sobota, 30 czerwca 2012

Farmona Tutti Frutti mus do ciała Brzoskwinia & Mango - recenzja

Witajcie ponownie :)
Coś ostatnio się rozkręciłam z recenzjami ;) Mam wenę ;)



Powykańczałam wszystkie swoje balsamy i nagle nie miałam czym się smarować :O Udałam się do Rossmanna i po obejrzeniu półek z mazidłami, wpadł mi w oko właśnie  mus do ciała Farmona Tutti Frutti  Brzoskwinia & Mango. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy, ale nie sądzę, aby ostatni. Dlaczego wybrałam akurat ten? Po pierwsze na kilku blogach widziałam recenzje kosmetyków z linii Tutti Frutti i zawsze była mowa o oszałamiającym i świeżym zapachu. A ja bardzo lubię na lato bomby owocowe ;)




Opis produktu:




 Lekkie musy do ciała z tej linii zostały wzbogacone fitoendorfinami i przepysznymi aromatami egzotycznych owocowych kompozycji.
Cudownie lekki mus do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i soczyście świeżym zapachu dzięki zawartości karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie.









Kosmetyk dostępny w wariantach zapachowych:
-Melon i arbuz;
-Figi i daktyle;
-Mango i brzoskwinia.
 

Pojemność: 250ml  
Cena: ok. 13zł






Moja opinia:

 Opakowanie:
Mus zamknięty jest w plastikowym pojemniczku, plastik jest porządny, gruby. Po odkręceniu wieczka mamy sreberko, które jest gwarantem, że my jako pierwsi otwieramy opakowanie. Warto to w sklepie sprawdzić - pierwsze pudełeczko, po które sięgnęłam w sklepie, miało naderwane sreberko..... jakaś "klientka" sprawdzała zapach.. ehh... kolejne już było ok.


Konsystencja:
Mus do ciała Farmony jest gęsty, jednak czuć tą lekkość. Koloru jasno pomarańczowego.

Zapach:
 Jednym słowem - obłędny :) owocowy, orzeźwiający, energetyczny. Balsamowanie staje się rozkoszą ;) Utrzymuje się bardzo długo.

Działanie:
 Muszę stwierdzić, że kosmetyk dobrze się rozsmarowuje i wchłania. Świetnie orzeźwia i schładza. Skóra jest dobrze nawilżona, odżywiona.  Produkt jest w moim odczuciu mało wydajny, przy jednorazowej aplikacji dość dużo się go zużywa. Producent zapewnia, że skóra będzie ujędrniona, niestety tego  nie zauważyłam. W składzie mus zawiera fitoendorfiny inaczej zwane hormonami szczęścia, które poprawiają nastrój. Jest to dla mnie ciekawostka, czy to działa... bo ja nie wiem.. Jasne, że samo smarowanie się musem należy do przyjemnych rzeczy ze względu przede wszystkim na świeży, owocowy zapach i może wywołać uśmiech na twarzy, więc nie wiem czy akurat na nasze samopoczucie mają wpływ fitoendorfiny :)



Plusy/Minusy:
+ owocowy zapach
+ świeży zapach :D
+ nieziemski zapach :D:D:D
+ dobrze się rozsmarowuje i wchłania
+ dobre nawilżenie
+ opakowanie
- wydajność



Myślę, że jeszcze sięgnę po ten mus, napewno wypróbuję inne warianty zapachowe :)
Właśnie nim pachnę... mmmmm... :)


Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

środa, 27 czerwca 2012

Konkurs makijażowy u Jamapi ;)

Dawno już nie brałam udziału w żadnym konkursie makijażowym. Kilka dni temu odkryłam bloga Jamapi, a tam bardzo fajny konkurs urodzinowy. Zapraszam KLIK

Motywem przewodnim były kwiaty :) które często się otrzymuje w dniu urodzin ;)
Mam nadzieję, że moja propozycja Wam się spodoba ;)


LEWE OKO:




PRAWE OKO:

 


CAŁOŚĆ:

 
 


I jak? :)

Pozdrawiam :)
Czytaj dalej »

sobota, 23 czerwca 2012

Mroźny Look, czyli Floating Feathers z Everyday Minerals - recenzja cienia do powiek


Dzisiaj napiszę Wam kilka słów na temat cienia do powiek, który ostatnio namiętnie używam :) Chodzi o sypki cień Everyday Minerals Floating Feathers. Zapraszam na recenzję :)

 
Opakowanie:
Cień zamknięty jest w plastikowym pudełeczku, o średnicy ok 3cm. Opakowanie wg mnie jest minimalistyczne, co jest dużym plusem. Pojemność to 2,5g. Po odkręceniu wieczka cień zabezpieczony jest siteczkiem. Niestety mimo, że dziurki są maleńkie, nie chroni to przed wysypaniem się cienia z pojemniczka, wystarczy kilka razy nim odwrócić i po odkręceniu wieczka pyłek jest wszędzie.

Kolor:
mroźna biel z błyszczącymi drobinkami.


Konsystencja:
jest to cień sypki, bardzo dobrze zmielony.


Aplikacja:
bezproblemowa. Pyłek dobrze trzyma się pędzelka, nie osypuje się z niego, do pokrycia powieki wystarcza jego naprawdę niewiele.

Skład:

Efekt:
Muszę przyznać, że cień jest świetny. Przede wszystkim już niewielka ilość pyłku wystarcza na pokrycie całej powieki.Jest bardzo wydajny, nie wiem czy kiedykolwiek zużyję te 2,5g... zapewne będę się dzielić z innymi ;)  Trzyma się pędzelka, dzięki temu się nie osypuje - no chyba że za dużo weźmiemy i nie strzepiemy nadmiaru. Kolor jest cudny, tworzy na powiece mroźną taflę. Dzięki drobinkom pięknie iskrzy w słońcu czy świetle sztucznym. Notorycznie używam go do rozświetlania kącików wewnętrznych, pięknie także wygląda w połączeniu z czernią. Po prostu ubóstwiam :D

W świetle dziennym:
 

W świetle sztucznym:

Plusy/Minusy:
+ piękny kolor
+ bezproblemowa aplikacja
+ wydajność
+ trwałość
- opakowanie


Oprócz tego koloru, mam jeszcze 2 inne z EDM i też zachwycają ;) Pewnie kiedyś o nich także napiszę parę czułych słów ;)

Jak wrażenia? ;)

Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

piątek, 22 czerwca 2012

Paese Alkemika cienie Kaszmir Neon - potrzebuję pomocy w wyborze kolorów:D

Hej.
Szukam i szukam w necie opinii na temat nowych cieni Paese Alkemika Kaszmir Neon i nic nie ma....
Mam parę złociszy do odebrania od firmy za tam jakąś kiedyś współpracę, więc coś muszę wybrać. Stwierdziłam, że będą to nowości, dawno nic od nich nie kupowałam ;) Mam wszystkie cienie z linii podstawowej Kaszmir, z jednymi kolorami bardzo dobrze mi się współpracuje, innych unikam jak ognia i dlatego tak się zastanawiam... ;)

Pierwsze pytanie moje: czy ktoś coś widział, macał, może ma i potrafiłby napisać kilka słów na temat trwałości czy pigmentacji? :)

Drugie pytanie: Które odcienie wybrać? :D Wszystkie mi się podobają, jednak mój budżet nie przewiduje takich wydatków :D Tak myślałam że wezmę z 3 cienie, tylko właśnie.. które?

Tutaj zdjęcie strony z minikatalogu z tymi produktami:


Tutaj zdjęcie ze strony http://www.paese-cosmetics.pl:
źródło: http://www.paese-cosmetics.pl

Będę wdzięczna za jakąkolwiek pomoc oraz sugestie :)

Pozdrawiam :)
Czytaj dalej »

czwartek, 21 czerwca 2012

Pierre Arthes Liquid Eyeliner, czyli kreski w natarciu ;)

Lubię kreski. Bez kresek czuję, jakbym była naga :D Kreski robione kredką, linerami, czarne, kolorowe, cienkie, grube... Wszystkie :) Są one dopełnieniem makijażu.
Dawno temu w konkursie wygrałam liner Pierre Arthes Liquid Eyeliner, w kolorze czarnym. Długo leżał w szufladce, ostatnio po niego sięgnęłam i ... przeczytajcie same ;)

Opis produktu:

źródło: www.pierrearthes.pl/

Klasyczny płynny eyeliner przeznaczony do podkreślania konturu oka. Miękka końcówka w formie pędzelka nie powoduje w czasie aplikacji podrażnień powiek. Formuła szybkoschnąca.
Cena: 8 zł 






Moja ocena:

Opakowanie:
Na pierwszy rzut oka ładne, czerń plus złota nakrętka i napisy ładnie się ze sobą komponują. Niestety napisy bardzo szybko się ścierają, co nie wygląda zbyt estetycznie... mój liner wygląda teraz tak:
  Opakowanie jest dość krótkie,  "flakonik" z płynem ma 5-6cm. Pędzelek na pierwszy rzut oka jest dość gruby, ale dobrze przycięty, włosie nie jest sztywne.

Aplikacja:
Dzięki temu, że opakowanie jest krótkie, bezproblemowo rysuje się kreski. Dobrze leży w ręce. Dzięki wyprofilowanemu pędzelkowi można stopniować grubość.Niestety nabiera zbyt dużo tuszu i przed użyciem trzeba się jego pozbyć.


Konsystencja:
w sam raz, nie jest ani gęsty, ani za rzadki.

Efekt:
Liner jest w kolorze głębokiej czerni, bardzo szybko "zastyga", nie odbija się na powiece, nie ściera się. Wytrzymuje na miejscu aż do zmycia makijażu. Nie jest wodoodporny, niestety przy ostrym świetle słonecznym w zewnętrznych kącikach łzawią mi oczy i jeżeli mam dość wyciągnięte kreski, to się rozmazują, nad czym ubolewam. Nie podrażnia mi oczu a jestem wrażliwcem, noszę soczewki. Mimo wszystko go lubię, szkoda że już mi się kończy. Nie widziałam nigdzie w sklepie produktów tej firmy, wg mnie jest dość trudno dostępny.

Tak wygląda na powiece:

Plusy/Minusy:

+ głęboka czerń
+ łatwa aplikacja
+ dobra konsystencja
+ cena
- nie jest wodoodporny
- nabiera się za dużo tuszu
- opakowanie: ścieralność nadruku
- dostępność

Mimo minusów, dobrze mi się z tym linerem współpracowało. Ale pewnie są lepsze, więc szukam dalej ;)

Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

środa, 20 czerwca 2012

ALEPIA Mydło Alep z Czerwoną Glinką 125gr - recenzja

W marcu  na blogu Moniki natknęłam się na recenzję mydła Alepia z Czerwoną Glinką. Od kilku miesięcy moja cera przechodziła jakiś bunt... to co na niej się działo przerażało mnie i całe otoczenie. I nie, nie przesadzam teraz... Codziennie wyskakiwało mi po 5-6 wielgachnych bolących bąbli, najlepsze w tym wszystkim jest to, że widziałam jak się to rozwija, rośnie,.. boli... Próbowałam wszelkich środków, "sprawdzonych" sposobów  i nic... jak było tak było... epicentra były na linii żuchwy, i wokół brody. Codziennie wpatrywałam się na siebie i się zastanawiałam.. WTF? Czemu? przecież nie mam 16 lat, aby mieć młodzieńczy trądzik, nie mam problemów z hormonami... więc o co chodzi? Jasne, że odkąd pamiętam z moją cerą miałam problemy, przeżyłam to, nie wspominam tego dobrze, ale ten okres był za mną. Doszłam do jakiegoś optimum pielęgnacji twarzy i cera uległa znacznemu poprawieniu, do naprawy zostały tylko te wszystkie plamy potrądzikowe, ale już tak bardzo nie bolały jak kratery 5milimetrowe. Jasne też, że były dni w miesiącu, że miałam wysyp, ale zazwyczaj to były jakieś mikropryszcze, szybko znikające. I gdy już myślałam, że takie doświadczenia za mną, nagle z dnia na dzień rozpoczął się koszmar... Koszmar z którym walczę od listopada...
Nie chcecie wiedzieć jak wygląda moja cera, mam jej zdjęcia w stanie wręcz agonalnym, ale hmm... chyba aż taka odważna nie jestem, aby pokazać co zakrywam pod grubą warstwą podkładów i korektorów. Oczywiście na zdjęciach makijażu cera wygląda  znośnie, ale światło z lampy robi swoje: ładnie wyrównuje koloryt i wszelkie pryszcze "znikają" ... A rzeczywistość jest koszmarna. W skrócie - pryszcz na pryszczu.. tak to wyglądało.. jeden wyrósł, drugi obok niego, do tego czerwone, wielgachne, bolące... od wszelakich mazideł cera mi się wysuszyła, pory stały się wilgachne... ehhhh....

I wtedy właśnie przeczytałam tą recenzję. Uwierzyłam w działanie tego mydełka. Po 3 miesiącach codziennego stosowania, po 3 miesiącach mojej walki, gdy z mydełka został tylko "kikut", jestem gotowa na napisanie swoich odczuć.

Opis produktu (ze strony biolander.com)



Mydło Alep z Aleppo z dodatkiem Czerwonej Glinki jest zalecane do codziennej pielęgnacji dla całej rodziny.
Do pielęgnacji skóry i włosów (szampon twardy, 100% naturalny).
Zaleca się stosowanie do skóry mieszanej, tłustej, wrażliwej i alergicznej, dotknietej świądem,  pryszczami, wągrami, łupieżem, do włosów tłustych ...
Jest stworzone do odkrywania radości i przyjemności mycia w tradycji z Aleppo.





Mydło z Aleppo z dodatkiem Czerwonej Glinki jest produktem 4 w 1.
1) Oczyszczanie: jest przede wszystkim doskonałym mydłem do codziennej toalety.
2) Maska na twarz: 1 minuta aplikacji wystarcza aby rozświetlić cerę, usunąć zanieczyszczenia i sebum.
3) Peeling twarzy: namydlić mydłem twarz i następnie opuszkami palców lekko masujemy skórę aż do uzyskania porządanych rezultatów.
4) Rytuał golenia: daje stabilną piankę i doskonały poślizg.  Nigdy więcej skaleczeń i podrażnien!

INCI: Sodium Olivate (oliwa z oliwek), Hektoryty (czerwona glinka), aqua (woda), sodium laurate (olej z jagod Laurie), sodium hydroxyde (soda kaustyczna, śladowe ilosci pochodzące z soli morskiej).

Cena: 14zł 

Można go zakupić w sklepie biolander.com KLIK


Moja opinia:

Opakowanie:





Mydełko otrzymałam w kartonowym opakowaniu z wyciętym kołem. Opis produktu jest chyba w języku francuskim, bądź pochodnym. Samo mydło jest prostopadłościanem, koloru brązowego, na środku są napisy prawdopodobnie po arabsku.





Aplikacja:
Mydło stosuję normalnie ... jak mydło ;), czyli moczę w wodzie, pocieram o ręce, aby wytworzyła się buro-żółtawa piana i myję nią twarz. Można mydełka używać jako maseczkę, np pozostawiając pianę na twarzy przez kilka minut,. Mydełko jest średnio pieniące się. Przyznam się szczerze, że początkowo strasznie mnie irytował taki sposób mycia twarzy, pocieranie, wcieranie itp. Lubię pieniące się preparaty, tutaj tej piany jest dość mało, poza tym, po myciu twarzy mamy mokre brudzące mydełko które "gdzieś" musi wyschnąć. Ale przyzwyczaiłam się już i teraz jest to normalny rytuał mycia twarzy ;)

Konsystencja:
Jak na mydło przystało, twarda ;) po zwilżeniu wodą i odpowiednio długo pocierając mydełko o dłonie wytwarza się piana, jak już wspominałam koloru buro- żółtawego. Mydełko jest brudzące - umywalkę, ciuchy itp.Po każdorazowym myciu muszę przetrzeć umywalkę, bo jest ona żółta, jakby z miesiąc nie myta :)

Zapach:
świeży, nienachalny, szybko znika

Skład:

Mydełko nie zawiera parabenów, konserwantów, sztucznych barwników, składników pochodzenia zwierzęcego, nie jest testowane na zwierzętach. Duży plus!


Działanie:
Przyznam się, że byłam bardzo pozytywnie nastawiona do działania tego mydełka. Nie mogłam się doczekać pierwszego użycia i pięknej buzi bez ani jednego pryszcza hahaa :D Marzenia :P Oczywiście przez kilka początkowych dni potrafiłam co chwilę biec do lusterka, aby sprawdzić, czy jest ich mniej, czy więcej... no niestety.. długo, długo było ich ciągle tyle samo. Oczekiwałam wręcz cudów, ale czy istnieje gdziekolwiek taki kosmetyk? no właśnie... Ale przejdę może do konkretów. ;)

Rzuciłam w kąt wszelkie drogeryjne żele, mleczka i dwa razy dziennie, rano i wieczorem myłam buzię mydełkiem Alep. Muszę przyznać, że cera była gładka, miękka, elastyczna, mam uczucie po każdorazowym myciu, że zostawia jakby taki ochronny woal, który w żaden sposób nie jest obciążeniem dla cery, nie towarzyszy ściągnięcie skóry. Świetnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu, oczywiście myłam tylko twarz, makijaż oczu nadal zmywam mleczkiem; oczyszcza, odświeża. I nie mam już suchej skóry, świetnie radzi sobie z nawilżeniem.  Muszę przyznać, że codziennie naprawdę moja cera dziękuję za to mydełko. Ale co z tymi pryszczami? no są... nadal są.... ALE w mniejszej ilości JUPI :D  Dalej się męczę z nimi, ale nie jest to pryszcz koło pryszcza :) Niestety zauważyłam jedno działanie, które w ogóle mi się nie podoba... Małe podskórne pryszczyki...A czegoś takiego wcześniej nie miałam... policzki mam całe nimi wysypane, także czoło... No cóż, nie zawsze może być pięknie.


Plusy/Minusy:
+ naturalny skład
+ świetnie oczyszcza
+ efekt skóry po umyciu: jest ona gładka, elastyczna, nie ściągnięta
+ świetnie nawilża
+ wydajność
+ cena
- aplikacja
- brudzi
- nie do końca poradził sobie z wypryskami, pojawiły się nowe


Cudowne mydełko? Niestety nie.. ale DOBRE. Napewno lepsze od drogeryjnych żeli czy mleczek, do których nie mam zamiaru wracać. Szkoda, że przy okazji wyskoczyły te małe podskórne pryszczyki, bo teraz z nimi muszę się męczyć (plus oczywiście plamy potrądzikowe których jest dużo za dużo... :( ). 

Mydełko się kończy, zaczęłam się rozglądać za czymś innym. Wczoraj zostałam skuszona przez PannęJoannę i zamówiłam za 20zł 5 mydełek z mydlarni Tuli :) Wybrałam mydełka:  z glinką multani mitti, kokosowe, owsianka, węglowe, z jedwabiem. Najbardziej najbardziej jestem ciekawa efektu po węglowym, opis produktu na stronie po prostu mnie oczarował. No musi musi podziałać ;)

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

wtorek, 19 czerwca 2012

Farba do włosów www.delia.pl odcień 1.0 czarny - recenzja

Jakiś czas temu od firmy Delia Comsetics otrzymałam do przetestowania farbę do włosów www.delia.pl w odcieniu 1.0 czarny. Raz na 1,5-2 miesiące farbuję włosy właśnie na kolor czarny, muszę, bo pojawiają się odrosty (mój naturalny kolor to mysi ;) ). Zobaczcie jak się spisała u nałogowej farbomaniaczki :D

Opinia producenta:

Trwale koloryzuje włosy, pokrywając do 100% siwizny. Wzmacnia strukturę włosów, jednocześnie chroniąc kolor przed wymywaniem i blaknięciem. Dzięki idealnie dobranym składnikom nadaje włosom intensywny kolor, połysk
i miękkość.

Składniki aktywne

• zawarta w odżywce kreatyna działa kondycjonująco, wygładzająco oraz 
zmniejsza łamliwość włosów.



Moja opinia:

Opakowanie:


W kartonowym pudełeczku znajduje się:
- 1 tubkę z kremem koloryzującym
- 2 saszetki  aktywatora
- 2 saszetki odżywki utrwalającej kolor
- instrukcję obsługi
- rękawiczki

Aplikacja:
Nie jest skomplikowana. Po wymieszaniu kremu koloryzującego z aktywną emulsją, za pomocą specjalnego pędzla, nakładamy farbę rozpoczynając od nasady włosów.
Farba po zmieszaniu zmienia kolor na szary, fioletowo-szary, szaro-bury i ostatecznie na czarny. Usunięcie ze skóry nie jest skomplikowane, już sam wacik nasączony w mydlinach ładnie usuwa wszelkie niechciane machnięcia pędzlem.

Konsystencja:
Po zmieszaniu farba jest gęsta, dzięki temu nie spływa z włosów.

Zapach:
Niestety kwiatkami nie pachnie. Jest on chemiczny, na szczęście nie jest zbyt intensywny. Czasami trafiałam na takie farby, że zapach aż szczypał w oczy, tutaj jest on znośny.

Działanie:

Przyznam się, że już tę farbę wcześniej używałam. I byłam zadowolona, teraz także nie mam nic do zarzucenia. Kolor nie wypłukuje się dość szybko, choć po pierwszych kilku myciach woda jest jeszcze zabarwiona. Bezproblemowo pokrywa siwe włosy, które niestety posiadam. Po zafarbowaniu włosów warto użyć dołączoną odżywkę, która utrwala kolor. Włosy są miękkie, gładkie, lśniące. Jedno opakowanie starczy do zafarbowania włosów o średniej długości, wydaje mi się, że na bardzo długie może zabraknąć mieszanki. 





 Efekty:


Podsumowanie:
Farba, mimo że należy do tych "drogeryjnych", jest dość łagodna dla włosów i skóry głowy. Gdy poraz pierwszy jej użyłam, zapragnęłam jeszcze. Niestety u mnie w mieście farby firmy Delia są dość trudno dostępne, a jak gdzieś są, to tylko do wyboru są kolory blond. Szkoda, bo częściej bym po nią sięgała, ale szukam :)

Plusy/Minusy:
+ trwałość
+ aplikacja
+efekt włosów po farbowaniu
- chemiczny zapach
- dostępność.


Od firmy Delia do przetestowania czeka na mnie jeszcze szampon koloryzujący. Jako, że na moich od wieków farbowanych włosów na czarno żaden inny kolor się nie utrzymuje, wybrałam jakże by inaczej mogło być, kolor czarny :) Przetestuję jak odświeża kolor i czy można używać, gdy odrost jest duuuuży, a nie mamy zbyt wiele czasu na farbowanie :) Moje wrażenia już niedługo ;)

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 czerwca 2012

błękit nieba - step by step

Hej.
Ale dzisiaj skwar. Nie ma to jak w taką pogodę "chodzić" w pełnym makijażu - ogólnie nie polecam ;)
Jako że miałam trochę więcej czasu, przygotowałam makijaż w kolorach nieba. Tak sobie pomyślałam, że bardzo bardzo dawno temu nie robiłam żadnego tutorialu makijażu, więc fotografowałam każdy krok. Efekty pracy poniżej, mam nadzieję, że choć trochę przybliżę jak wykonać taki makijaż.

Użyte kosmetyki:
- podkład Rimmel Lasting Finish #102
- korektor pod oczy Meybelline Pure Cover Mineral #02
- puder sypki Paese transparentny
- bronzer Lancome Bamboo
- róż Paese #44 Liliowa Kusicielka ;)
- baza pod cienie Virtual
- cienie Inglot #67, #68, #386, EDM #Floating Feathers, Paese Kaszmir  #605
- brwi podkreślone cieniem Paese Kaszmir #604
- czarna kredka Pierre Arthes
- tusz do rzęs Meybelline Colossal
- błyszczyk Bobbi Brown #Nectar



*****************  KROK PO KROKU  *****************



Przygotowuję powiekę. Nakładam odrobinę podkładu, aby wyrównać koloryt, następnie wklepuję bazę pod cienie Virtual.









Wewnętrzny i zewnętrzny kącik górnej powieki podkreślam granatowym cieniem Inglot #67












Na środek powieki nakładam biały połyskujący cień EDM #Floating Feathers











Łączę granat i biel za pomocą niebieskiego cienia Inglot #68. Tym samym kolorem rozcieram górną granicę cieni.











Pod łukiem brwiowym nakładam odrobinę połyskującej bieli EDM #Floating Feathers, a następnie rozcieram go za pomocą cielistego matowego cienia Paese Kaszmir #605











Wzdłuż linii rzęs w kącikach zewnętrznych górnej i dolnej powieki rysuję kreskę czarną miękką kredką Pierre Arthes.












Kreskę rozcieram za pomocą matowego  fioletowego cienia Inglot #386.











Wewnętrzny kącik dolnej powieki podkreślam bielą EDM, łączę go i fiolet za pomocą niebieskiego cienia Inglot










Za pomocą cienia Paese Kaszmi #604 podkreślam brwi. Tuszuję rzęsy.












*****************  EFEKT KOŃCOWY  *****************



Co sądzicie o takiej technice nakładania cieni? Tutorial jest dla Was czytelny, coś dodać, poprawić? 

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...