piątek, 7 września 2012

Liner w pisaku, czyli Hean Hypno Style :)

Hej :) Po krótkiej przerwie, na chwilę wracam, aby znowu zniknąć na kilka dni ;)

Chyba już wielokrotnie pisałam, że lubię kreski. Są one dopełnieniem moich makijaży, świetnie się w nich czuję i praktycznie codziennie je maluję :) Od dłuższego czasu, w ofertach innych firm, zaczęły się pojawiać linery w pisaku. Strasznie kusiły, ale na spokojnie im się przyglądałam, miałam swoje ulubione maziaje, mam kilka linerów w płynie, które przecież muszę zużyć, a nie zakupywać kolejne, aby stały i schły, więc tylko na kuszeniu się kończyło. Aż do pewnego mile spędzonego dnia, to jest do spotkania blogerek. W torebce od Hean, jednego ze sponsorów, ujrzałam liner w pisaku Hypno Style :) Nie mogłam się doczekać powrotu do domu, aby wypróbować to cuudo :)


Wprawę w malowaniu kresek w miarę mam, kredki lubię, choć nie zawsze dają mocny efekt, linery w pędzelku - trochę do nich musiałam się przekonać, efekt dają świetny, bo można uzyskać naprawdę głęboką czerń. A flamaster? to połączenie funkcjonalności kredki z czernią płynnego linera :) Uwielbiam :)


Przede wszystkim opakowanie jest schludne, czarne. Białe litery się nie zmazują ani się nie zdzierają. Końcówka flamastra jest dobrze wyprofilowana, ostro zakończona, nie niszczy się w czasie użytkowania. Rysowanie kreski jest bardzo proste, można ją uzyskać cienką jak i grubszą.

 Kolor to głęboka czerń, który uzyskamy już za jednym maźnięciem. Trwałość fenomenalna, nie ściera się, kreska tkwi na miejscu cały dzień aż do wieczora. Pocieranie palcem jej nie groźne, nie odbija się na powiece. Ale nie jest wodoodporna, intensywnego płaczu nie przeżywa :PPP Poza tym, mimo wyśmienitej trwałości, łatwo się ją zmywa.

zdjęcie z lampą:

zdjęcie bez lampy:

Po mocnym i  intensywnym tarciu palcem kresek,  praktycznie nie ma żadnej zmiany:

Liner bardzo polubiłam, praktycznie codziennie go używam już od ponad miesiąca, kolor nie stracił na intensywności, końcówka się nie zniekształciła. Żałuję, że tak długo opierałam się przed tymi flamastrami. Moim zdaniem, są idealne dla osób, które nie mają wprawionej ręki i mają problemy z rysowaniem prostej kreski. Warto w taki flamaster zainwestować, z kredek i linerów w płynie, w żelu już praktycznie zrezygnowałam :)

Efekt na powiekach:


Macie takie cudo u siebie w kosmetyczce? Widziałam, że wiele firm flamastry ma w ofercie... Które jeszcze polecacie?

Pozdrawiam :)




11 komentarzy:

  1. Hean coraz bardziej mnie zaskakuje :) Jeszcze nie miałam linera w pisaku, który byłby trwały i robiłby jednolitą kreskę ;) Może ten mnie przekona do tego typu produktów, ale na razie na piedestale stoi liner w żelu Bobbi Brown :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na eyeliner w pisaku wygląda i sprawuje się na prawdę nieźle - ja zawsze miałam złe wspomnienia z produktami tego typu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam z Marizy i jest całkiem niezły ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam szczęścia do eyelinerów we flamastrze. Trafiam na same słabo napigmentowane. Ten, patrząc po zdjęciach, jest inny;)

    OdpowiedzUsuń
  5. też muszę go wypróbować, ale po ostatnim takim pisaczkowym gagatku mam trochę dość tego typu linerów.. jednak żelki są dla mnie najlepsze :)

    piękna kreska! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. fajny jest miałam go , ale nic nie zastąpi mi z cienkimi końcówkami w płynie :) o wiele lepsze są:)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja mam essence :D mam już 3 sztukę choć mówię że poszukam czegoś innego :D jednak taki eyeliner jest najwygodniejszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam eyeliner w pędzelku, a że rzadko go używam za każdym razem przeżywam horror...wiadomo jak to jest jak się przestaje na jakiś czas malować krechę eyelinerem...kiedyś miałam flamaster z Siseido był świetny, wyciskany z atramentowymi wkładami...no ale cena mnie przerasta w tej chwili...i spadłaś mi z nieba bo czegoś takiego potrzebuję ...co dla mnie istotne to to, że kreska jest czarna za pierwszym pociągnięciem, a nie tak jak w innych tanioszkach...ja niestety nie miałam go w swojej torbie, ale jak tylko go znajdę na pewno zastąpi mój Vibo z pędzelkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też długo się opierałam przed pisakami, bo uwielbiam kreske na oku, ale w końcu skusiłam się na jeden z Eveline i popłynęłam, mój liner w kałamarzu stoi nieużywany...

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam pisak z Kobo i bardzo go lubię, chociaż piekielnik jeden ciężko się domywa ;)

    OdpowiedzUsuń