Mam swojego podkładowego ulubieńca, jednak od czasu do czasu robię skok w bok, aby spróbować czegoś innego. Tak też było ostatnio. Podkład kryjący Pierre Rene Skin Balance Cover już od dawna chciałam mieć i zobaczyć, czy spisze się tak samo wyśmienicie jak u innych. Po początkowej ekscytacji, przyszedł jednak czas na rozczarowanie. Jesteście ciekawe dlaczego?
Opakowanie podkładu Pierre Rene Skin Balance prezentuje się bardzo ładnie. Ułatwieniem w aplikacji jest pompka, która działa bez zarzutu, nie zacina się. Dodatkowo zapach bardzo uprzyjemnia wykonywanie makijażu, jest słodki, jednak niezbyt ciężki. Sam podkład ma lekką konsystencję, mimo tego jest bardzo dobrze napigmentowany i co za tym idzie, świetnie kryje. Wykończenie ma matowe, choć jest to taki zdrowy mat i na buzi wygląda dość naturalnie. Nie podkreśla suchych skórek czy włosków. Dobrze sobie radził z moimi tłustymi partiami twarzy, utrzymywał się tam nawet dłużej niż Revlon Colorstay, a przy tym nawilżał suche obszary. Nakładałam go różnymi sposobami. Najlepiej się prezentował, gdy używałam BeautyBlendera, natomiast za pomocą pędzli robiło się bardzo dużo smug. Podkład posiada cechy wodoodpornego kosmetyku, nie straszny był mu deszcz czy łzy.
Wydawało mi się, że mam bardzo jasną cerę, więc wybrałam najjaśniejszy odcień 20 Champagne. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazał się za jasny. Kupowałam go późnym latem, więc moja cera miała prawo być lekko opalona (choć staram się nie wystawiać się na słońce). Postanowiłam, że sięgnę po niego na początku zimy. Ten podkład jest jaśniejszy od Revlon Colorstay 150 Buff. Co więcej, ma w sobie różowe tony, za którymi nie przepadam. Nie czułam się w tym podkładzie zbyt korzystnie, choć cera wyglądała bardzo fajnie. Dlatego też używałam go albo mieszając z ciemniejszymi RS, albo na wybrane partie twarzy. Początkowo było wszystko w porządku, jednak po pewnym czasie zaczęły mi wyskakiwać strasznie bolące, ropne wypryski. Odstawiłam go bardzo szybko i jeszcze przez dłuższy czas musiałam zaleczać cerę, co oczywiście trwało dłużej niż jego używanie. Niestety, u mnie spowodował nawrót trądziku.
Gdyby nie to, że spowodował u mnie wypryski, pewnie zużyłabym go do końca i może spróbowała innego koloru. Dbam o swoją cerę, jest ona problematyczna i muszę uważać na to co stosuję. Gdy już miałam ją w dobrym stanie, to jeden kosmetyk wszystko zaprzepaścił. Do tej pory doprowadzam skórę do porządku, a minęło już trochę czasu, odkąd sięgnęłam po ten podkład.
Jeżeli macie problematyczną cerę, to uważajcie. Jednak jest cała rzesza kobiet, która ubóstwia ten podkład. U mnie nie zadziałał, jednak nie przekreśla to faktu, że u Was może zrobić wiele dobrego.
Jestem ciekawa Waszego zdania na temat podkładu Pierre Rene. Używałyście go? Jak u Was się spisywał?
Pozdrawiam:)




