekę aż do załamania nakładam miedziany cień. 
3. Za pomocą pędzla oraz matowego brązu rozcieram górną granicę cieni. 
4. Wewnętrzne kąciki rozjaśniam za pomocą brzoskwiniowego cienia. Łączę ze sobą kolory.
5. Dolną powiekę podkreślam tymi samymi cieniami.
6. Wzdłuż górnej linii rzęs za pomocą czarnego linera rysuję kreskę oraz przyciemniam linię wody. Tuszuję rzęsy.



Użyte kosmetyki:
//TWARZ (FACE)//
 - Revlon Colorstay Makeup 180 Sand Beige
- L'Oreal True Match Concealer 01 Ivory
- Kryolan Dermacolor Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Contour and Strobing Palettes
  
//BRWI (BROWS)//
- Kobo Professional Eyebrow Pencil 303 Twilight
- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash
- Sensique Contour Duo Stick 101

//OCZY (EYES)//
 - Urban Decay Eyeshadow Primer Potion 
- Urban Decay 24/7 Glide-On Eye Pencil Perversion
- Makeup Geek Eyeshadow: MaiTai, Taupe Notch, Showtime, Ice Queen
- Kobo Professional Precise Pen Eyeliner
-  L'Oreal Volume Million Lashes Noir Feline Mascara 

//USTA (LIPS)// 
- Kobo Professional Matte Lips: 412 Vamp



Co sądzicie o takim wyrazistym makijażu?

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

piątek, 12 sierpnia 2016

Kolorowe rzęsy z My Secret || WOW Effect Color Mascara

Nie przepadam za kolorowymi tuszami do rzęs. Większość z którymi miałam do czynienia, były niewidoczne na moich czarnych rzęsach. Często też zabawa z nimi kończyła się brzydkim efektem końcowym. Dlatego też do nowych letnich tuszy do rzęs My Secret WOW Effect Color Mascara podchodziłam z pewną rezerwą. Jednak już po pierwszym użyciu byłam pozytywnie zaskoczona! 

 



Do wyboru są dwa tusze: fioletowy oraz turkusowy. Są one świetną alternatywą dla czerni, latem można szaleć z kolorami. Pigmentacja jest świetna, ponieważ już jedna warstwa tak pokrywa rzęsy, że kolor jest widoczny z daleka. Do zdjęć nałożyłam dwie warstwy, aby kolor był intensywniejszy, jak widzicie, rzęsy wyglądają przyzwoicie i z klasycznymi kolorami na powiece dobrze współgrają. 


Silikonowa szczoteczka z krótkimi ząbkami dobrze rozdziela rzęski, dzięki temu tusze ich nie sklejają i nie ma bałaganu. Trzeba przyznać, że rzęsy są podkręcone i pogrubione. Trwałość też bez zarzutu. Przede wszystkim tusze się nie rozmazywały i nie kruszyły, szybciutko zasychały na rzęsach. 




Według mnie lato to idealny okres na szaleństwa makijażowe i marka My Secret świetnie wykorzystała ten czas prezentując kolorowe maskary. W ten prosty sposób można urozmaicić swój codzienny makijaż. Tusze nie są drogie, w Drogeriach Natura kosztują 11,99zł. Mam nadzieję, że firma rozszerzy swój asortyment, marzy mi się piękny kobaltowy tusz do rzęs, który świetnie podkreślałby zielone tęczówki.






Co sądzicie o kolorowych tuszach do rzęs? 



Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

środa, 10 sierpnia 2016

Deni Carte Puder ryżowy DERMAFIXER

Jestem posiadaczką cery mieszanej z tendencją do przetłuszczania się w strefie T. Ważne jest dla mnie sięganie po produkty trwałe i matujące, abym mogła jak najdłużej cieszyć się nienaganną cerą. Sięgam często po pudry matujące, jednak wtedy moje suche policzki potrafią się buntować. Dlatego u mnie najlepiej sprawdzają się pudry ryżowe: z jednej strony świetnie pochłaniają nadmiar sebum, a z drugiej strony nie wysuszają. I taki też jest nowy produkt od Deni Carte: Puder ryżowy DERMAFIXER, o którym dzisiaj będzie mowa.

 


Kosmetyk otrzymuje się w białym kartoniku o prostej grafice, znajdują się tam wszystkie ważne informacje oraz skład, który jest króciutki. Nie znajdziemy tutaj parabenów, talku, ani niepotrzebnych substancji zapachowych. Sam puder jest w plastikowym opakowaniu. Po odkręceniu wieczka pojemnik jest zabezpieczony sitkiem. Po oderwaniu folii można nie panować nad wysypywaniem się kosmetyku, dlatego też brakuje mi jakiejś nakładki albo puszku, aby to kontrolować.



Puder jest bardzo dobrze zmielony, ma delikatną konsystencję, całkowicie jest pozbawiony zapachu. Jest biały, jednak można go stosować do każdej karnacji, ponieważ szybko dostosowuje się do kolorytu cery, nie bieli jej, nie robi placków, nie podkreśla porów czy zmarszczek, nie uczula. Bardzo przyjemnie się go aplikuje, dobrze przyczepia się do puchatych pędzli. Lubię sięgać po puder ryżowy Deni Carte, ponieważ świetnie utrwala makijaż na wiele godzin, cera jest zmatowiona, jednak wygląda bardzo naturalnie. Dodatkowo w dotyku skóra jest wygładzona. Puder dobrze współgra z różnymi podkładami.


Puder ryżowy można stosować pod podkład jako bazę lub już na sam  koniec, aby utrwalić makijaż. Pierwszą metodę rzadko stosuję, jednak ten kosmetyk tutaj sprawdza się wyśmienicie. Podkład utrzymuje się wtedy dłużej, a cera nie jest nadmiernie obciążona. Utrwalenie makijażu też jest bardzo długie - bez poprawek wytrzymuje 6-8 godzin. U mnie jest to naprawdę niezły wyczyn, bo skóra w okolicach nosa oraz brody bardzo szybko się przetłuszcza i tam po prostu się niezbyt ładnie świecę i podkład potrafi się zważyć. Po użyciu pudru ryżowego przez bardzo długi czas nie mam z tym żadnych problemów. 


Kosmetyk jest bardzo wydajny, ponieważ w opakowaniu znajduje się 15g proszku - to mi wystarczy na wiele miesięcy. Do tego cena jest bardzo atrakcyjna: aktualnie na stronie producenta kosztuje 14.90zł. 

Podsumowując, kosmetyk u mnie się sprawdził i chętnie teraz po niego sięgam. Cera wygląda bardzo naturalnie, a makijaż jest trwały przez wiele godzin. Nic mi więcej do szczęścia nie trzeba. 

Pozdrawiam :)






Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...