niedziela, 26 marca 2017

VATIKA DERMOVIVA Oczyszczający żel do mycia twarzy z miodlą indyjską

6

Oczyszczanie twarzy to ważny punkt w mojej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie, że wieczorem nie zmywam codziennego brudu, czy rano nie odświeżam cery po nocy. Stosowałam już różne preparaty: od tych drogeryjnych, po naturalne żele i mydła. Jedne się u mnie wyśmienicie sprawdzały, inne uczulały, zapychały i powodowały pojawianie się niedoskonałości. Ostatnio w mojej łazience pojawiły się kosmetyki Dabur Vatika. Widziałam je wielokrotnie w sklepach internetowych i zastanawiałam się nad zakupem. Ceny nie są wysokie, a opinie w internecie są raczej pozytywne. Dzięki sklepowi Magiczne Indie trafił do mnie między innymi Oczyszczający żel do mycia twarzy z miodlą indyjską. 



Oczyszczający żel do mycia twarzy z miodlą indyjską (neem) marki Dabur Vatika z linii kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji twarzy Dermo Viva. Bez sls, parabenów i mydła. Łagodny dla skóry, testowany dermatologicznie.  Właściwości antybakteryjne i ochronne wyciągu z liści neem łagodzą podrażnienia skóry i zapewniają jej dogłębne oczyszczenie. Żel do mycia twarzy Neem ma właściwości antybakteryjne, tonizujące i odżywiające. Stosowane regularnie przeciwdziała tworzeniu się zaskórników oraz utrzymuje prawidłowe pH skóry.  Jest polecane szczególnie do pielęgnacji cery trądzikowej.  Pojemność: 150ml. Cena: 16.90zł. [źródło: magiczne-indie]


Na początku zainteresowało mnie, czym jest miodla indyjska, główny składnik żelu. Jest to gatunek drzewa, który przede wszystkim występuje w Indiach. Jest wykorzystywana w medycynie oraz kosmetyce ze względu na swoje właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybiczne i antywirusowe, ponieważ zawiera wiele aktywnych składników, takich jak terpenoidy, azadirachtiny i różnorodne związki siarki; ale także ma zastosowanie w rolnictwie i kulinariach. W krajach dalekiego wschodu spożywane są młode pędy oraz kwiaty. Ciekawostką dla mnie było, że w Indiach drzewo jest czczone, a liście miodli wykorzystywane są w rytuałach, ponieważ według wierzeń stanowią podarunek dla jednej z bogiń.


Miękka tubka kosmetyku kryje w sobie 150 ml żelu o gęstej konsystencji, Jego kolor jest jasnozielony, przezroczysty, na zdjęciach ujawniły się tylko żółte tony. Zapach jest delikatny, przypomina mi zapachy kosmetyków dla niemowląt, dobrze się pieni (dzięki substancjom pianotwórczym na początku składu) i jest mega wydajny - odrobina starcza na umycie całej twarzy. Żel stosuję już od prawie miesiąca dwa razy dziennie i pozostało ok 1/4 tubki. Używałam go też do mycia pędzli i dobrze poradził sobie z ich oczyszczeniem. Kosmetyk pozytywnie wpłynął na moją cerę. bardzo dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu oraz zanieczyszczeń, pozostawia ją odświeżoną, gładką. Nie zauważyłam, aby ją wysuszał, ściągnął, czy spowodował jakikolwiek dyskomfort. Natomiast jest widoczne, że mam mniej podskórnych wyprysków, a bolące niedoskonałości pojawiają się bardzo rzadko. Niestety nie przyśpiesza ich leczenia, u mnie takie zmiany bardzo długo się goją. 



Skład początkowo mnie nie zachwycił. Dużo jest substancji pianotwórczym oraz konserwujących, raczej nie są one drażniące i źle wpływające na organizm, są niezbędne przy tego typu kosmetykach, aby nadać im tę formę. Natomiast ekstrakt z miodly indyjskiej jest gdzieś w połowie. Mimo tego, żel u mnie się sprawdził i nie wyrządził mi żadnej krzywdy. Świetnie oczyszcza skórę, pozostawia ją świeżą, gładką, gotową do dalszych czynności pielęgnacyjnych. 

Używałyście tego kosmetyku? Może macie swoje sprawdzone produkty firmy Dabur Vatika?

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

piątek, 24 marca 2017

WIOSENNY MAKIJAŻ: The Freshness of Spring

15

Ostatnio nie mam makijażowej weny. Stawiam przede wszystkim na prostotę - nie kombinuję, bo nawet nie wiem, co mogłabym jeszcze ciekawego pokazać. Doszłam do pewnego muru, którego nie mogę sforsować. Poza tym, na co dzień rzadko kiedy mam czas na wykonanie pełnego makijażu, tusz do rzęs w zupełności mi wystarcza. A to nic ciekawego. Jednak ostatnio spróbowałam znaleźć wolną chwilę, aby pokonać swoje ograniczenia. I nawet jestem zadowolona z końcowego efektu.



Jest wiosna, więc zdecydowałam się na świeży makijaż. Wybrałam do tego kolory takie jak zieleń, błękit, fiolet czy lilię. Dla urozmaicenia, na środku powieki zaaplikowałam piękny duochromowy pigment. Czarna kreska wzdłuż linii rzęs oraz sztuczne rzęsy pozwoliły mi na jeszcze większe wyeksponowanie oczu. Usta pozostawiłam w neutralnej kolorystyce. Pomadka o pięknym różowym odcieniu ostatnio jest moim ulubieńcem - świetnie ożywia twarz i jak najbardziej wpisuje się w nadchodzącą porę roku.

 


Lista kosmetyków:
//TWARZ (FACE)//

- Makeup Atelier Paris Anti-shine Moisturizing Base

- Foundation Revlon Colorstay  180 Sand Beige

- DAX Cosmetics Cashmere Makeup Concealer

- My Secret Face Matt Powder

- Sensique Bronzing Powder 107 Natural Tan

- Kobo Professional Matte Blush Palette

 

//BRWI (BROWS)//

- Kobo Professional Eyebrow Colour 302 Ash



//OCZY (EYES)//

- Zoeva Eyeshadow Fix Matte

- Sigma Beauty Nightlife by Camila Coelho Patette: Panache, Leather Pants

- Makeup Geek Eyeshadows: Masquerade, Phantom, Mermaid

- Inlgot Pure Pigment Eyeshadow 35

- MySecret Khol Kajal Eyeliner o5 Turquoise

- Sigma Beauty Gel Eye Liner Wicked

- False Lashes Neicha 513

-  Max Factor 2000 Calorie Mascara



//USTA (LIPS)//

- My Secret 'I love Matte Lips' Lipstick 02 Lily



 
 


Co sądzicie o tym makijażu?
Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

NEICHA Sztuczne rzęsy 513 oraz niewidoczny klej do rzęs

8

Nie często sięgam po sztuczne rzęsy, choć nie uważam się za laika w tym temacie. Moje naturalne są na tyle długie, że zazwyczaj wystarczy je dobrze wytuszować. Jednak od czasu do czasu, na większe wyjścia bardziej podkreślam swoje spojrzenie właśnie tym elementem makijażu.  W styczniowym pudełku ShinyBox znalazłam sztuczne rzęsy oraz klej firmy NEICHA. Produkty na tyle mi się spodobały, że z chęcią chciałam je wypróbować. Zapraszam na recenzję.

 


Zacznę może od recenzji rzęs. Mój model to 513. Na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo ładnie. Zewnętrzne kąciki są bardziej zagęszczone, dzięki temu nadają efekt tzw, kociego oka. Widać, że pojedyncze rzęski są precyzyjnie doklejone, delikatnie na krzyż, nie ma bałaganu. Pasek jest czarny, jednak nie odznacza się na powiece. Przyznam szczerze, że rzęsy mnie zaintrygowały i jak najszybciej chciałam ich użyć.




Niestety już przy pierwszej aplikacji pojawiły się problemy z rzęsami. Po pierwsze bardzo ciężko było je odkleić od opakowania - klej był mocny, przez co niepostrzeżenie można było poodrywać pojedyncze rzęski. Na szczęście udało się i na pasku rzęs nie zauważyłam żadnych ubytków. Z łatwością się one dopasowały do kształtu powieki, nosiło je się wygodnie, nie były odczuwalne na powiekach. Niestety kolejne schody napotkałam przy ich myciu. Rzęsy są tak delikatne, że odklejenie nadmiaru kleju graniczy z cudem. Niestety tym razem nie udało się bezproblemowo przejść przez ten proces. Pasek tak jakby się złamał. Przy drugiej aplikacji nie było to na szczęście widoczne na oku. Kolejne mycie niestety już nie należało do przyjemnych - klej na pasku nie chciał puścić i chwila nieuwagi spowodowała, że został on naruszony a pojedyncze rzęsy wypadły, a całość nie jest zdolna do ponownego użycia. Tak się prezentują rzęsy po dwóch użyciach :/



Nie uważam, że nie mam doświadczenia ze sztucznymi rzęsami, do tej pory nie miałam takich problemów. Ten model u mnie się nie sprawdził.  Szybko się zniszczyły, przez co np porównując z do tej pory moimi ulubionymi rzęsami Ardell wypadły bardzo kiepsko. Opinie w internecie na temat tego modelu rzęs raczej są bardzo dobre, być może ta partia nie należała do udanych... Tak czy siak, ta przygoda nie zachęca mnie do dalszego poznawania asortymentu firmy.


 


O niewidocznym kleju Neicha będą same plusy. Po pierwsze aplikacja jest bardzo wygodna. Za pomocą cienkiego pędzelka można nałożyć produkt na pasek rzęs lub na kępki. Nie zużywam nadmiaru produktu, jak to ma miejsce na przykład przy klejach w tubkach, to co potrzebuję pobieram za pomocą aplikatora. Kolor kleju jest biały, jednak gdy zasycha, robi się przezroczysty. Przez to jest on niewidoczny na powiekach. Bardzo szybko schnie i dobrze mocuje sztuczne rzęsy do powieki. Chyba po raz pierwszy nie miałam większych problemów przy wewnętrznych kącikach - klej bardzo szybko złapał skórę. W ciągu dnia pasek rzęs nie odkleja się, przez co nie muszę się martwić o makijaż. Warto tutaj też nadmienić, że mnie nie uczulił, jak najbardziej może być stosowany przez osoby mające wrażliwe oczy i noszące soczewki.



Podsumowując, klej Neicha wyparł mojego dotychczasowego ulubieńca z Inglota i na pewno zostanie ze mną na dłużej. Natomiast sztuczne rzęsy u mnie się nie spisały, są bardzo delikatne i bardzo szybko uległy zniszczeniu. Oba produkty można zakupić w znanych drogeriach internetowych, a koszt to około 15zł.

Miałyście kiedykolwiek do czynienia z rzęsami Neicha? Jak się u Was sprawują?


Pozdrawiam :)

 
Czytaj dalej »

niedziela, 19 marca 2017

Podwójne urodziny!

3
Marzec jest dla mnie bardzo ważnym miesiącem, ponieważ 7 lat temu na świat przyszedł Kuba. Pamiętam tamten dzień bardzo dobrze i jestem pod wrażeniem tego, jak ten czas szybko leci. Ostatni tydzień upłynął nam na przygotowaniach do imprez urodzinowych, bo mały miał ich aż dwie: dla rodziny oraz dla dzieci. Było wesoło! Najważniejsze, że syn jest zadowolony i szczęśliwy. A matka dopiero teraz usiadła i ma chwilę, aby odpocząć. Mimo ogólnego zmęczenia - było warto.

 




Drugim powodem, dla którego marzec jest dla mnie ważny, jest blog. Przed chwilą sobie uświadomiłam, że od sześciu lat jestem z Wami! Nie sądziłam, że aż tak długo wytrwam. Choć ostatnio z moją częstotliwością pojawiania się tutaj jest różnie, nadal staram się przedstawiać Wam moją opinię na temat kosmetyków, pokazuję Wam moje makijaż i czasami wplotę w to wszystko trochę prywaty. Cieszę się, że nadal tutaj zaglądacie i spędzacie ze mną swój czas. Mam nadzieję, że jeszcze wiele lat przed nami :)


Dzięki, że jesteście :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 marca 2017

My Secret Khol Kajal Eyeliner

7

Bardzo lubię kolorowe kreski na oczach i je stosuję dla urozmaicenia makijażu. Natomiast wiosną takie kreski noszę solo. W tym roku My Secret zaproponowała grube kredki w pięciu kolorach, zobaczcie jak się prezentują Khol Kajal Eyeliner.

 


Kredki są grube, otoczka jest chyba wykonana z tworzywa sztucznego, którą łatwo się temperuje.  My Secret proponuje pięć kolorów: trzy są matowe - czarny, brązowy oraz granatowy. Natomiast dwa pozostałe są metaliczne - zielony i turkusowy.  


Aplikacja nie jest problematyczna. Bardzo łatwo można wykonać nimi kreskę w intensywnym kolorze, ponieważ rysiki są dobrze napigmentowane, a przy tym miękkie. Z precyzją może być problem, ponieważ ich grubość przeszkadza w wykonaniu ostrego zakończenia kreski - za każdym razem muszę je temperować. 


Do końca nie jestem zadowolona z tego kosmetyku. Nie sprawdziły się u mnie na dolnej powiece, ponieważ bardzo się rozmazywały. Problemem może też być opadająca powieka, ponieważ kreska kilka razy mi się odbiła na górnej powiece- dla pewności muszę ją zagruntować cieniem. Przy standardowych kolorach nie ma z tym problemu, natomiast przy tych mniej codziennych znalezienie odpowiadającego koloru cienia może być trudne. Także nie zdały egzaminu na linii wody - nie są wodoodporne i szybko schodzą. 


Dla tych kredek znalazłam zastosowanie, gdy chcę wykonać roztartą kreskę - nie traci ona zbyt szybko koloru, wtedy też nie odbija się na powiece. Świetnie się też sprawdzają jako baza pod cienie - niesamowicie podbijają kolor cieni. 




Kredki można zakupić w Drogeriach Natura, kosztują 10,99zł.


Co sądzicie o tym produkcie?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

sobota, 11 marca 2017

Pielęgnacja z Joanna: Oleje Świata i linia Sensual - HITY i KITY

6

Lubię polskie produkty, bo na naszym rodzimym podwórku można znaleźć naprawdę ciekawe kosmetyki o dobrych składach i niskich cenach.  I takie perełki ma też Joanna. Kilka z nich dzisiaj pokażę, choć pojawiają się także przeciętniaki, które mnie nie zachwyciły. Zapraszam do czytania.

 



Najpierw zacznę od serii Oleje Świata, którą bardzo polubiłam. W jej skład wchodzą trzy olejki do ciała i twarzy oraz trzy balsamy na suche miejsca.



Wśród olejków do ciała i twarzy mamy do wyboru kosmetyk z olejem arganowym, olejem makadamia lub olejem migdałowym. Pojemność jednej plastikowej buteleczki to 100ml, natomiast cena to ok. 8zł. Pierwsze co zrobiłam, to spojrzałam na skład, ponieważ z doświadczenia wiem, że za tak niską cenę ciężko otrzymać produkt dobry i naturalny. W każdym egzemplarzu na pierwszych miejscach są czyste oleje, natomiast później pojawia się kilka konserwantów. Zatem skład w moim odczuciu jest całkiem niezły. Warto tutaj też odnieść się do zapachów. Ja bardzo lubię olej makadamia, natomiast mój syn przypodobał sobie olej migdałowy, bo jak to stwierdził: "chce pachnieć jak cukierki krówki". 



Olejki można stosować na wiele sposobów.  Przede wszystkim używam ich do ciała, ponieważ świetnie nawilżają skórę, a aktywne składniki ją odżywiają i uelastyczniają. Wszelkie olejki zawsze wmasowuję w wilgotną skórę, a następnie osuszam ręcznikiem. Jeżeli nie lubicie tego uczucia lepkości po zastosowaniu olejków, możecie je z powodzeniem stosować do wszelkich kąpieli relaksacyjnych. Wystarczy dodać kilka kropel do wody w wannie, aby cieszyć się miękką i gładką skórą. Także kilkukrotnie nałożyłam oleje na włosy - arganowy i migdałowy ładnie je nabłyszczył, stały się one gładkie, natomiast moje końcówki nie są aż tak przesuszone, łatwiej się rozczesywały i przede wszystkim wyglądały zdrowo. Oleje stosuję także do mycia pędzli. Zawsze miałam problem z domyciem pędzli po podkładach i kiedyś wyczytałam, że do ich czyszczenia można używać wszelkich rodzai olei. I tak też robię. Moczę pędzel, aby był wilgotny, a następnie delikatnie wmasowuję w niego płyn, który świetnie rozpuszcza podkład. Wadą tej metody jest to, że zawsze mam strasznie ubrudzoną umywalkę, ale przecież to nie problem ją umyć. 



Balsamy na suche miejsca także są w trzech wariantach: z masłem oliwkowym, kokosowym lub pomarańczowym. Moim i mojego syna ulubieńcem jest ten pomarańczowy, pachnie obłędnie świeżo. Pojemniczki są dość małe, bo zawierają po 10g produktu, dodatkowo opakowanie jest zabezpieczone kartonikiem, na którym są najważniejsze informacje. Cena to około 6zł. 



W składzie można znaleźć wiele cennych i naturalnych składników i niestety kilka mniej ciekawych dodatków. Jedynie w balsamie z masłem kokosowym nie ma parafiny i tam też jest najkrótszy skład. 

masło kokosowe:  Butyrospermum Parkii Butter, Petrolatum, Cera Alba, Lanolin, Cocos Nucufera Oil, Aroma, Tocopheryl Acetate, BHT
masło pomarańczowe:  Lanolin, Petrolatum, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, Aroma, Cera Alba, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Wax, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate, Bht, Amyl Cinnamal, Citral, Linalool, Limonene, CI: 40800.
masło oliwkowe:  Lanolin, Petrolatum, Butyrospermum Parkii ButterCaprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, Aroma, Cera Alba, Olea Europea Fruit Oil, Olea Europea Oil, Unsapoifiables, Camellia, Sinensis Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, BHT, Cinnamyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Limonene, Geraniol, Linalool. 


Głównym składnikiem we wszystkich wersjach jest masło shea. Ponadto można znaleźć witaminę E, tytułowe olej kokosowy, pomarańczowe lub oliwę z oliwek. Wersja pomarańczowa wzbogacona została o olej ze słodkich migdałów i olej roślinny. Natomiast w wersji oliwkowej znajdziemy ekstrakt z zielonej herbaty.




Masełka przeznaczone są do intensywnego nawilżenia suchych miejsc takich jak łokcie, kolana, pięty. Efekt widać praktycznie od razu. Dodatkowo często krem wmasowuję w skórki paznokci, które stają coraz miększe. Z powodzeniem masełka służą mi także jako balsamy do ust: bardzo dobrze nawilżają spierzchnięte usta pozostawiając je gładkie.

Mimo małych rozmiarów balsamy są bardzo wydajne. Nie używam ich na duże obszary, więc wystarcza niewielka ilość aby natłuścić usta, łokcie czy dłonie. Po kontakcie z ciepłą skórą rozpuszczają się, co bardzo ułatwia aplikacje.

W serii Sensual można znaleźć typowe kosmetyki do podstawowej pielęgnacji: żele pod prysznic, balsamy, peelingi, kremy do rąk i stóp. Ja posiadam cztery kosmetyki, które nie spowodowały jakiegoś szybszego bicia mojego serca.



Kremowy żel pod prysznic Kolagen morski jest przyjemny w obsłudze, dobrze się pieni i oczyszcza ciało. Nie zauważyłam, aby wysuszał skórę. Zapach także ok, przyjemny. Na pewno ten produkt zużyję do końca, ponieważ od takich kosmetyków nie mam większych wymagań: ma ładnie pachnieć i oczyszczać skórę pozostawiając ją świeżą. I tak się tutaj dzieje. W domu jest nas pięcioro, więc żele pod prysznic szybko u nas znikają. 


Balsam do ciała proteiny jedwabne mnie nie zachwycił. Gliceryna i parafina dostatecznie mnie odstrasza. Dla mnie to taki przeciętniak.



Krem do rąk i paznokci olejek arganowy jest wart bliższemu zapoznaniu się. Po jego użyciu dłonie są gładkie i miękkie. W składzie można znaleźć masło shea (już na drugim miejscu), olej arganowy oraz olej migdałowy, które bardzo dobrze nawilżają naskórek. Krem szybko likwiduje suchość rąk oraz nieprzyjemne ściągnięcie skóry.Lekka i nietłusta konsystencja dobrze się rozsmarowuje, bardzo szybko się wchłania.


Odżywczy krem do stóp kozie mleko nie sprawił, że skóra stóp stała się gładka i miękka. Niestety nie zauważyłam większych i długotrwałych efektów. Oczywiście, po wsmarowaniu kremu widoczna jest poprawa, ale jest to tylko chwilowe. Plusem jest to, że delikatnie pachnie, ma lekką konsystencję i szybko się wchłania.



Podsumowując, kosmetyki z serii Oleje Świata mnie zachwyciły i są to kosmetyki godne polecenia. Mają wielorakie zastosowania, w miarę dobre składy i cudowne zapachy. Natomiast linia Sesnual jest hmm... zwyczajna. Jedynie krem do rąk wybija się przed szereg i wart jest uwagi. Plusem tych kosmetyków jest to, że są dostępne niemal w każdej stacjonarnej drogerii i kosztują niewiele.

Co sądzicie o prezentowanych kosmetykach? Macie na coś ochotę?

Pozdrawiam :)






Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia