piątek, 2 grudnia 2016

VICHY DERMABLEND Fluid korygujący o przedłużonej trwałości


Podkład to druga skóra, dlatego tak ważne jest, aby był on idealnie dopasowany. Jeżeli jest za jasny, to wyglądamy na chore, jak jest za ciemny, to bardzo postarza oraz widoczna jest nienaturalna granica odcieni pomiędzy twarzą a resztą ciała. Oprócz doboru odpowiedniego koloru ważne też są właściwości podkładu: czy jest trwały, czy robi tzw. efekt maski, czy nawilża, a może matuje? Po kilkunastu latach poszukiwań idealnego fluidu wiem na co zwracać uwagę i już po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, czy produkt ląduje w koszu, czy może sprawdzę jego działanie stosując inną bazę pod podkład lub w bardziej ekstremalnych warunkach. Ten pierwszy raz wiele mówi o kosmetyku, który przecież noszę na co dzień na twarzy. 

 

Od chyba zawsze miałam ochotę na podkład apteczny. Wielokrotnie podchodziłam do zakupu, jednak dość uboga kolorystyka nigdy mi nie pozwalała dokonać odpowiedniego wyboru. Jednak tym razem postanowiłam się przełamać i mimo wszystko wypróbować to, co mnie zawsze interesowało, czyli podkład Vichy Dermablend o przedłużonej trwałości.
 

Fluid korygujący o przedłużonej trwałości jest skierowany do osób, które mają coś do ukrycia, czyli do osób, które chcą zamaskować niedoskonałości, zaczerwieniania, przebarwienia i różne defekty skórne. Ponadto mogą go stosować osoby o różnym typie skóry, także z tą wrażliwą, ponieważ kosmetyk jest hipoalergiczny. Dlatego też go wybrałam.  Niestety nie mam idealnej cery, pełno na niej przebarwień, krostek oraz wyprysków. Nie zawsze też dobrze reaguje na pewne składniki, potrafią mi się robić podskórne bąble, więc jest to dla mnie ważne, aby kosmetyk mnie nie uczulał. Taki też jest podkład Vichy. Działa na cerę bardzo łagodnie.

Konsystencja podkładu jest płynna, tego typu kosmetyki bardzo lubię nakładać gąbeczką typu BeautyBlender. Dzięki temu mogę kontrolować grubość kolejnych warstw. A tutaj jest to dość ważne. Podkład jest bardzo dobrze napigmentowany, a przy tym lekki i już niewielką ilością produktu można pokryć całą twarz. Dodatkowo, aby mieć pod kontrolą miejsca, gdzie te krycie jest potrzebne, za pomocą gąbeczki w łatwy sposób można tam dołożyć kosmetyku.  Zapach jest łagodny, nie przytłacza ani nie drażni. Dlatego też mogę stwierdzić, że aplikacja należy do przyjemnych czynności.
Najbardziej obawiałam się koloru, ponieważ producent dał nam do wyboru tylko cztery odcienie. Ja wybrałam ten najjaśniejszy, czyli 15 Opal, licząc na to, że nie będzie zbyt różowy. Na szczęście okazał się pięknym  beżem z odrobiną żółci, który idealnie stopił się z moją cerą. Świetnie się on rozciera, także na  linii żuchwy i nie widać odcięcia od szyi. 

Podkład szybko zastyga na twarzy. Jego wykończenie bardzo mi się podoba - cera wygląda na zdrową i promienną, nie daje płaskiego matu, lecz lekkie rozświetlenie. Krostki i przebarwienia są świetnie ukryte. Zwróciłam także uwagę na to, czy uwydatnia rozszerzone pory. Nic takiego się nie dzieje, na pierwszy rzut oka wydają się zwężone, czyli fluid ich nie podkreśla.  Skóra jest widocznie gładka. Jest to zapewne osiągnięte dzięki mikrocząsteczkom Soft Focus rozpraszających światło.  Warto też tutaj wspomnieć, że podkład nie wysusza cery, nie podkreśla przesuszonych skórek, ładnie ją nawilża i ten efekt długo się utrzymuje.

Producent obiecuje, że trwałość tego podkładu sięga aż 16 godzin. Niestety u mnie bez żadnych poprawek tak długo nie wytrzymał. Najgorzej zachowuje się w mojej przetłuszczającej strefie T:  po kilku godzinach zaczynam się tam świecić i muszę usuwać nadmiar sebum.  To się dzieje u mnie praktycznie z każdym podkładem, więc mam na to już swój sposób: nanoszę w tej części twarzy bazę matującą, która przedłuża  trwałość podkładu. Natomiast na czole i policzkach, gdzie mam raczej normalny typ cery, podkład zachowuje się bezbłędnie, nie schodzi z czasem, cera wygląda nadal naturalnie, a wszelkie zaczerwienienia są ukryte.
PO LEWEJ: zaaplikowałam tylko podkład Vichy Dermablend; PO PRAWEJ: pełen makijaż

Myślę, że w ogólnym rozrachunku podkład Vichy Dermablend wypadł dobrze. Do codziennego użytku sprawdza się idealnie, ponieważ ładnie prezentuje się na twarzy, cera wygląda na zdrową, posiada wysoki efekt krycia bez efektu maski. Do tego wzbogacony jest o filtr SPF 35, więc chroni przed szkodliwymi promieniami UV.  Można go kupić w aptekach oraz w niektórych sklepach internetowych, średnio kosztuje 70zł.
Czy używałyście już tego fluidu korygującego? Jakie są Wasze wrażenia na jego temat?



Czytaj dalej »

wtorek, 22 listopada 2016

Makijaż w jesiennych kolorach

Dzisiaj mam dla Was dzienny makijaż idealny na jesień. Charakteryzuje się on mocniej podkreślonymi oczami oraz intensywnymi ustami. Kolory, które dominują w tym okresie, to brązy, wrzos, bordo, czerń. Nie można też zapomnieć o złocie.



Jeżeli lubicie takie makijaże, to zapraszam Was na portal faceandlook.pl, gdzie możecie zobaczyć więcej zdjęć oraz listę kosmetyków, których użyłam. KLIK

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

czwartek, 17 listopada 2016

SIGMA Standout Eyes Gel Eye Liner WICKED

Uwielbiam kreski, oczy przyozdobione nimi wyglądają elegancko ale i też uwodzicielsko. Liner i tusz do rzęs to powinien być niezbędnik każdej kobiety. Do tego ujednolicona cera oraz ulubiona pomadka - taki makijaż będzie pasował do każdego. W swoim życiu narysowałam setki, a może i tysiące kresek, doszłam do pewnej precyzji, choć nadal zdarzają się dni, że "nie wychodzi". Ma na to wpływ wiele czynników: produkt, pędzelek oraz ogólne nasze nastawienie. Dlatego ważny jest wybór dobrych i sprawdzonych kosmetyków. W swoich rękach miałam różne mazidła, którymi można pięknie podkreślić oczy: kredki, linery w pisaku, linery w kałamarzu oraz linery w żelu. Najlepiej jednak mi się operuje tymi ostatnimi, czasami sięgnę go pisak, jednak żywotność takich produktów jest niewielka. Natomiast linery w żelu, które zazwyczaj są zamknięte w małych szklanych słoiczkach, starczają na bardzo długo. Ostatnio miałam przyjemność zaznajomić się z linerem firmy SIGMA Standout Eyes Gel Eye Liner w kolorze WICKED. Chciałabym, abyście także się z nim zapoznały, bo jest to produkt wart uwagi. Zapraszam na recenzję.

 


Tak jak napisałam na wstępie, opakowanie linera jest typowe jak dla takiego produktu: zgrabny mały słoiczek a w środku czarna maź. Na wieczku jest holograficzne logo, który mieni się we wszystkich kolorach tęczy. Wszystkie inne informacje znajdują się na papierowym kartoniku.

Liner ma miękką konsystencję i dobrze się go pobiera ze słoiczka. Używam go już drugi miesiąc i nic złego z nim się nie dzieje. Kolor jest bardzo dobrze napigmentowany: piękna, głęboka czerń, która zasycha do matu.  Za jego pomocą można wykonać precyzyjną kreskę, choć bez znaczenia jest tutaj pędzel - osobiście uwielbiam używać skośnych maleńkich pędzelków z włosia syntetycznego. Za jednym pociągnięciem można narysować linie bez prześwitów. 


Przy tego typu produktów ważna jest dla mnie trwałość. Mam opadającą powiekę i zwracam uwagę na czas schnięcia. Niejednokrotnie zdarzało się, że cała kreska mi się odbijała i musiałam poświęcać czas na naprawę makijażu. Nauczyłam się już, że przez "dłuższy czas" muszę mieć "półotwarte" oczy. Jednak z linerem Sigma nie mam już tego problemu. Zasycha on bardzo szybko, już po chwili mogę bezproblemowo mrugać. Może to się wydawać dla niektórych śmieszne, jednak uwierzcie, że w momencie zobaczenia odbitej kreski na powiece, po kilkunastu-minutowym cieniowaniu, nie byłoby Wam do śmiechu. A tak, liner Sigma sprawia, że jestem spokojna i pewna, że nie będzie żadnej wpadki. Co więcej, po wyschnięciu trzyma się powieki aż do demakijażu. Spontaniczne łzawienie, niekontrolowane przetarcie oka ręką  nie jest groźne dla kresek. 


Produktów Sigma niestety nie można kupić stacjonarnie. Jest kilka polskich sklepów internetowych, w których można zakupić niektóre produkty, jednak według oficjalnej strony firmy, współpracują oni ze sklepem www.ladymakeup.pl gdzie jest przeogromny wybór kosmetyków i akcesoriów. Stamtąd także jest dzisiejszy bohater SIGMA Standout Eyes Gel Eye Liner, więc mam 100% pewność, że jest to produkt świeży i oryginalny. Jego cena też nie jest wygórowana, porównywalna do wiodących marek, aktualnie kosztuje 53,99zł, być może dużo, jednak u mnie to jest porządna inwesycja na najbliższy rok, ponieważ jest bardzo wydajny.


Jestem ciekawa, czy używałyście tego linera i jakie macie sposoby na piękne kreski :)

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

piątek, 11 listopada 2016

Makijaż na wieczór: Violet Glow

Przed nami Andrzejki i wiele z nas uda się w najbliższym czasie na całonocną zabawę. Warto wtedy wyglądać nieziemsko. Oprócz kreacji ważną rolę będzie spełniać makijaż, który powinien do nas pasować i podkreślać nasze wszystkie atuty. Ja uwielbiam mieć mocno podkreślone oczy i najlepiej czuję się w takim makijażu.





Początkowo miał to być prosty makijaż w jesiennych kolorach, jednak postanowiłam dodać odrobinę błysku. Idealnie do tego zadania sprawdził się pigment Inglot, który połyskuje na fioletowo, różowo oraz na złoto. Zależnie od bazy, inaczej wygląda na powiece. Wzdłuż górnej linii rzęs czarna kreska jeszcze bardziej podkreśla oczy. Ten efekt można spotęgować przyklejając sztuczne rzęsy, jednak tym razem zrezygnowałam z tego kroku. Nie szalałam także z kolorem na ustach - wybrałam bezpieczny kolor, który nie przyćmi oczu. Świetnie w tej roli sprawdza się pomadka od Kobo Professional. Dzięki temu, że nie odcisnęłam w chusteczkę nadmiaru pomadki, jej wykończenie jest satynowe, a nie matowe.



Lista kosmetyków:

//TWARZ (FACE)//
 - Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base
- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige
- Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
- Kryolan Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Strobing Palette

//BRWI (BROWS)//
 - Inglot AMC Brow Liner Gel 12

//OCZY (EYES)//
- Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- Urban Decay Smoked Eyeshadow Palette: Kinky
- Sigma Nightlife by Camila Coelho Palette: Panache, After Hours, Urbanette, VIP.
- Inglot Pure Pigment Eye Shadow 35
- MakeupGeek Eyeshadow: Mermaid
- Sigma Gel Eye Liner Wicked
-  L'Oreal Volume Million Lashes Noir Feline Mascara

//USTA (LIPS)//
 - Kobo Professional Matte Lips 401 La Madeleine



Co sądzicie o takim makijażu?

Pozdrawiam :)

 
Czytaj dalej »

środa, 2 listopada 2016

Vamp Makeup || Makijaż na jesień

Jesień to czas, kiedy częściej sięgam po ciemniejsze barwy takie jak brąz, czerń, wrzos, intensywny fiolet, bordo. Najczęściej takie kolory noszę na moich powiekach, jednak tym razem zapragnęłam coś innego i przepiękna bordowa pomadka zagościła na moich ustach. 


 
 

Jednak nie byłabym sobą, gdyby nie dodała na powieki odrobinę błyszczącego koloru. Po standardowym wycieniowaniu powieki brązem oraz czernią, na środkową i wewnętrzną część powieki nałożyłam pięknie mieniący się złotawy beż. Dopełnieniem całego looku jest wyrazista kreska wzdłuż górnej linii rzęs. Makijaż jak najbardziej wpisuje się w jesienne trendy.

 


Lista kosmetyków:

// TWARZ (FACE)//
- Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base
- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige
- Catrice Liquid Camouflage 010 Porcelain
- Kryolan Concealer Circle No.2
- Kryolan Fixing Powder P1
- Kobo Professional Face Strobing Palette

//BRWI (BROWS)//
- Inglot AMC Brow Liner Gel 12

// OCZY (EYES)//
- Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- Urban Decay Smoked Eyeshadow Palette: Kinky
- Sigma Nightlife by Camila Coelho Palette: Bijou, 4 Star, Panache, After Hours, Leather Pants
- Sigma Gel Eye Liner Wicked
-  L'Oreal Volume Million Lashes Noir Feline Mascara

//USTA (LIPS)//
- Kobo Professional Matte Lips 412 Vamp



 



Co myślicie o takim makijażu?

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

czwartek, 27 października 2016

Innowacyjne spojrzenie na oczyszczanie twarzy- Rękawica GLOV On-The-Go

Do tej pory do demakijażu używałam różnych produktów: mleczek, mydeł, pianek, płynów micelarnych, olejów. Nie zawsze było idealnie, czasami miałam reakcję uczuleniową lub po prostu wyskakiwały mi niedoskonałości. Najlepiej u mnie sprawdzają się naturalne kosmetyki o prostych i krótkich składach, na które moja skóra bardzo dobrze reaguje. Jednak czasami lubię wypróbować coś nowatorskiego. Taka też jest rękawica GLOV On-The-Go, która mnie bardzo zaintrygowała. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak mógłby wyglądać demakijaż za pomocą samej wody i kawałka "ściereczki". No dobra, wyobrażałam to sobie w następujący sposób: podkład rozmazany, tusz rozmazany i ciągnący się po twarzy; ja purpurowa ze złości sięgająca po sprawdzone kosmetyki... Myślicie, że tak było? 

 


Na początku należałoby napisać czym jest rękawica GLOV On-The-Go. Rękawica została stworzona przez dwie Polki Monikę i Ewę, które miały dość rutynowej codziennej czynności, jaką jest demakijaż. Dzięki swoim badaniom uzyskały włókna GLOV, które są 30 razy cieńsze od włókien bawełny i do 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa. Mają one też specjalny kształt rozgwiazdy, który jest kluczowy przy docieraniu do wszelkich zanieczyszczeń na skórze. Czary zaczynają się dziać po zmoczeniu włókien, wtedy uaktywniają się ich elektrostatyczne właściwości, tzn działają na makijaż jak magnez, który przyciąga wszelkie zabrudzenia. Mikro włókna docierają do każdego zakamarka naszej skóry i wyciągają wszystkie zanieczyszczenia łącznie z nadmiarem sebum. Dzięki temu skóra jest świetnie oczyszczona, krążenie jest pobudzone, wykonany jest lekki peeling.


Muszę przyznać, że rękawica jest bardzo miękka w dotyku. Jest raczej małych rozmiarów, z trudnością w środku mieści się cała dłoń. Po zmoczeniu jej wodą, robi się lekko lepiąca i cięższa. Producent zaleca, aby najpierw zmywać makijaż oczu. Byłam bardzo zaskoczona, jak poradził sobie z moim tuszem Loreal Volume Million Lashes Feline, który mam nieraz problem zmyć mleczkiem czy płynem micelarnym. Po kilku okrążeniach nie było po nim śladu na rzęsach. Jeszcze szybciej radzi sobie z cieniami. Z eyelinerami jest natomiast różnie, wszystko jest zależne od produktu i jego wodoodporności. Ostatecznie można sobie z nimi poradzić, może to po prostu dłużej trwać.  Gdy mam już oczy zmyte, to przechodzę do demakijażu twarzy. Bezproblemowo radzi sobie z podkładami Revlon Colorstay, które ciężko jest usunąć np. z pędzli. 

Po pierwszym użyciu z niedowierzaniem patrzyłam w lustro. Aby sprawdzić, czy rękawica domyła wszystko - przejechałam po cerze płatkiem z płynem micelarnym i nie znalazłam na nim ani grama podkładu. Rękawica naprawdę radzi sobie z całym makijażem i czuć, że skóra jest czysta, po kilku dniach staje się gładsza.  Produkt jest antyalergiczny i można go stosować do każdego typu cery, nawet tej wrażliwej. Samo użytkowanie jest bardzo przyjemne i szybkie, a skórę świetnie przygotowuje pod dalsze czynności upiększające. Po takim bezproblemowym demakijażu myję twarz łagodnym mydełkiem oraz sięgam po tonik i krem. Przyznać muszę, że moja cera bardzo pokochała ten wieczorny rytuał.


Warto pamiętać, że rękawicę GLOV można stosować wszędzie, bardzo się przyda przy częstych jednodniowych wyjazdach, gdy chcemy się odświeżyć, jednak nie mamy ochoty targać ze sobą dodatkowych kosmetyków. Myślę też, że aktywne kobiety pokochają ten sposób demakijażu. Ile razy chciałaś iść od razu po pracy na basen lub siłownię i rezygnowałaś, ponieważ nie miałaś nic przy sobie, co mogłoby zmyć makijaż? Teraz wystarczy zapakować do torby rękawicę, która bardzo szybko pozbędzie się podkładu, a także usunie zanieczyszczenia po wysiłku.  

Rękawicę należy przeprać po każdorazowym użyciu. Stosuję do tego mydełka "Biały Jeleń". Obawiałam się, że będę mieć problem ze zmyciem z niej resztek podkładu RC (jak to ma miejsce przy gąbkach BB), jednak nic takiego się nie działo. Włókna bardzo szybko stają się czyste, a rękawica jest gotowa do zawieszenia i wyschnięcia, o czym trzeba zawsze pamiętać. 

Według producenta rękawicę  można używać przez trzy miesiące, przez ten czas bakterie się nie namnażają i  jest ona bezpieczna dla skóry. Koszt takiego cuda wynosi 39zł i można ją zakupić w popularnych drogeriach np w Drogeriach Natura. Ja osobiście jestem zadowolona z produktu i polecam Wam wypróbowanie takiego sposobu na demakijaż.


Jestem ciekawa co sądzicie o tym produkcie. A może jesteście wiernymi użytkowniczkami rękawicy GLOV On-The-Go?


Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

poniedziałek, 24 października 2016

Kosmetyki do podkreślania policzków My Secret

Bardzo lubię wszelkie kosmetyki do konturowania i rozświetlania, ponieważ za pomocą kilku pociągnięć pędzla można całkowicie odmienić swoją twarz. Dla mnie są to niezbędne kosmetyki przy każdym makijażu. Nawet jak się śpieszę i mam te przysłowiowe 5 minut, aby się wyszykować, to nigdy nie omijam podkreślenia policzków. Mogę nie używać cieni, nawet tusz schodzi na dalszy plan, natomiast bronzer i róż to podstawa. Ostatnio otrzymałam nowe kosmetyki marki My Secret i zobaczcie jak się prezentują i oczywiście co o nich  sądzę.



My Secret Face Matt Powder

 


Zacznę od kosmetyku, w stosunku do którego mam mieszane uczucia. Puder ma formę wypiekaną, jest dobrze zbity, nie pyli się. Jest w jasnym kolorze i bardzo dobrze dopasowuje się do koloru cery czy podkładu. Efekt, jaki można uzyskać za jego pomocą to naturalny mat, który prezentuje się całkiem nieźle, jednak nie jest zbyt trwały. Po kilku godzinach świecę się w strefie T i muszę nanieść poprawki. Dlatego też na dłuższe wyjścia rezygnuję z niego. Kosmetyk nie zatyka porów ani ich nie uwidacznia, nie wysusza cery i nie podkreśla suchych skórek. Myślę, że się sprawdzi u dziewczyn, które nie mają zbyt dużego problemu z przetłuszczającą się skórą.


 

 

My Secret Face'N'Body Bronzing Powder

 


Bronzer jest w formie wypiekanej. Kolor jest bardzo ładny, można stopniować jego intensywność nakładając kilka warstw. Niestety nie jest matowy, dlatego też nie nadaje się do konturowania, używam go do przyciemnienia policzków. Dobrze się go nanosi, ponieważ nie pyli się, długo utrzymuje się na skórze, nie ściera się z niej samoistnie. Można go nakładać na całą skórę, wtedy daje delikatne rozświetlenie, nie ma nachalnych drobinek, nadaje skórze "satynowy blask". 


 

 

My Secret Bronze'N'Blush Contouring Palette

 


Na koniec zostawiłam perełkę. Paletka do konturowania ma w sobie wszystko co potrzebne dla mojej jasnej cery. Odcień broznera nie jest za żółty, raczej chłodny, oczywiście wykończenie ma matowe. Lekko się pyli przy nakładaniu, ale wystarczy pamiętać o strzepaniu nadmiaru kosmetyku z pędzla. Natomiast róż jest w ładnym neutralnym kolorze, który pięknie ożywia twarz, wygląda ona bardzo naturalnie.. Jest dobrze napigmentowany i trzeba uważać przy jego aplikacji, aby nie zrobić sobie krzywdy. Warto tutaj chwilę zatrzymać się przy opakowaniu, ponieważ zastosowano fajne rozwiązanie, które do tej pory nie spotkałam w kosmetykach MySecret: półkola z kosmetykami można wyciągnąć i przełożyć do innej paletki magnetycznej. 



W tym makijażu użyłam powyższych trzech kosmetyków, prezentują się na skórze bardzo delikatnie. 



Gdybyście miały ochotę na któryś z tych kosmetyków, to znajdziecie je w Drogeriach Natura.

Pozdrawiam :)






Czytaj dalej »

sobota, 15 października 2016

Niezbędnik przy malowaniu paznokci - preparat przyśpieszający wysychanie lakieru Herome

Jako chyba jedna z nielicznych osób jeszcze nie przeszłam na hybrydy. Zatem problem wiecznie schnącego lakieru nadal mnie dotyczy. Do niedawna myślałam, że wysuszacze nie są mi niezbędne do życia - wystarczy odpowiednio długo poczekać, aż lakier przeschnie. Jednak zazwyczaj to było dużo za długo, często nakładają mi się grubsze warstwy a co za tym idzie, lakier potrzebował więcej czasu. Dlatego też malowanie paznokci zawsze pozostawiałam na wieczór - ulubiony serial lub urodowe filmiki na youtube wynagradzały mi czas oczekiwania. W ciągu dnia rzadko kiedy decydowałam się na malowanie, chyba że wiedziałam, że mam co najmniej 2 godziny spokoju. W innym wypadku zawsze gdzieś dotknęłam paznokciem, musiałam coś zrobić itp. Czy wysuszacz lakieru Herome Rapid Nail Dry zmienił moje podejście do tego tematu?

 



Tego typu preparaty najczęściej mają formę bezbarwnego lakieru lub kropelek. Zdziwiłam się, że Herome Rapid Nail Dry ma formę mgiełki, którą należy rozpylić na paznokcie. Jeden tzw. 'psik' wystarcza na jedną dłoń. Pojemność produktu jest duża - 75 ml wystarczy na wiele aplikacji. Zapach jest znośny, nie wyczuwam tam nut charakterystycznych dla lakierów czy zmywaczy. Ma też taką tłustawą konsystencję, jednak nie wpływa znacząco na skórki.



Przyśpieszacz wysychania lakieru stosuję po pomalowaniu paznokci. Po jego aplikacji odczekuję kilka minut, aby mógł przeschnąć i zacząć działać. Lakier jest wysuszony i utwardzony, jedynie w miejscach, gdzie nałożyłam grubszą warstwę emalii, co mi często się zdarza, muszę dłużej poczekać. Ale na to też znalazłam sposób. Po nałożeniu pierwszej warstwy spryskuję paznokcie i czekam kilka minut. Następnie idę umyć ręce z tłustawej mgiełki (z lakierem nic się nie dzieje), porządnie je wysuszam i nakładam drugą warstwę lakieru. Powtarzam proces i po kilkunastu minutach mam dobrze wyschnięty lakier i mogę wrócić do swoich zajęć. Warto tutaj też zauważyć, że lakier nie matowieje pod wpływem wysuszacza, wręcz przeciwnie - ładnie się błyszczy. Nie ma także wpływu na trwałość lakieru -  maluję paznokcie średnio co trzy dni.


Herome Rapid Nail Dry zmienił moje paznokciowe rytuały. Dzięki niemu mogę malować paznokcie wtedy, kiedy tego chcę, a nie wtedy, kiedy 'łaskawie' mogę. Wystarcza mi na to kilkanaście minut i wiem, że z lakierem nic się nie będzie działo. Kosmetyk nie należy do tych drogich - kosztuje 32 zł w sklepie bodyland.pl, a duża pojemność pozwala na wielomiesięczne jego użytkowanie. 

Stosujecie takie preparaty, czy może wolicie trwałość i niezawodność hybryd?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

czwartek, 6 października 2016

Jesienne beże

Dzisiaj pokażę Wam trzy lakiery w ładnych kolorach, które zamiennie noszę od kilku tygodni. Często je także łączę ze sobą, ponieważ nie mogę się zdecydować, na który odcień akurat w danej chwili mam ochotę. Bardzo lubię lakiery My Secret, cenię je za intensywność koloru oraz trwałość. Wiem, że na nich się nie zawiodę.

 


274 DESERT BLOOM to jasny beż, który bardzo ładnie prezentuje się na paznokciach. Dłonie wyglądają bardzo klasycznie i dzięki temu kolor pasuje do każdej stylizacji i można z powodzeniem używać go przy każdej okazji. Dla osób, które np ze względu na pracę nie mogą sobie pozwolić na szaleństwa, na pewno przypadnie on do gustu.

275 PEACH SORBET to kolejny kolor, który będzie pasował do wszystkiego. Jasna brzoskwinka z powodzeniem się sprawdzi na wieczornych wyjściach ale także w pracy. Jego połysk jest bardzo wysoki, dzięki temu paznokcie prezentują się świetnie.

277 COFFEE LIQUER, brąz wpadający lekko w fiolet nie każdemu będzie pasował. Nie lubię nosić go solo, jednak jest świetnym urozmaiceniem dla wcześniej wspomnianego beżu i brzoskwini.



Lakiery My Secret, moim zdaniem, są bardzo dobre jakościowo. Bardzo łatwo się je aplikuje, są dobrze napigmentowane. Trwałość u mnie to ok trzy dni, więc jest nawet nieźle. O schnięciu tych trzech egzemplarzy zbyt wiele powiedzieć nie mogę, ponieważ po pomalowaniu paznokci traktuję je wysuszaczem (o którym niedługo napiszę, bo jest świetny!). Jedynie przyczepię się do tego, że bardzo szybko po otwarciu gęstnieje. 

Co sądzicie o takim jesiennym mani?

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...