Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cień w kremie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cień w kremie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2015

KIKO Water Eyeshadow 228 Toupe

25
Ostatnio poczyniłam małe zakupy na stronie Kiko Cosmetics i na próbę wzięłam cień do powiek o bardzo ciekawym kształcie. W blogosferze o nim jest napisane wiele dobrego i dzisiaj raczej wszystko to potwierdzę. Water Eyeshadow w kolorze 228 Toupe to uniwersalny cień, który łączy ze sobą trwałość, błysk i łatwość aplikacji.



Plastikowe opakowanie wygląda bardzo schludnie. W środku oprócz cienia, znajduje się maleńkie lusterko. Na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda solidnie, jednak jeżeli decydujecie się na zakup, to uważajcie na wszelkie upadki. Mi cień spadł z około metra i niestety 'odkleił' się od plastiku. Na szczęście udało mi się go włożyć z powrotem do pojemnika bez większych szkód.


Cień w swojej konsystencji przypomina te kremowe. Jest on lekko wilgotny, nie osypuje się, nie kruszy. Kolor natomiast jest bajeczny, nietuzinkowy i ciężki do określenia, powiedziałabym, że jest to połączenie brązu, szarości i odrobiny fioletu.  Sprawdzi się przy każdej okazji, spokojnie można go nakładać solo. Wystarczy nanieść go na ruchomą powiekę i rozetrzeć go ku górze. Można to zrobić przy pomocy pędzelków albo palców. Bardzo szybko przyczepia się do skóry i bez bazy pod cienie można osiągnąć taki kolor jaki jest w opakowaniu. Do wieczora kolor lekko przygasa, jednak nie roluje się w załamaniu powieki.


Na pewno skuszę się jeszcze na nie jeden kolor, jednak czekam na przypływ gotówki. Te cienie w regularnej cenie kosztują około 40zł, więc nie mało.


Oprócz koloru Toupe do koszyka wpadł mi jeszcze 222 Orchid Purple. Można go zgarnąć w rozdaniu, które trwa u mnie na blogu. Tutaj znajdziesz więcej szczegółów, a tak prezentuje się cień z bliska :) ładny, prawda?

http://storybyferrou.blogspot.com/2015/02/urodzinowe-rozdanie-nagroda-kosmetyki.html


Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

wtorek, 3 grudnia 2013

Isadora Cream Mouse Eyeshadow #28 Gun Metal - czyli kolejny ciekawy cień w kremie

17
Jeżeli podczytujecie mnie od jakiegoś czasu, to zapewne dobrze wiecie, że za cieniami w kremie nie przepadam zbytnio. Mimo, że nie mam jakiś większych problemów z tłustością powiek, większość z nich roluje mi się załamaniu powieki. Do tej pory natknęłam się na jeden taki cień, który tkwi w znakomitej formie przez cały dzień. Do tej listy dopisuję teraz kolejny produkt - cień w musie od firmy Isadora, czyli Isadora Cream Mouse Eyeshadow o niesamowicie iskrzącym brązowo-fioletowym kolorze  #28 Gun Metal.



Opakowanie jest inne niż przy większości tego typu produktach. Zazwyczaj cienie w kremie czy musie  znajdują się w pojemnniczkach, natomiast tutaj przypomina ono opakowanie błyszczyka. Jednak zamiast aplikatora z gąbki, jest mały pędzelek o okrągłym przekroju, którym łatwo nakłada się i rozciera cień.


Kolor jest niezły. Główny odcień to brąz, jednak widać także fioletowe refleksy (co trudno jest uchwycić na zdjęciach) I pełno srebrzystych drobinek. Obawiałam się, że w trakcie dnia będą one opadać z powieki, jednak nic takiego się nie działo.


Cień używałam solo, albo jako baza pod inne cienie. Przy nakładaniu solo należy uważać, aby równomiernie go rozłożyć na powiece. W tym celu rozcieram go palcem albo czystym pędzlem. Wtedy najlepiej widać te fioletowe tony. W momencie kiedy używałam go jako baza pod inne cienie, iskrzące drobinki świetnie przebijają przez inne kolory. Dobrze współpracuje z produktami innych firm.
Cień jest dobrze napigmentowany, dokładając warstw można wzmacniać kolor.


To co najważniejsze we wszelakich cieniach to trwałość. Tak jak wspomniałam we wstępie, nie roluje się on w załamaniu powieki co jest dużym plusem. W ciągu dnia kolor nie blednie. Producent mówi, że cienie są wodoodporne. Nie miałam sytuacji, aby to sprawdzić, ale zmywa się zwykłym mleczkiem do demakijażu, więc w tę wodoodporność bym nie wierzyła.

Podsumowując, cień jest ciekawym kosmetykiem. Chętnie po niego sięgam do wieczorowego makijażu, choć zdarza mi się używać go także do dziennego szybkiego podkreślenia oka. Jest trwały, błysk świetny, iskrzące drobinki nie migrują po całej twarzy. Kolor ciekawy, brąz z fioletowymi tonami. Ciekawa jestem innych odcieni w danej linii, bo jest dostępnych 6 kolorów.
Cena: ok 55zł


Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Sigma Beauty Eye Shadow Base #Spy - recenzja

10
Nie lubię cieni w kremie, z założenia i doświadczenia. Do tej pory te, z którymi miałam do czynienia, nie spełniały moich oczekiwań - tzn nie były trwałe, nie trzymały się powieki, od razu rolowały się w jej załamaniu. Jak już jakieś mam, to używam tylko jako akcent lub pod cienie sypkie, aby wzmocnić kolor. Do produktu Sigmy podchodziłam raczej sceptycznie - myślałam, że będzie tak samo, czyli będzie to cień, z którym się nie polubię i albo będzie leżakował w szufladzie, albo komuś oddam.Gdybym go nie otrzymała od firmy, to nigdy bym go nie kupiła, w żaden sposób by mnie nie zainteresował, z racji konsystencji. Jednak po pierwszym użyciu zmieniłam całkowicie zdanie - zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie i chcę więcej. Zapraszam na recenzję cienia w kremie Sigma Beauty Eye Shadow Base w kolorze #Spy.



Opakowanie cienia jest świetne. Wiele produktów przewinęło się przez moje ręce, zazwyczaj te droższe  mają ładniejsze opakowania (stąd też ich ceny) ale tutaj jak sroka siedziałam i oglądałam opakowanie godzinami. W białym kartoniku znajduje się mały szklany flakonik o bardzo interesującym kształcie półkola, szkło jest bardzo masywne, grube, ciężkie.  Zakrętka czarna duża. Dostęp do cienia chroni biała "zatyczka", dzięki niej cień nie ma zbyt szybko wysychać.
 

Sam cień jest w bardzo ciekawym kolorze - podstawą jest ciepły brąz, taki kasztanowy, a w nim zatopione są zielone pigmenty, w zależności od grubości warstwy na powiecie oraz kąta padania światła, kolor się zmienia, raz jest bardziej brązowy, raz bardziej zielony. Taki duochrom.


Konsystencja kremowa, zbita, ale miękka. Bardzo łatwo się rozsmarowuje po powiece.
Do aplikacji stosuję pędzelek o kształcie języczkowatym, nabieram nim cień z opakowania a następnie nanoszę go na powiekę. I teraz jeżeli mam więcej czasu na makijaż, to rozcieram cień tym samym pędzlem, natomiast gdy już muszę wychodzić, to robię to palcem. Efekt jest praktycznie taki sam, pędzelkiem trzeba się jedynie troszkę dłużej namachać. I właśnie - cień w tym kolorze, dzięki temu, że kolor nie jest jednoznaczny, świetnie prezentuje się solo na powiece. Nie trzeba bawić się w cieniowanie itp. U mnie idealnie się sprawdza przy szybkich makijażach, bo raz dwa i makijaż oczu gotowy. Często jedynie delikatnie rozświetlam kącik wewnętrzny innym kolorem.


 Skład:



Trwałość cienia jest bez zarzutu. Jestem mile zaskoczona, bo tak jak we wstępie pisałam, z cieniami w kremie nie mam zbyt dobrych wspomnień, natomiast tutaj nie mogę mu nic zarzucić. Trzyma się powieki przez kilkanaście godzin, nie roluje się, nie zbiera się w załamaniu, kolor nie płowieje. Nie potrzebuje żadnej bazy pod cienie, by przedłużać trwałość. I to co jest wielkim plusem przy takich produktach - nie ma mowy o żadnym osypywaniu się. Dla mnie IDEAŁ :)

Tak się prezentuje cień w akcji:  
(wewnętrzne kąciki lekko rozświetliłam beżowym cieniem , reszta powieki jest pokryta cieniem Sigma)

 


Cała buzia.  
Tutaj bardzo dobrze widać jak ten cień się prezentuje: w zewnętrznym kąciku widać brąz, a środek to połyskująca metaliczna zieleń. Kącik wewnętrzny rozświetlony innym cieniem.



Minusów nie znalazłam i przez to mam ochotę na więcej kolorów. Cena nie jest też jakaś straszna, bo tylko $13.00, co w przeliczeniu na złotówki wychodzi ok 40zł.

Jeżeli macie możliwość zakupów produktów Sigmy, spójrzcie na te cienie - nie tylko pędzle są znakomitej jakości. Naprawdę warto :)


PS. Sorki, że mnie tak mało, ale życie... i niestety już tak będzie częściej. :/


Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia