wtorek, 20 października 2015

Sweet Day :)

6

Po ostatnich ciemniejszych i stonowanych makijażach, sięgnęłam po kolor, który można u mnie spotkać bardzo rzadko. Nie przepadam za różem i wszystkimi jego odcieniami. Więc co mnie tknęło, że dzisiaj pokazuję Wam słodki makijaż? Nowe cienie MakeupGeek mnie tak oczarowały, że musiałam zobaczyć jak się prezentują na oku. 

 


Na całą powiekę nałożyłam piękny Blacklight, róż opalizujący na niebiesko. Już on sam w sobie robi za cały makijaż. Jednak lubię mieć przyciemnione kąciki, więc wzdłuż wewnętrznej linii rzęs namalowałam kredką ciemną kreskę, a następnie roztarłam ją pięknym foliowym cieniem Masquerade. Wewnętrzną część powieki rozjaśniłam białoróżowym duochromem Phantom, który idealnie połączył się z wcześniej nałożonym Blacklight. Podobnie podkreśliłam dolną powiekę. Na koniec wytuszowałam rzęsy. Niestety mam je przerzedzone i dwie warstwy tuszu zrobiły z nich masakrę. Mam nadzieję, że to  nie będzie Wam przeszkadzać w odbiorze makijażu.



Pełna lista kosmetyków:
  • Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Original
  • Urban Decay Smoked Eyeshadow Palette: Kinky
  • Makeup Geek Duochrome Eyeshadows: Blacklight, Phantom,
  • Makeup Geek Foiled Eyeshadow: Masquerade
  • Makeup Geek Pressed Eyeshadow: Ice Queen
  • Deni Carte Black Pencil
  • Deni Carte Beige Pencil
  • Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash
  • L'Oreal Volume Million Lashes So Couture



 Starałam się jak najlepiej ukazać niejednoznaczny efekt duochromów, można zauważyć jak się mienią, choć w rzeczywistości jest to bardziej widoczne. Niestety nie mam zdjęć całej buzi, ponieważ wyglądałam wtedy niezbyt korzystnie. Oszczędzę Wam tego widoku :)

A Wy lubicie różowe cienie?

Pozdrawiam :)






Czytaj dalej »

niedziela, 18 października 2015

Wieczorowo - randkowo :)

10

W piątek byłam na randce! Z małżonkiem :) Nasze wspólne wyjście nie mogło być zbyt długie, bo nasz mały szkrab się pochorował. Mimo wszystko postanowiłam się "odpicować".  W końcu świętowaliśmy 6 Rocznicę Ślubu!




Nie chciałam szaleć z kolorami, więc wybrałam bezpieczne brązy i szarości. Sięgnęłam po przyjemną paletkę do cieni My Secret Natural Beauty Smokey Nudes, którą Wam szczerze polecam. Jeżeli lubicie takie zestawienie kolorów, to będziecie zadowolone. Ja jestem i to bardzo. 


Paletka składa się z czterech kolorów: jasnego metalicznego chłodnego brązu, który znalazł się u mnie w wewnętrznej części powieki, ciepłego średniego brązu - dobrze się spisał w załamaniu powieki, lekko świetlistego brązowo-szarego cienia, dzięki któremu mogłam rozetrzeć kolory między sobą oraz smolistej matowej czerni, która ma świetną pigmentację. Cienie bardzo dobrze mi się nakładało i dobrze rozcierało. Bez zarzutu trzymały się powieki do końca dnia. Lekko się osypują, co może być minusem, ale mi to nie sprawia problemu. To już kolejna paletka z tej serii, z której jestem zadowolona. I chyba najbardziej jest taka moja. Uwielbiam ciemniejsze makijaże, a takie dymki wręcz ubóstwiam. Najlepiej się w nich czuję. Oczywiście za pomocą tych kolorów można wykonać jeszcze ciemniejszy makijaż - wystarczy użyć więcej czerni. Delikatne podkreślenie oczu także jest możliwe: pierwszy jasny cień na powiece pięknie wygląda solo. Jeżeli macie blisko do Drogerie Natura to przyjrzyjcie się jej. I co w tym wszystkim jest najlepsze - niewiele kosztuje: niecałe 14zł. 


Rozświetlenie kącików wewnętrznych oraz obszaru pod łukiem brwiowym zawdzięczam rozświetlaczowi w kredce  My Secret I love My Style Highlighter Natural. Jest ona przyjemnie miękka i łatwo jest ją dodatkowo rozetrzeć, aby uzyskać subtelniejszy efekt. Ma w sobie delikatne drobinki brokatu, przez co może być zbyt wyrazista na codzień ( przynajmniej pod brwiami), jednak miał to być makijaż wieczorowy, więc mogłam sobie na to pozwolić. Wzdłuż linii rzęs narysowałam kreskę za pomocą czarnego linera w mazaku My Secret Waterproof Eyeliner. Bardzo go lubię i jest to kolejny mój egzemplarz. Warto wspomnieć, że firma rozszerzyła ofertę kolorystyczną i w szafach My Secret można znaleźć także kolor brązowy i granatowy. Aby pogłębić spojrzenie sięgnęłam po kępki rzęs. Dla mnie łatwiej się je przykleja innym niż sobie. Chwilę się namęczyłam a i tak zbyt prosto nie wyszło. Użyłam kępek Deni Carte oraz Ardell. Mocowałam je oczywiście na klej Duo z Inglota. Dla mnie jest on niezawodny. Całość wytuszowałam maskarą Loreal Volume Million Lashes So Couture.



Na twarzy jest standardowy, niezawodny zestaw, czyli Revlon Colorstay 150 oraz 320; L'oreal True Match Concealer 01 Ivory, My Secret Matt Fixing Powder, Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder #311 Nubian Desert oraz róż Kobo Professional  Matte Blusher 201 Apricot. Brwi podkreśliłam Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash, natomiast na ustach znajduje się Kobo Professional Fashion Color Shine & Care Lipstick 202 Natural.


 

Dobrze się czułam w tym makijażu i gdyby nie ograniczenia czasowe, to każdego ranka mogłabym się tak malować. A tak muszę się zadowolić tylko weekendami, choć też nie zawsze mam czas i przede wszystkim chęci. Zazwyczaj leniuchuję, nigdzie nie wychodzę, a do tego makijaż nie jest potrzebny.


Jestem ciekawa Waszego zdania na temat takiego makijażu :) Podoba się? A co sądzicie o paletkach My Secret? Która należy do Waszych ulubieńców?

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

środa, 14 października 2015

Odżywczy szampon i odżywcza maska do włosów cienkich i zniszczonych z wyciągiem z owsa BJOBJ

2

Targają mną skrajne emocje. W ostatnim czasie dużo się działo u mnie na głowie. Radykalnie zmieniłam kolor włosów i wciąż o nie dbam. Nakładam różne odżywki, maski, oleje, aby po zabiegu Olaplex jeszcze bardziej je wzmocnić i odżywić. Jednakże zauważyłam, że końcówki mi się zaczęły rozdwajać i niektóre włoski się łamią, co wcześniej nie miało miejsca. Poza tym, podcinałam je miesiąc temu. Niestety moje włosy są tak delikatne, że nawet Olaplex nie uchronił ich przed wyniszczającym działaniem rozjaśniacza. A co by było, gdybym nie zdecydowała się na tę kurację? Pewnie byłabym łysa!

 


Pewnie zastanawiacie się po co taki wstęp. Mam zamiar przedstawić Wam opinię na temat zestawu Bjobj: odżywczy szampon i odżywcza maska do włosów cienkich i zniszczonych z wyciągiem z owsa, ale musicie być świadome jakie kuracje przechodziłam i jakie są moje włosy. Bo na to jak one teraz wyglądają ma wpływ wiele czynników i wiele preparatów, które do tej pory trafiły na moją głowę. Długo się zastanawiałam, czy zdecydować się na ten opis, czy nie będzie on przekłamany. Jednak zdecydowałam się na to, ponieważ owe kosmetyki są na wykończeniu, więc jest to ostatni dzwonek, aby to zrobić. Proszę, weźcie pod uwagę fakt, że dużo dobrego zrobił Olaplex i wygląd moich włosów zawdzięczam przede wszystkim temu preparatowi (choć nie ochronił tych nieszczęsnych końcówek włosów). Oczywiście duet stosowałam także przed dekoloryzacja, więc mogłam zauważyć ewentualne zmiany.

Produkty Bjobj mają naturalne składy, posiadają odpowiednie certyfikaty gwarantujące, że składniki pochodzą z ekologicznych upraw. A takie produkty moje włosy bardzo lubią. W szamponie i masce można znaleźć: ekstrakt z owsa, który nawilża i koi skórę głowy, łagodzi podrażnienia, odżywia, wzmacnia strukturę włosów i powoduje, że stają się bardziej elastyczne i lśniące; ekstrakt z pokrzywy  bogaty w sole mineralne, witaminy (C, B2, B5), flawonoidy, kwas linolowy i kwas alfa-linolenowy; wpływa na prawidłowy stan skóry, włosów i paznokci; polecana przy łojotokowym zapaleniu skóry głowy, łupieżu, zapobiega łysieniu, regeneruje naskórek. Olejek Jojoba  jest jedną z najcenniejszych substancji w kosmetyce.  Suchym z natury i przesuszonym zbyt dużą ilością zabiegów chemicznych włosom nadaje sprężystość, miękkość i blask, włosom przetłuszczającym się – zapewnia właściwe oczyszczenie, działa także bakteriostatyczne i łagodzi podrażnienia skóry głowy. Olejek ze słodkich migdałów  jako składnik maski pomaga zregenerować suche, zniszczone i łamliwe włosy. Odżywia, nawilża, dodaje im blasku i witalności. Zawiera szereg naturalnych substancji odżywczych, takich jak proteiny, sole mineralne oraz witaminy A, E, D i z grupy B. Witaminy A i E zaliczane są do „witamin młodości”. Olejek z nasion makadamia jest doskonały do włosów zniszczonych, doskonale je nawilża i wzmacnia, w porównaniu z innymi olejami w niewielkim stopniu przetłuszcza włosy i skórę głowy.  Zawiera magnez, wapń, fosfor, i selen oraz witaminy E, B1, B5, B6 oraz niacyny i kwasu foliowego. Inulina jest roślinnym polisacharydem posiadającym właściwości prebiotyczne. Skutecznie wzmacnia florę bakteryjną skóry przy jednoczesnym zahamowaniu wzrostu patogenów. Inulina uzyskiwana jest przez ekstrakcję gorącą wodą korzeni cykorii podróżnika (Cichorium intybus L.). Jest to innowacyjny składnik, bardzo przyjazny skórze, działa łagodząco i nawilżająco. Nadaje włosom puszystość i blask.


Opakowanie szamponu jest bardzo poręczne, nie zajmuje dużo miejsca w łazience, nie wyślizguje się z mokrych rąk. Kosmetyk ma konsystencję dość rzadką, co akurat mi nie pasuje, ponieważ nie zachowując ostrożności może się wylać z dłoni. Jest za to bardzo wydajny i wystarczy na wiele aplikacji. Bardzo dobrze się pieni, co jest nie często spotykane w naturalnych szamponach. Zapach ma specyficzny, ziołowy, mi się podoba, natomiast mój małżonek nie potrafił go znieść. Najwidoczniej jest bardziej wyczulony na takie zapachy. Natomiast włosy po umyciu są dobrze oczyszczone, puszyste i odbite od skóry. I co najważniejsze widoczna jest poprawa kondycji włosa. 


W poście o Olaplex pokazywałam Wam zdjęcie włosów przed dekoloryzacją, które wcale zbyt ładnie nie wyglądały, a wtedy już używałam duetu Bjobj. Uwierzcie, ale przed sięgnięciem po te kosmetyki moje włosy prezentowały się jeszcze gorzej. Mam duży zapas szamponów drogeryjnych i niestety wpadłam na pomysł, aby je zużywać. Strasznie to wyniszczyło moje i tak słabe włosy. Szampon Bjobj zaczął je regenerować, w ciągu kilku tygodni wykonał naprawdę dobrą robotę. Co więcej sprawił, że nie przetłuszczały się tak bardzo jak wcześniej i się nie puszyły. Pojedyncze włoski nie odstawały, były przygładzone, nie podrażnił skóry głowy.  Po zmianie koloru włosów utrzymał efekt uzyskany kuracją, stan ich się nie pogorszył.


Maska do włosów jest w plastikowej tubce. Ma identyczny zapach jak szampon. Substancja jest bardzo gęsta, mi przypomina masę do ciast. Początkowo byłam strasznie niezadowolona z tej odżywki. Moje włosy wcale dobrze się nie prezentowały. Były bardzo splątane, skołtunione, nie mogłam ich rozczesać. Jasne jest, że naturalny skład w dużej mierze wspomógł działanie szamponu, bo cały zestaw dobrze wpłynął na kondycję moich włosów, jednak nie sięgałam po niego zbyt często. Myślałam, że wystawię mu złą opinię, ale coś mnie tknęło i przeczytałam instrukcje na stronie sklepu. Powinnam zrobić to już na samym początku, ponieważ po prostu tę maskę źle stosowałam. Należy ją nakładać na suche włosy przed myciem szamponem, natomiast ja ją stosowałam na już mokre po szamponie. Po zmianie w aplikacji dostrzegłam znaczącą różnicę - moje włosy już się nie plątały, były dobrze wygładzone. I mogłam także sięgać po moją ulubioną nawilżającą odżywkę (o której kiedyś Wam napiszę).  


Podsumowując, zestaw Bjobj dobrze wpłynął na moje włosy, uratował mnie przed zniszczeniami spowodowanymi drogeryjnymi szamponami... Pewnie gdyby mógł dłużej sam podziałać, to efekt byłby bardziej widoczny, jednak Olaplex fenomenalnie poprawił kondycję włosów, co raczej po krótkim czasie nie osiągnęłabym po zastosowaniu produktów Bjobj. Jednak szampon i odżywkę polecam do zniszczonych włosów, bo dobrze je odżywia i oczyszcza. Kosmetyki Bjobj można zakupić min w sklepie http://www.biobeauty.pl


Pozdrawiam :)
 



Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 października 2015

Autumn Glamour

19
Lubię jesień za to, że można poszaleć z kolorami, tymi mocniejszymi i ciemniejszymi. Tęcza na oku nie współgra z pogodą, która jest za oknem. Natomiast na przykład granatowy smoky eyes z bordowymi ustami nie jest dla nikogo zaskoczeniem.Na dzisiejszy makijaż wybrałam przede wszystkim zielenie. Postanowiłam sięgnąć po nowe duochromowe cienie MakeupGeek. Nie namyślając się zbyt długo, przemieszałam kilka kolorów i wyszło ciemnie, ale też z błyskiem. Duochromy zawsze lubiłam - za pomocą jednego cienia można wyczarować świetne i niepowtarzalne makijaże. W zależności od intensywności oraz kąta padania światła cienie inaczej się prezentują. Niestety za pomocą zdjęć trudno ukazać tę cechę, ale mam nadzieję, że w miarę jest to widoczne.




Użyte kosmetyki:
  • Foundation Revlon Colorstay #150 Buff mixed with  Revlon Colorstay #320 True Beige
  • L'Oreal True Match Concealer 01 Ivory.
  • Kryolan  Dermacolor Fixing Powder  #P1
  • Kobo Professional Matt Bronzing & Contouring Powder #311 Nubian Desert
  • Kobo Professional  Matte Blusher 202 Terra Cota
  • Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Original
  • Urban Decay Smoked Eyeshadow Palette: Kinky
  • Makeup Geek Duochrome Eyeshadows: Karma, Voltage, Secret Garden, Steampunk, Typhon,
  • My Secret Waterproof Eyeliner Brown
  • My Secret Eyeshadow Stick I Love My Style: Shimmer Bronze
  • L'Oreal Volume Million Lashes So Couture
  • Kiko Velvet Mat - Satin Lipstick  602 Natural Rose
 
 
 

Przepraszam za rzęsy, niestety ostatnio bardzo mi się przerzedziły, następuje ich wymiana. Muszę odczekać kilka tygodni, aby wszystko wróciło do normy.

W najbliższym czasie planuję Wam pokazać wszystkie Duochromy z MakeupGeek. Zobaczycie jak się pięknie prezentują na swatchach oraz zapoznam Was z moją opinią na ich temat.


Pytanie do Was: Po jakie kolory sięgacie jesienią? 

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Vita Liberata Fabolous Self Tan Mousse Medium oraz Tanning Mitt + WYNIKI KONKURSU

13
Lato już za nami, dni są coraz krótsze, o wygrzewaniu się na słoneczku możemy zapomnieć. Chyba że planujecie wyjazd do ciepłych krajów. Z miłą chęcią bym gdzieś wyjechała, jestem zodiakalnym Lwem i jesienna czy zimowa pogoda nie jest dla mnie. Szybko marznę, metabolizm spowalnia i z miłą chęcią opatuliłabym się w ciepły koc i zapadła w sen zimowy. Ale tak dobrze nie jest i nie będzie. Nadchodzące zimne dni trzeba jakoś przetrzymać. 



W tym roku moja skóra nie nabrała kolorów. Uwielbiam słońce, jednak stosuję bardzo wysokie filtry. A to z dwóch powodów. Po pierwsze opalam się na tzw buraka, czyli bardzo szybko następuje poparzenie skóry. Drugim powodem jest czerniak. Wiem jak wygląda z nim walka i chcę jak najlepiej zapobiec tej chorobie. W związku z tym, jak co roku wyglądam jak córka młynarza. Zdrowa, brązowa opalenizna bardzo mi się podoba, jednak musiałabym wybrać solarium albo stosować samoopalacz. Pierwsza opcja nie wchodzi w grę, z wyżej wymienionych powodów. Natomiast przygody z samoopalaczami u mnie zawsze kończyły się źle - kolor wychodził pomarańczowy, pełno było zacieków, przebarwień np na dłoniach, które ciężko było zmyć i przede wszystkim śmierdziały. Dlatego też nie rozglądałam się za nowościami, bo pewnie technologia i formuły tych produktów zostały zmienione. Pogodziłam się z tym, że moja cera nie będzie nosiła "pocałunku słońca". Jednak moje myślenie zrewolucjonowała pianka samoopalająca Vita Liberata Fabolous Self Tan Mousse Medium oraz Tanning Mitt Rękawica do aplikacji produktów do opalania. Ostrzegam! W tym kosmetyku można się zakochać :)



Vita Liberata Fabolous Self Tan Mousse Medium to samoopalacz w piance, który zamknięty jest w wygodne plastikowe opakowanie. Grafika jest w biało - brązowej grafice, odbiega od słonecznych barw, które można zaobserwować przy klasycznych samoopalaczach. Użyta w produkcie technologia Moisture Locking System sprawia, że silnie nawilża skórę, natomiast dzięki Odour Remove przy aplikacji nie towarzyszy brzydki zapach. I tak jest w rzeczywistości. Piankę nakładam na suchą skórę, najlepiej po peelingu i odtłuszczoną, nie można stosować wcześniej balsamów, aby kolor dobrze się rozłożył. Po całej aplikacji czuć, że skóra jest świetnie nawilżona. Do nakładania preparatu używam specjalnej rękawicy Tanning Mitt. Kilka pompek umieszczam na jasnobeżowej stronie (delikatna gąbka) i kolistymi ruchami wmasowuję w ciało. Po chwili mam na skórze piękną i przede wszystkim naturalną opaleniznę. Kolor Medium bardzo dobrze się sprawuje na takich jasnych karnacjach jak moja. Po kilku godzinach należy preparat spłukać. U osób z jasną skórą należy trzymać preparat odrobinę dłużej, choć ja go zmyłam już po czterech godzinach. Byłam ciekawa co zostanie z koloru i  czy nie wyjdzie zbyt ciemny.



Obawiałam się, że podczas czekania na zmycie wszystko będę naokoło brudzić - krzesła, koce i przede wszystkim ciuchy. Przygotowałam się na taki wypadek: porozkładałam na łóżku stare ręczniki, ubrałam już znoszone ciuchy. Niepotrzebnie. Pianka bardzo szybko wchłonęła się w skórę i mogłam bezproblemowo zająć się swoimi sprawami. Podczas pierwszego prysznica woda jest trochę zabarwiona, a opalenizna utrzymała się około 5 dni. Dobrze jest po kilku dniach po pierwszej aplikacji ją powtórzyć, aby kolor był intensywniejszy i przede wszystkim trwalszy. 

Poniżej pokazuję jak samoopalacz u mnie się spisał. Jest to efekt, który uzyskałam po 4h trzymania preparatu na skórze. Nałożyłam go jedynie na prawą nogę. W cieniu nie widać aż tak dużej różnicy w kolorycie, jednak w słońcu skóra prezentuje się znakomicie. Uzyskałam piękny słoneczny kolor.


Wydawałoby się, że taki kosmetyk nie ma zbyt ciekawego składu. I tutaj zostałam mile zaskoczona. Kosmetyki Vita Liberata pozbawione są  parabenów czy alkoholu, 80 % składników jest pochodzenia organicznego! W składzie można znaleźć ekstrakt z aloesu, melona, miłorzębu japońskiego czy liczi. Same dobrocie. Dzięki temu jest on łagodny dla skóry, nie podrażnił jej. 


Duet Fabolous Self Tan Mousse Medium oraz Tanning Mitt można zakupić jedynie w Sephorze. Cena może nie należy do przyjemnych, jednak spodziewałam się wyższej za tak znakomity produkt. Pianka kosztuje 109zł, natomiast rękawica 29zł. Myślę, że będziecie z niego zadowolone. Raczej nie będę używała go na codzień, zimą nie pokazuję nóg. Jednak jeżeli wiosną będę potrzebowała zdrowej opalenizny, to Vita Liberata będzie najlepszym wyborem.


Dwa tygodnie temu ogłosiłam konkurs, w którym można było wygrać zestaw Vita Liberata Fabolous Self Tan Mousse Medium oraz Tanning Mitt.  Należało odpowiedzieć na pytanie: Jaka innowacyjna technologia została zastosowana w produktach Vita Liberata?  Poprawna odpowiedź to Moisture Locking System oraz Odour Remove. Poproszę JASMINE VISE o adres do wysyłki! Gratuluję!

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

środa, 7 października 2015

Podsumowanie września + Najczęściej czytane - TOP3 WRZESIEŃ

4

Już październik? Kiedy ten czas tak szybko zleciał? Te pierwsze dni miesiąca gdzieś mi się zagubiły... Dopiero dzisiaj mam chwilę czasu, a to już połowa kolejnego tygodnia. Ktoś zna sposób, aby wydłużyć dobę o kilka godzin?


Jako że wrzesień już za nami, wypadałoby zrobić podsumowanie miesiąca. Zanim przejdę do zestawienia trzech najbardziej poczytnych postów, to pokażę Wam zdjęcia z piątku - w ramach pracy udałam się na wycieczkę do Wrocławskiego ZOO. Ostatni raz tam byłam w szkole podstawowej, więc około 20 lat temu. Dużo się zmieniło. Pogoda dopisała, więc i kilka ciekawych zdjęć wyszło. Chcecie zobaczyć?

 
 
 
 
 

A co ciekawego było na blogu?




1. Moja radykalna metamorfoza włosów z Olaplex!    Tak, jestem blondynką! Jeżeli jesteście ciekawe, jak do tego doszło, to zapraszam do czytania i oglądania mojej metamorfozy :)










2. Efekt miliona rzęs, czyli L'oreal Volume Million Lashes Feline   Ten tusz podbił moje serce i stał się Ulubieńcem Roku. Ostatnio sięgnęłam po rozchwytywany So Couture i Feline bije go o głowę. Przytajcie dlaczego.





3. Czy warto zainwestować w Beautyblender?   Nie wyobrażam sobie wykonywania makijażu bez gąbeczki BB. Być może część z Was uważa, że to zbędny wydatek, jednak ja kupuję go regularnie. Warto.










Przy okazji przypominam Wam o konkursie, w którym można wygrać fenomenalny samoopalacz w piance Vita Liberata. Czas na zgłoszenia mija 8.10. KLIK


http://storybyferrou.blogspot.com/2015/09/zatrzymac-lato-konkurs-do-wygrania.html
Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia