Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie olejami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie olejami. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Długa historia o pryszczu. Moja walka!

13
Moja walka z trądzikiem trwa od kilkunastu lat. Pierwsze wypryski pojawiły się w LO i od tamtej chwili przegrywałam. Dwa lata temu rozpoczął się najgorszy okres. Dzień w dzień pojawiało się po kilka bolących czerwonych gul, które na moich oczach rosły i się rozwijały. Nie miałam na twarzy przestrzeni, która nie była zainfekowana. Niestety, pomagałam też w rozwijaniu się niedoskonałości. Ciągle dotykałam twarzy, rozdrapywałam, wyciskałam. Mogłabym nawet stwierdzić, że to był rodzaj nerwicy natręctw. Moje myśli i czyny krążyły przede wszystkim wokół pryszczy. Nie da się w kilku słowach opisać, co wtedy czułam. Wiedziałam, że robię źle, jednak nie mogłam przestać. Było to strasznie dołujące. Miałam prawie 30 na karku, rodzinę, dziecko, pracowałam. A nie potrafiłam sobie poradzić ze swoimi niedoskonałościami.  Próbowałam wielu sposobów, szukałam i czytałam wiele artykułów, które miały mi pomóc w tej nierównej walce. Jednak to moje myślenie i podejście musiało ewoluować na przestrzeni tych lat, aby w końcu móc powiedzieć, że wygrałam! 


Dzisiaj chciałam Wam opisać działanie pewnego mydełka, które w znacznym stopniu przyczyniło się ostatnio do poprawy mojej cery. Ale zanim to zrobię, chcę wyraźnie zaznaczyć, że na ten efekt, który teraz mam, pracowałam prawie dwa lata. Przewinęło się wiele kosmetyków, które miały znaczny wpływ na to, jak teraz wyglądam. Nie zrobiło to tylko to mydełko... Chcę żebyście to wiedziały, bo sama wiem, jak podchodziłam do wszelkich recenzji cudownych preparatów. Jeżeli borykasz się z trądzikiem, tak jak ja, to musisz sobie uświadomić, że jednym specyfikiem niczego nie zmienisz. Nie zmienisz też swojej cery w ciągu kilku miesięcy. To jest długa walka, często trzeba zasięgnąć rady dermatologa. Mi się udało bez leków, choć stan zapalny, jaki miałam, bym naprawdę poważny i rozległy.



Na początku chciałabym przypomnieć co stosowałam. Tak jak wcześniej napisałam, musiało się zmienić moje myślenie. Z tym było najgorzej. Musiałam się pilnować, aby nie dotykać twarzy. Uwierzcie, było ciężko, wyeliminowałam to po kilku miesiącach, choć nadal mi się zdarza, że np  oglądając film zaczynam szukać wszelkich uwypukleń, aby je rozdrapywać czy wyciskać. Kolejny ruch, który wykonałam, to odstawiłam wszystkie typowo drogeryjne specyfiki, które często kuszą na półkach sklepowych. A byłam ich fanką. Mleczka, toniki, kremy. Nie wierzę już w reklamy, dla mnie rekomendacją są składy. Na przestrzeni tych lat zauważyłam, że  moja cera nie lubi parabenów, parafiny oraz masła shea i tych substancji przede wszystkim unikam. Warto tutaj zaznaczyć, że nie zrezygnowałam z makijażu. Nadal się malowałam używając tych samych kosmetyków co wcześniej.  Jednak większą uwagę przywiązuję do odkażania wszelkich mazideł, dbam o nie, często myję pędzle.

Na początku stosowałam metodę OCM, która w znacznym stopniu wpłynęła na pozbycie się wszelkich niespodzianek. Sama kupowałam oleje, mieszałam je w odpowiadających mi proporcjach. Następnie powoli przeszłam na czarne mydło, które świetnie się rozprawiło z niechcianymi wypryskami. W połączeniu z elektryczną szczoteczką działała cuda. Oczywiście robiłam 'skoki w bok', ale nigdy nie wróciłam do drogeryjnych produktów. W uważny sposób wybierałam toniki, kremy, maski, jednak wciąż kręciłam się wokół naturalnych kosmetyków o krótkich i prostych składach.



Wiele miesięcy przemyślanej pielęgnacji opłaciło się. Od kilku miesięcy na mojej twarzy nie pojawiły się żadne bolące ropne wypryski. Co jakiś czas 'coś' wyskakuje, jednak jest małe i szybko znika. To, z czym nie mogłam sobie poradzić to małe podskórne krostki, przebarwienia potrądzikowe i blizny. Z tymi dwoma ostatnimi niedoskonałościami ciężko sobie poradzić za pomocą tylko kosmetyków, więc się skoncentrowałam na walce z krostkami. I tutaj spisało się wyśmienicie mydełko, które kupiłam całkowicie przypadkowo. Mydło Aleppo z olejem z czarnuszki Najel wykonało świetną robotę.  


Naturalne mydło przeznaczone jest do cery trądzikowej. Bazą mydła Aleppo jest oliwa z oliwek z domieszką oleju laurowego, które ma właściwości antyseptyczne. Natomiast olej z czarnuszki przyśpiesza proces regeneracji naskórka, przyśpiesza gojenie się ran,  wspomaga  leczenie schorzeń skórnych. Oprócz tego chroni skórę przed promieniami UV i łagodzi podrażnienia. Skórę jest nawilżona, gładka. Nic w tym dziwnego, bo 85% oleju to nasycone kwasy tłuszczowe takie jak kwas linolowy, oleinowy oraz alfa-linolenowy. Oprócz tego pełno jest witaminy E, beta karotyny, tymochinon, sterole, biotyna.


Dzięki tym trzem głównym składnikom mydła cera jest oczyszczona, świeża. Pozbyłam się wszelkich podskórnych krost oraz zaskórniaków. Łagodzi wszelkie podrażnienia, pozostawiając skóę miękką i gładką. Czuć także głębokie nawilżenie. Mydełko bardzo dobrze się pieni, można je stosować do golenia, szybciej radzi sobie podrażnieniami.

Mydełko używam od miesiąca, conajmiej dwa razy dziennie i bardzo szybko zauważyłam pozytywne zmiany. Nie mam zamiaru z niego już rezygnować. Będę go używać zamiennie z czarnym mydłem.


Jeszcze rok temu nie wierzyłam w to, że pozbędę się wyprysków i będę zadowolona z cery. A tak teraz jest. Wiele osób z mojego otoczenia zauważyło zmianę, częściej pojawiam się bez makijażu. Bo mimo że mam nadal zaczerwienienia, plamy potrądzikowe i blizny, to w końcu się siebie nie wstydzę.

Jeżeli ktoś z Was nadal walczy z trądzikiem, to mam nadzieję, że tym wpisem pomogłam i naprowadziłam na konkretne zmiany. I trzymam za Was kciuki!


Pozdrawiam :)







Czytaj dalej »

sobota, 15 marca 2014

Zestaw małego chemika, czyli moje eksperymenty z pielęgnacją.

30
Hej

Ostatnio moja pielęgnacja wołała o pomstę do nieba. W sumie przez ostatnie 2 miesiące nie dbałam o siebie, przyznam się bez bicia... wszystko ograniczałam do minimum z minima. Szybki prysznic, szybki makijaż, albo i w ogóle brak makijażu (:O), szybki demakijaż. Dodatkowo doszło ogólne zmęczenie. Wyglądam okropnie. Znajomi wręcz się pytają, czy dobrze się czuję, czy nie jestem chora. Ale to tylko ja z braku czasu, chęci itp zafundowałam sobie takie atrakcje. Chyba nadszedł czas, aby to zmienić.

Robiąc sobie kolejny odmóżdżający wieczór, natknęłam się na filmik Katosu [klik], gdzie opowiada co zmieniła w pielęgnacji, co używa oraz jak i gdzie można to dostać. Za chwil parę przeczytałam ciekawe posty u Naturalia bloguje [klik] oraz  MademoiselleEve  [klik] i postanowiłam wgłębić się w temat.
Z OCM czyli z oczyszczaniem olejami, miałam już przygodę z dwa lata temu. Wtedy to sięgnęłam po oliwę z oliwek i olej rycynowy. Z lenistwa, braku przekonania do ten metody, po kilku dniach dałam sobie spokój. Tym razem chciałam zacząć porządnie. Także piszę ten post po to, aby nie zrezygnować z tego wszystkiego po tygodniu (co u mnie jest możliwe) bo będziecie krzyczeć, prawda? ;)

Z wyborem olejów miałam problem. Katosu poleca olej ze słodkich migdałów oraz avokado. Naturalia, ale także MademoiselleEve pisze, że one mogą zapychać, a tego bym nie chciała. Polecają olej jojoba, z pestek malin itp. No cóż... pomyślałam, że jak nie spróbuję, nie przekonam się. Poza tym, skład muszę dostosować do siebie, nic nie jest uniwersalne. Postanowiłam pójść za ciosem, weszłam w pierwszy sklep z półproduktami, o którym sobie pomyślałam, czyli ZróbSobieKrem i złożyłam zamówienie ;) Kilka rzeczy wpadło też "przypadkowo". ;)




1. Oleje i inne płyny.
Aby nie zamawiać dużych butli olejów, które niekoniecznie muszą się u mnie sprawdzić, wybrałam kilka po 15ml czy 30ml. Sięgnęłam po olej ze słodkich migdałów, olej z awokado, olej z nasion malin, olej jojoba i olej rycynowy. Tylko olej z nasion malin ma pojemność 15ml, reszta po 30ml. Do tego wzięłam czysty kwas hialuronowy 1%, jeszcze nie wiem po co, ale może się przyda :)



Pierwszą mieszankę olejów zrobiłam na bogato. To źle, bo będzie mi trudno stwierdzić, który olej może mi nie podpasować. O tym dopiero później pomyślałam, więc już było po ptokach. Jak coś będzie mi się wykluwało na twarzy, to zrobię uboższą mieszankę, choć liczę, że aktualny skład mnie nie zawiedzie.  Pojemniczek na mieszankę mam 30ml, taką też chciałam - po pierwsze jest poręczna, a po drugie, w razie niewypału, nie będę żałować utraty całego oleju.
W 30ml znajduje się 3ml oleju rycynowego (czyli 10% mieszanki), 7ml oleju z nasion malin (czyli 23% mieszanki) 10ml oleju ze słodkich migdałów oraz z awokado (czyli po 33% mieszanki) Razem to nam dało 30ml. Do tego dokupiłam w Lidlu trzy trójpaki ściereczek, chyba muślinowych czy coś w tym stylu, które wyglądają jak małe kolorowe mięciutkie ręczniczki. Zestaw do demakijażu gotowy :)


Użyłam mieszanki z dwa razy i już widzę że moja cera jest gładsza. Aaaaaa i chyba będę musiała zmniejszyć ilość oleju rycynowego, bo zauważam przesuszenie wokół wyprysków. Ale zobaczę, co będzie dalej się działo.

A czysty olej jojoba wsmarowałam w siebie po kąpieli i mówię WOW!

2. Witaminki?
Po oczyszczeniu twarzy z makijażu sięgam po witaminę C. Zakupiłam czysty sproszkowany kwas askorbinowy i zrobiłam jego roztwór 10procentowy. Nie wiem czy dobrze robię, ale nakładam sobie ten roztwór na twarz - szybko się wchłania. Ponoć witamina C rozjaśnia przebarwienia potrądzikowe.



3. Plamy a kysz!
Na ZróbSobieKrem natrafiłam na serum wybielające przebarwienia i piegi. Recenzje tam były nawet dobre, więc zaryzykowałam. Krem trzeba wykorzystać w ciągu dwóch tygodni, chyba że się zaaplikuje konserwant (o czym pomyślę później). Więc za dwa tyg będę musiała zakupić kolejny produkt.


A serum jest mega wydajne. Skład też niezły i szczerze to pokładam w nim wielkie nadzieje. Produkcja także łatwa, choć 'ynteligentnie' nie przeczytałam instrukcji przed zamówieniem i nagle czytam, że są potrzebne jakieś zlewki, mieszadła, mikserek :) Musiałam improwizować - trochę się namachałam ;)



4. A co to takiego?
To bonusik od sklepu. Szczerze to nie wiem jak tego używać, z czym i czy sobie krzywdy nie zrobię. Nie miałam oporu aplikować sobie witaminy C, tak z tym to jakoś nie chcę po omacku działać, bo raczej krzywdę sobie zrobię. Chyba, że pomożecie ;)




Plany!
Jeszcze chciałabym skomponować swój własny tonik. Macie gdzieś jakiś ciekawy przepis? Wystarczy sam hydrolat, czy lepiej z czymś rozcieńczać?
I pewnie sięgnę po inne oleje, muszę też sprawdzić jak olej z jojoba sprawdzi się na buzi, bo na ciele zrobił mi cud, miód ;)


Wiem, że jestem laikiem w tym temacie i pewnie będę popełniać błędy. Liczę na Waszą pomoc, bo zapewne wśród Was są osoby specjalizujące się w  OCM i pokrewnych sprawach. Chętnie wysłucham Waszych propozycji i rad. A może znacie jakieś inne sklepy z olejami? Bo przyznam, że takie kupowanie po 30ml to dość drogi interes ;)
Raczej mam ostatnio słomiany zapał, jednak nie chcę rezygnować z metody OCM, na razie nie ma jakiś efektów, wypryski nie znikają, plamy potrądzikowe dalej szpecą moją twarz, ale mam nadzieję. Z conajmniej miesiąc muszę wytrzymać ;)



PS. Dziękuję za wsparcie pod ostatnią notką! Nawet nie wiecie, jak to jest dla mnie ważne. Każdej z osobna ślę buziaki :******

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia