Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laura Mercier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laura Mercier. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 października 2017

Laura Mercier Translucent Loose Setting Powder - czy jest wart swojej ceny?

12

Puder transparentny od Laura Mercier to produkt kultowy i prawie każda kosmetykomaniaczka go ma albo chce mieć. U mnie to inaczej było. Raczej jestem odporna na wszelkie ochy i achy instagramowe, fajnie jest mieć dużo kosmetyków wysokopółkowych, ale ja zawsze na to patrzę praktycznie - przecież mam już tyle różnych kosmetyków, które tylko czekają, aby je zużyć, więc po co mi następny. I tak sobie tkwiłam w tym swoim przekonaniu, aż trafiła mi się super promocja. Nie, nie w Douglasie, a na Strawberrynet. Nie dość że był tańszy niż w większości sklepów, to jeszcze miałam prawie 28% zniżki. A że od czasu do czasu lubię sobie coś ekstra sprawić, na takie cele specjalnie odkładam po parę złotych i gdy zbierze mi się większa sumka, to szaleję. Nie obciąża to jakoś bardzo budżetu domowego, a ja jestem zadowolona i rozpieszczona. Laura Mercier Translucent Loose Setting Powder kosztowała mnie niecałe 120zł, czyli przy cenie regularnej 210zł to aż żal było nie brać. Poza tym, gdzieś tam głęboko byłam ciekawa, o co jest tak wiele szumu. Musiałam to sprawdzić. 




Puder przyszedł do mnie w oryginalnym kartonowym opakowaniu. Wygląd plastikowego pudełeczka nie jest jakoś bardzo szykowny. Ot, prosty pojemniczek z odkręcanym wieczkiem, w środku znajduje się sitko, które początkowo było zaklejone taśmą. To co mi brakuje, to puszek, lub zamykane sitko, ponieważ na wyjazdach puder bardzo migruje. Jak na taką cenę regularną, oczekiwałam czegoś lepszego.



Puder jest bardzo dobrze zmielony, ma w opakowaniu żółtawy odcień, jednak na skórze jest całkowicie transparentny. Używałam go także na ciemniejszych odcieniach skóry i bardzo ładnie stapiał się z kolorem, nie zostawiał białych plam. Wykończenie pudru jest matowe, choć nie takie płaskie, ale też nie satynowe. Niewielka ilość wystarcza na oprószenie całej twarzy, choć ja lubię stosować "baking" pod oczami i na skrzydełkach nosa. Bardzo dobrze współgra z wieloma podkładami: Revlon, Double Wear, Clarins, MAP, L'oreal. 



Bardzo podoba mi się efekt, który można uzyskać za jego pomocą na twarzy. Po pierwsze, świetnie utrwala korektor pod oczami. Podkład potrafił cały spłynąć, a pod oczami wszystko było tak, jak zaraz po aplikacji kosmetyków. Po drugie, skóra wygląda na wygładzoną, taka też jest w dotyku. Za pierwszym razem ciągle się głaskałam po policzkach, byłam pod ogromnym wrażeniem. I moje pory na policzkach są jakby mniej widoczne. Magia? Po trzecie, cera wygląda bardzo świeżo - nie jest zszarzała, nawet po ciężkim dniu czy nocy. Po czwarte, zauważyłam większą trwałość całego makijażu. Dłużej moja cera wygląda ładnie, bez wydzielającego się sebum w strefie T. Niestety u mnie zawsze podkład samoczynnie się ściera z brody i ze skrzydełek nosa, natomiast z pudrem Laura Mercier kosmetyki dłużej tkwią na swoim miejscu. No i ostatni plus - wydajność. Myślę, że spokojnie puder starczy mi na 8-9 miesięcy. Używam go od czerwca, czyli już ponad 4 miesiące i wydaje mi się, że dopiero wykorzystałam połowę. Te 29g starczy na bardzo długo. 



Czy warto kupić puder za 210zł? Niekoniecznie, bo zawsze można zainwestować w coś innego, tańszego, o podobnym działaniu. Czy warto kupić Laurę w promocji? Jak najbardziej! A nawet jeżeli nie traficie na żadne zniżki, to sobie policzcie, czy warto w niego inwestować. Puder wytrzyma u Was minimum 6 miesięcy, czyli 210:6 to wychodzi 35zł na miesiąc. A to tak naprawdę jeden wieczór w barze. Zawsze można też, tak jak ja, odkładać kasę na swoje widzimisię. Bo ja wad, oprócz ceny, w tym kosmetyku nie widzę, choć nie wiem, czy będę się za nim ponownie rozglądała. Ostatnio kusi mnie puder od Estee Lauder, który jest ponoć lepszy od Laura Mercier. Jeżeli jesteście posiadaczkami tego kosmetyku, podzielcie się swoją opinią. 

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

sobota, 4 stycznia 2014

Baza pod Cienie Laura Mercier Eye Basics #Buff & #Wheat

15
Nie wyobrażam sobie makijażu oczu bez użycia bazy pod cienie. Nawet jak cienie są super trwałe, super napigmentowane, to i tak sięgam najpierw po bazę. Ten nawyk wszedł mi już w krew. W ciągu kilku lat używałam ich wielu, z różnych firm, jedne były świetne, inne niekoniecznie. Przez przypadek natknęłam się na bazę Laura Mercier - wygrałam próbkę w jakimś konkursie. Zaczęłam jej używać, potem przeszukiwałam net  za firmą, bo w ogóle jej nie znałam, ani nie widziałam w Polsce (bo niestety kosmetyki są niedostępne). Mała próbka na długo starczała, byłam z niej zadowolona, więc zakupiłam kolejny egzemplarz, tym razem pełnowymiarowy. Na 'truskawce' strawberrynet.com akurat bazy były w promocji za około 40zł, więc nie zastanawiając się długo i wzięłam. Niestety nie było tego koloru co dotychczas miałam, więc kliknęłam inną. a kolorów jest dużo do wyboru.

od lewej: #Buff, #Wheat

Opakowanie bazy do cieni przypomina błyszczyk. Jest ono podłużne i aplikuje się go za pomocą gąbeczki. Odrobinę nakładam na powiekę i rozsmarowuje palcem. Wtedy dzieją się czary, ponieważ baza zmienia się w bardziej hmmm pudrową. Konsystencja jest, że tak powiek, luźna, jak błyszczyk. Posiadam kolory Wheat, który już jest na wykończeniu niestety - jest to jasny matowy beż oraz Buff, produkt pełnowymiarowy - kolor też wpadający w beż z odrobiną różówego pigmentu, ale mający wykończenie satynowe.

od lewej: #Wheat, #Buff
od lewej: #Wheat, #Buff

Cienie na tych bazach wytrzymują u mnie od rana do wieczora, nie blekną, nie rolują się w załamaniu. Mogę trzeć palcem powiekę i kolor nie schodzi (oczywiście w granicach rozsądku). Baza jest na tyle silna, że przy niektórych cieniach może występować problem z blendowaniem. Dodatkowo cienie stają się wodoodporne. Sprawdzałam i się nie rozmazały, więc coś w tym musi być. Jednak demakijaż nie jest uporczywy, zwykłe mleczko lub płyn micelarny wystarczy.

#Wheat

Baza podbija troszkę kolor. Idealnie sprawdza się przy suchych i pylistych cieniach, gdy należy budować kolor, bo takie cienie się nie trzymają zbytnio powieki. Baza zachowuje się jak klej, do którego przykleja się cień i zejść po dobroci nie chce ;)

#Buff

Przez to, że obie bazy mają różne wykończenie, Wheat matowe a Buff satynowe, cienie do powiek inaczej się prezentują na oku. Po zastosowaniu Buff przez cień przebija się delikatnie satyna, choć na powiekach aż tak to nie jest widoczne.  Poniżej pokazuję jak to realnie wygląda. Na każdym zdjęciu od lewej: cień solo, cień + baza Wheat, cień + baza Buff. Wydaję mi się, że Wheat lepiej się prezentuje.

od lewej: cień solo, cień + baza Wheat, cień + baza Buff
od lewej: cień solo, cień + baza Wheat, cień + baza Buff
od lewej: cień solo, cień + baza Wheat, cień + baza Buff

Myślę, że baza jest warta uwagi. Na pewno przemawia za nią konsystencja i opakowanie, nie trzeba nic dłubać w słoiczku (bo w takie formie zazwyczaj firmy proponują bazy) Ale oczywiście posiada najważniejsze cechy - cień jest bardzo trwały. Co więcej, obie bazy można stosować także solo, jako cień, bo ładnie ujednolicają koloryt skóry, tuszując wszelkie przebarwienia, żyłki itp. Skóra jest gładka i miła w dotyku.

Jak będziecie miały szansę wypróbowania tej bazy, to się nie zastanawiajcie, tylko klikajcie ;) Będziecie zadowolone, jak ja.

Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia