czwartek, 31 maja 2018

BORDOWE CUT CREASE || MAKIJAŻ

6

Witajcie! Jak Wam mija czas? U mnie od kilku dni jest bardzo upalnie, nie narzekam, cieszę się z tego, choć niekiedy ciężko jest wytrzymać. Uwielbiam się wylegiwać na tarasie i to ostatnio robię. Na szczęście znalazłam też czas na makijaż, choć upał nie sprzyja takim zabawom. 

 


Miałam ochotę na bordowe cienie, które na sobie lubię. Postanowiłam też mocno rozjaśnić wewnętrzne kąciki i wyszło coś w stylu 'cut crease'. Cienie pochodzą z mojej ulubionej palety MorpheBrushes & Jaclyn Hill,  nakładałam je bez bazy, na gołą powiekę. To pokazuje, jak świetnej są jakości i jak dobrze są napigmentowane. Praca z nimi jest rewelacyjna.



Lista kosmetyków:
//TWARZ (FACE)//
- Revlon Colrostay 180
- Catrice Liquid Camouflage 020
- Laura Mercier Loose Setting Powder Translucent
- Kobo Professional Matte Blush Palette
- The Balm Bahama Mama
- My Secret Face Illuminator Powder  Disco Ball
//BRWI (BROWS)//
- Anastasia Beverly Hills Dipbrow Pomade Taupe
 //OCZY (EYES)//
- MorpheBrushes & Jaclyn Hill Palette
- Sigma Beauty Gel Eye Liner Wicked
- Lancome Hypnose Mascara
//USTA (LIPS)//
- ochronna pomadka


Jestem ciekawa, co sądzicie o takim makijażu, podoba się?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 14 maja 2018

MY SECRET DISCO BALL HIGHLIGHTER

13

Uwielbiam rozświetlacze My Secret. Pięknie podkreślają kości policzkowe, odświeżają look, a przy tym nie są nachalne i nie iskrzą się milionem brokatowych drobinek. Do tego są mega wydajne i tanie, bo kosztują około 15zł, a w promocji to nawet około 10zł. Nie uszczuplając zasobności portfela można wyglądać jak "Milion Dolarów". Dwójka Face Illuminator Powder Princess Dream oraz Sparkling Beige u mnie bardzo dobrze się spisuje, ostatnio pojawił się ich młodszy brak Disco Ball i dzisiaj na nim skupię swoją uwagę.


Może Ciebie zainteresuje:





Opakowanie rozświetlaczy jest proste, ale bardzo funkcjonalne. Jest ono wykonane z mocnego plastiku, po miesiącach użytkowania nic się nie wyłamało, zatrzask jest mocny, spokojnie rozświetlacz można wrzucić do torebki nie martwiąc się, że się otworzy. 



Chłodny beżowy kolor rozświetlacza pięknie wygląda na twarzy. Efekt można stopniować, jedna warstwa daje delikatny rozświetlenie, subtelny błysk idealny na dzień, kolejne tworzą na rozświetlonych częściach piękną taflę bez drobinek, przy której nie można przejść obojętnie. Dobrze się go nakłada pędzlem, gąbeczką czy palcem - za każdym razem wygląda świetnie. Konsystencja jest lekko wilgotna, ale nie tak mocno jak w starej wersji Princess Dream i lepiej się go nakłada niż suchy Sparkling Beige. Nie pyli podczas nabierania go pędzlem, nie zauważyłam, żeby rozświetlające drobinki były widoczne, po roztarciu wygląda fenomenalnie. Dla mnie ważna też jest trwałość produktu na skórze, ani razu nie miałam z nim problemu, nie przemieszczał się, ani z czasem się nie ścierał.



Princess Dream pokochałam, jednak był dla mnie odrobinę za ciepły, gdy zeszła opalenizna z twarzy. Natomiast kolory Sparkling Beige i Disco Ball są identyczne, dla mnie idealne zimą i wiosną. Jednak Disco Ball ostatnio zawładnął moim makijażem - jest to moim zdaniem ulepszona wersja Sparkling Beige, ten sam kolor jednak formuła bardziej mokra i efekt mocniejszy. 

Poniżej możecie zobaczyć jak rozświeltacze My Secret prezentują się na skórze. Na pierwszym zdjęciu kosmetyki zostały delikatnie naniesione pędzlem. Na drugim zdjęciu nałożone palcami. Od lewej: Princess Dream, Sparkling Beige, Disco Ball.



My Secret robią furorę. Nie dziwię się, sama je uwielbiam i nie mam potrzeby rozglądać się za niczym innym. Będę ich używała jeszcze przez wiele lat, ponieważ są bardzo wydajne. I spełniają moje oczekiwania. Warto je mieć w swojej kosmetyczce.



Jesteście posiadaczkami któregoś z tych rozświetlaczy? A może inny produkt skradł Wasze serca?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 7 maja 2018

SHINYBOX & NATURA KWIECIEŃ - SPRING TIME

0

Kolejny miesiąc za nami, więc pojawiam się z opisem zawartości kwietniowego pudełka ShinyBox, który powstał we współpracy z Drogerią Natura. Jeżeli chcecie zobaczyć co jest w środku oraz co myślę na temat pudełka oraz samych kosmetyków, zapraszam na dalszą część postu.




NAOBAY  SZAMPON VITALITY & SHINE TRAVEL SET

 


Szampon z chęcią zużyję, może nie teraz, myślę że przy jakimś dłuższym wyjeździe. Podoba mi się, że jest on organiczny i wegański oraz opatrzony certyfikatem ECOCERT. Bardzo świeżo pachnie, więc na pewno mile spędzę z nim czas. Producent obiecuje, że szampon przywraca witalność i blask włosów, pozostawi je delikatne, lśniące i silne. Kosmetyki Naobay bardzo lubię, więc jestem pewna, że tym razem też się nie rozczaruję.



KOBO PROFESSIONAL FASHION COLOR & CARE LIPSTICK 

 


Pomadka jak najbardziej dla mnie, kolor trafiony w dziesiątkę, bo 202 Natural. Tylko, że już ją mam i z chęcią po nią sięgam. Jest to dobry produkt, z tym egzemplarzem nie wiem co zrobię, komuś podaruję. Tutaj możecie zobaczyć jak wygląda na ustach, świetnie się u mnie sprawdza na dzień jak i na wieczór. 



SILCARE LAKIER HYBRYDOWY COLOR IT

 


Po raz pierwszy w pudełku pojawił się lakier hybrydowy. Hurraa. Wiem, że nie każdemu to pasuje, bo nie wszyscy samodzielnie w zaciszu domowym nakładają hybrydy, jednak mnie to cieszy, bo niedawno sama zaczęłam tę przygodę. Kolor, który znalazłam w pudełku to 1110, czy piękna neonowa czerwień wpadająca w pomarańcz. Na wiosnę i lato będzie w sam raz. 



BEAUTE MARRAKECH NATURALNA WODA RÓŻANA TRAVEL SET

 


Jest to kolejny produkt tzw travel set, czyli w pomniejszonej pojemności, który idealnie zmieści się do torebki. Wodę różaną uwielbiam stosować w lecie, daje uczucie odświeżenia w upały. Lubię też stosować ją zamiast tonika, bo ma właściwości tonizujące, łagodzące i regenerujące. Kosmetyk u mnie się nie zmarnuje.



BLOC OCHRONNA POMADKA DO UST LIP PROTECTION SPF 15

 


Cieszę, się, że akurat pomadka trafiła do mojego pudełka, bo był to produkt wymienny z tuszem do rzęs. Jest to kosmetyk w sam raz na wiosnę i lato, kiedy to należy sięgać po filtry przeciwsłoneczne. Pomadkę bardzo ładnie się rozprowadza po ustach, sunie po nich gładko. Jest bezbarwna i nie daje żadnego smaku. Silnie nawilża usta i je chroni przed szkodliwymi promieniami.



7TH HEAVEN MASKA DO TWARZY PŁACHTOWA

 


Maski w płachcie są teraz na topie, także ja je lubię. Podoba mi się, że te maseczki są wykonane z naturalnych składników. Mi się trafiła błotna maska nailżająca z materiału bambusowego i nie mogę się doczekać, kiedy ją użyję, ponieważ oczyści skórę i odblokuje pory. 



SMART FOOD BATON Z ŻURAWINĄ I MALINAMI, W POLEWIE JAGODOWEJ

 


Hmm... już sam opis jest przepyszny. Lubię takie niespodzianki w boxach, jednak powinno to być traktowane jako dodatek a nie produkt pełnowymiarowy. Baton idealnie sprawdził się jako przekąska, był smaczny.


Na koniec, w pudełku znalazłam próbkę Biały Jeleń Aksamitna Kuracja do pielęgnacji twarzy. Krem zużyję, wystarczy może na dwie aplikacje.




Powiem szczerze, mam mieszane uczucia. Przede wszystkim jestem odrobinę rozczarowana. Wiedząc, że pudełko zostało stworzone przy współpracy z Drogerią Natura miałam w głowie jej zawartość. Uwielbiam kosmetyki marek własnych Drogerii: Kobo Professional, MySecret oraz Sensique, które powstają we współpracy ze świetnym makijażystą Danielem Sobieśniewskim. Stworzył on naprawdę wiele perełek, które kosztują niewiele. Co chwilę też wychodzą nowości, które zachwycają. Niestety, w pudełku znalazłam tylko jeden kosmetyk Kobo, który już mam. Resztę kosmetyków można znaleźć w wielu drogeriach. Jeżeli jest to kolejny box zamówiony w subskrypcji, to trafi się szampon Naobay. Z drugiej strony jestem zadowolona, bo są to kosmetyki, które z chęcią użyję, widać, że są przemyślane i świetnie się sprawdzą wiosną i latem. Jednak one nie rzucają na kolana. Brakuje mi kosmetyku petardy, gdzie po otworzeniu wieczka mówię WOW. A w kwietniu przeszłam obok tego pudełka bez większych emocji. A jakie są Wasze odczucia?


Pozdrawiam :)







Czytaj dalej »

piątek, 4 maja 2018

Lakiery hybrydowe TNS - Tanie i dobre?

9

Swoją przygodę z hybrydami zaczęłam stosunkowo niedawno, bo od stycznia. Nie uważam się za znawcę w tym temacie, jeszcze wiele nauki przede mną. Jednak od czasu do czasu będę się dzieliła z Wami moimi wrażeniami, pokażę Wam kilka ciekawych kolekcji. Na początek zdecydowałam się napisać parę słów o marce TNS i ich lakierach, ponieważ gdy ja szukałam opinii o tych produktach, to zbyt wiele nie znalazłam. Jeżeli jesteście ciekawe, czy tanie produkty do paznokci są warte jakiegokolwiek zainteresowania, zapraszam do dalszej części postu.







Raczej staram się kupować lakiery hybrydowe droższych marek, upodobałam sobie NeoNail, w mojej mieścinie są aż dwa sklepy, gdzie mogę na żywo pooglądać kolory, nowości pojawiają się bardzo szybko. Cenowo jest tak samo jak w sklepach internetowych, nawet pojawiają się ciekawe promocje. Nie miałam zamiaru tej miłości przerywać. Na markę TNS trafiłam przypadkowo - wyświetlił mi się link sponsorowany na Facebooku do drogerii paatal.pl. I zainteresowały mnie ceny.... Akurat była promocja: 4,90zł za jeden lakier. Stwierdziłam, że nie stracę zbyt wiele i jak okażą się beznadziejne to je po prostu wywalę. Ostatecznie skusiłam się na 6 kolorów lakierów TNS (i oczywiście masę innych produktów, które bardzo mi były w tym momencie potrzebne).

Kolekcja lakierów TNS to 120 buteleczek do wyboru. Można znaleźć kolory o różnym wykończeniu. Ja zdecydowałam się przede wszystkim na wiosenne odcienie:
54 - jasny, lawendowy fiolet,
55- piękna fuksja, która od razu wpadła mi w oko,
67 - delikatny błękit,
115 - jasny szary odcień, na który chorowałam już od dłuższego czasu,
002- czysta biel, podoba mi się on w połączeniu z innymi kolorami, ładnie wygląda w różnego rodzaju stylizacjach,
104 - ciemny fiolet, który jako jedyny ma w sobie drobinki.

Wszystkie kolory nakładałam na bazę NeoNail, top oczywiście też był z tej firmy. Sama aplikacja nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, ponieważ mam jako takie doświadczenie w nakładaniu lakierów. Jednak pewne aspekty trzeba wziąć pod uwagę. Pędzelek jest dość szeroki i przy wąskich płytkach trzeba uważać. Także rzadka konsystencja lakieru może przysporzyć kłopotu, ponieważ gdy zbyt wiele produktu naniesiemy na paznokieć, to rozleje się po skórkach. Lakiery TNS trzeba nakładać cienkimi warstwami.



Pigmentacja lakierów TNS jest dla mnie dobra - zawsze nakładam dwie warstwy i to w zupełności wystarcza, aby paznokcie ładnie się prezentowały. Obawiałam się trochę bieli, bo z tym kolorem jest różnie, jednak tutaj też wystarczyły dwie warstwy. Trwałość dla mnie rewelacja. Wiem, że dużą tutaj odgrywa rolę fakt, że używałam porządnej bazy oraz topu, ale piszę jak jest. Z paznokciami nic się nie działo, kolor nie matowiał, aż do ściągnięcia spisywały się bez zarzutu. Usuwanie hybryd też nie spowodowało większych palpitacji serca, jak zazwyczaj - nadal jest to upierdliwa czynność, której nie lubię.

Używałam już wszystkich kolorów, jednak nie wszystkie udało mi się uchwycić na zdjęciach. Do pierwszego mani użyłam dwóch kolorów hybryd TNS: szarości 115 oraz bieli 002. Na palcu wskazującym znajduje się lakier NeoNail Lavender Morning. Przy okazji możecie zobaczyć jak lakiery się prezentują po 10 dniach od aplikacji - nic się z nimi nie działo i wyglądają nadal tak dobrze, jak na samym początku.


W kolejnym mani inspirowałam się kolorami bzu. Tutaj użyłam jasnego fioletu 54 oraz fuksji 55. Na małym palcu ponownie lakier NeoNail Lavender Morning. Zdjęcie zostało zrobione dzień po aplikacji lakierów.



Jestem zadowolona z lakierów hybrydowych TNS. Spełniły moje oczekiwania, a ich cena jest bardzo kusząca. Myślę, że jeszcze nie jedna buteleczka trafi w moje łapki. Pigmentacja, trwałość, aplikacja jest na wysokim poziomie. Do wykonywania mani w zaciszu domowym jak najbardziej mi wystarczają.

A co Wy sądzicie na temat tych lakierów? Miałyście z nimi kiedyś do czynienia? Który kolor Wam najbardziej się spodobał?

Pozdrawiam :)







Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia