Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makeup Revolution. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makeup Revolution. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 marca 2016

Gadżet do mycia pędzli - Makeup Revolution Pro Brush Cleanse Tool.

23

Nie lubię myć pędzli. Zawsze zajmuje mi to o wiele czasu za dużo niż bym chciała. Poza tym, dłonie po długim kontakcie z wodą nie wyglądają korzystnie. A przecież jest to bardzo ważne, aby utrzymywać swoje akcesoria w czystości. Najgorzej u mnie myje się pędzle do podkładu, ponieważ są upaćkane Revlonem Colorstay. Próbowałam już różnych technik, moczenie, mycie zaraz po użyciu, mycie dzień po użyciu, nawet tydzień po. Zawsze usunięcie resztek podkładu jest problematyczne. Z myślą poradzenia sobie z tym problemem zakupiłam szczoteczkę do ich mycia Makeup Revolution Pro Brush Cleanse Tool.



Szczoteczka do pędzli jest wykonana z dość twardego różowego plastiku. Dzięki temu nie wygina się pod naciskiem pędzli. Jest ona też dość mała, w otwór z ledwością mieszczą się dwa palce. Być może tak ma być, aby 'łapka' nie zsuwała się, jednak po dłuższym czasie jest niezbyt wygodnie. Poza tym, i tak po pewnym czasie do środka otworu dostaje się piana i woda i nasadka ześlizguje się z palców.  Płaska strona nakładki usiana jest wypustkami, które mają ułatwić czyszczenie. Prawie na całej powierzchni są wystające paski, które są pomocne przy czyszczeniu większych pędzli, natomiast drobne "kółeczka" najlepiej używać przy mniejszych pędzlach np do makijażu oczu.


Mycie małych pędzli oraz większych np do pudru lub różu przebiega bardzo sprawnie. Szybko robi się piana, która zmywa kosmetyki z włosia. Niestety z myciem pędzli do podkładu, przede wszystkim po użyciu Revlona, sobie nie poradził. A tak naprawdę ten gadżet kupiłam właśnie w tym celu. Nadal trwa to wręcz w nieskończoność, choć łatwiej jest się dostać do nasady włosia. Nie spodobało mi się także to, że na szczoteczce pozostają resztki podkładu, które ciężko usunąć z plastiku.


Miała być rewolucja, jednak jest niewielkie ułatwienie. Myślę, że nie jest to gadżet, który odmieni Wasze życie w zakresie utrzymywania higieny pędzli. Na szczęście nie jest on drogi, kosztuje ok 25zł. 

Co sądzicie o takich udogodnieniach? Sprawdzają się u Was, czy jednak stosujecie klasyczne metody prania pędzli. Jakich środków używacie do tej czynności? Jeżeli używacie podkładu Revlon Colorstay, w jaki sposób domywacie pędzle? Czekam na Wasze opinie.

Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

piątek, 19 lutego 2016

Lutowe zakupy, czyli co nowego w mojej kosmetyczce

19

Pilnuję się z zakupami, raczej tylko uzupełniam to, co się pokończyło, rzadko się skuszę na coś nowego, ponieważ moja szafa pęka już w szwach. Mam wiele kosmetyków kolorowych, aż mi jest żal, że wiele z nich zostanie nie wykorzystanych w pełni i po jakimś czasie trafi do kosza z powodu przeterminowania się. Dlatego też staram się na kolorówkę nie polować, chyba że coś naprawdę kusi. Troszkę inaczej jest z pielęgnacją. Zapasów wielkich nie mam, więc pozwalam sobie czasami na szaleństwo. W tym miesiącu jednak postawiłam na najpotrzebniejsze kosmetyki, choć wpadło do koszyka kilka niezaplanowanych produktów. 



Revlon Colorstay  to podkład, który u mnie schodzi litrami. Zawsze jak mi się kończy, to planuję zakupy internetowe. Trafiłam na fajną promocję - 26,99zł za jedną buteleczkę to bardzo mało. Dlatego też wzięłam od razu dwie, choć początkowo w koszyku było ich więcej. Ale - im szybciej się skończy, tym szybciej będą kolejne zakupy :D

L'oreal True Match Concealer bardzo polubiłam, tak więc od razu trafił do koszyka. Na blogu możecie znaleźć recenzję tego korektora.



Pielęgnacja u mnie to podstawa. Moja cera jest problematyczna i niewiele kosmetyków potrafi ją wyciszyć. Ostatnio zrobiłam głupstwo, sięgnęłam po nowe kosmetyki do demakijażu i skończyło się to kiepskim stanem cery. Musiałam jak najszybciej wrócić do sprawdzonych produktów takich jak Nacomi Czarne Mydło oraz Najel mydełko Aleppo, tym razem oliwkowo - laurowe. Już po kilku myciach stan cery wrócił do normy, ufff. Przeglądając inne produkty natknęłam się na biosiarczkowe mydło mineralne w płynie. Opisane składniki skusiły mnie, jednak już na spokojnie, gdy przeczytałam INCI, to znalazłam tam Sodium Lauroyl Sarcosinate. Nie jestem chemikiem i posiłkuję się tym co wyczytam. Natomiast o tym składniku jedni mówią, że jest szkodliwy, inni nie. Trochę boję się eksperymentować, na razie się zastanawiam.



Znacie kosmetyki do włosów Kallos? Ja nie, ale będę poznawać. Mają dużo ciekawych produktów, skusiłam się na Szampon do włosów z ekstraktem z kawioru Caviar oraz Kondycjonującą maskę do włosów Cherry. Ciekawe co zrobią z moimi włosami. 


Pędzli u mnie nigdy nie jest za mało. Jakiś czas temu głośno było o pędzlach Kavai. Ostatnio zamarzył mi się płaski, ścięty pędzel do konturowania. Znalazłam go w ofercie właśnie tej firmy. Jak na razie spisuje się bardzo fajnie i myślę, że coś jeszcze wypróbuję z tej firmy.


Jak jesteśmy przy temacie pędzli, to nieodłącznym ich elementem jest ich mycie. Ponoć ten produkt, szczoteczka do mycia pędzli od Makeup Revolution ma w tym pomóc. Jak na razie mam mieszane uczucia, ale jestem dopiero po pierwszym użyciu. Zobaczymy, czy zakup okaże się trafiony.


Na koniec - cień do powiek firmy Freedom. Otrzymałam go jako gratis do zakupów. Kolor 206 Nude ładnie się prezentuje na swatchach, jednak nigdy nie używałam kosmetyków tej firmy i na chwilę obecną nic więcej nie powiem.



Oczywiście, po zakończeniu zakupów, przypomniałam sobie o kilku innych rzeczach, które chciałabym mieć. Ale to następnym razem.

A u Was co nowego pojawiło się w tym miesiącu?
Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

niedziela, 12 kwietnia 2015

Moja codzienność z Makeup Revolution

24
Lubię bawić się makijażem. Jak mam dłuższą wolną chwilę, to zasiadam przed lustrem i się maluję. Jednak nie oszukujmy się. Zazwyczaj, w natłoku obowiązków, mam raczej góra pół godzinny na makijaż. Wtedy stawiam na prostotę. Jeden, dwa cienie do powiek, które ładnie podkreślą oko. Sięgam po sprawdzony zestaw, po paletkę, która jest ze mną już od lata 2014r. i jak na razie  nigdy mnie nie zawiodła. Makeup Revolution Redemption Palette Iconic 2 jest bardzo uniwersalną paletą do dziennych i wieczorowych makijaży.




Iconic 2 jest tańszym zamiennikiem słynnej paletki Urban Decay Naked 2. Oryginału nie miałam, więc ciężko mi jest powiedzieć, jak bardzo obie paletki są do siebie podobne. Jednak przeglądając porównania w internecie, można stwierdzić, że Iconic 2 jest wierną kopią. Te same kolory cieni, ten sam układ, podobno ta sama pigmentacja. Natomiast duża różnica jest w cenie. Naked 2 kosztuje około 200zł, natomiast Iconic 2 tylko 20zł. Ja ją kupiłam w promocji za około 16zł. Aż żal było nie brać, nawet gdybym do końca nie była zadowolona. Jednakże niespodzianka była bardzo miła, gdy okazało się, że będę po nią bardzo często sięgać. 


Opakowanie nie jest najwyższych lotów. Plastik bardzo szybko się rysuje, przezroczyste okienko ma pęknięcia, odciski palców ciężko zmyć. Mimo tych mało zachęcających detali, warto zajrzeć do środka. Mamy tam 12 cieni do powiek, kilka jest matowych, większość jest satynowa lub metaliczna, wszystkie w neutralnych kolorach: brązy, szarości, beże, czerń. W tym zestawia każda kobieta znajdzie do siebie pasujące odcienie.  Można nimi wykonać dzienny makijaż, ale także świetnie się spisują przy ciemniejszych dymkach.

 Wszystkie cienie dobrze się aplikuje, szybko przyklejają się do powieki, dobrze się blendują. Mogą minimalnie się osypywać, ale to już zależy od techniki nakładania - ja zawsze nadmiar pyłku strzepuję z pędzelka.  Trwałość jest bardzo dobra. Pod wieczór trochę bledną, jednak nałożone na bazę pod cienie wytrzymają w stanie nienaruszonym aż do demakijażu. Z pigmentacją jest różnie. Maty raczej są gorzej napigmentowane niż metaliki, jednak nie jest to tragiczna jakość. Mi się bardzo dobrze z nimi współpracuje, bo z łatwością można budować kolor. Konsystencja także jest inna. Maty są bardziej suche, natomiast cienie metaliczne bardziej mokre, kremowe.


Zdjęcia pokazują paletkę i jej stan po tych kilku miesiącach używania. Prawie nie widać zużycia, a musicie mi uwierzyć, bardzo często po nią sięgam. Naprawdę bardzo niewiele potrzeba cienia, aby pokryć całą powiekę. Najszybciej zszedł mi beżowy jasny cień, ale go używam w prawie każdym makijażu, reszta wygląda na nie naruszoną. Paletka jest bardzo wydajna i na długo starczy.

Jeżeli jeszcze nie macie tej paletki, to nie traćcie czasu - warto ją mieć! Kosztuje niewielkie pieniądze, a można nią się fajnie pobawić. W swoich rękach miałam jeszcze Iconic 1 i też polecam. Część kolorów się powtarza, jednak ma swój urok. Iconic 3 nie miałam, raczej dominują tam różowe cienie, ja za nimi nie przepadam. Paletki są dostępne w prawie każdej drogerii internetowej.

Na blogu pojawiło się kilka makijaży, w których wykorzystałam cienie z paletki Iconic 2. Natomiast poniższy makijaż jest właśnie takim moim typowym dzienniakiem :) Wykonanie go trwało może z 5 minut. Naprawdę polecam.


Posiadacie którąś z paletek Makeup Revolution? Jak u Was się spisują?

Pozdrawiam :)




Czytaj dalej »

niedziela, 31 sierpnia 2014

Koniec lata... nikosmetyczne i kosmetyczne podsumowanie

2
Wakacje minęły. Ehhh.. miałam tak wiele planów, a niezbyt je zrealizowałam. Trochę posprzątałam, wypoczęłam. Przez ponad ostatni tydzień odpoczywałam od bloga, netu, FB itp. Z jednej strony nie miałam czasu, bo musiałam się pouczyć, rozmowa klasyfikacyjna była przede mną. (ufff udało się.) A gdy miałam czas, to sięgałam po książkę i myślałam. Dużo, być może za dużo. Wiele spraw z ostatniego półrocza próbowałam sobie poukładać w głowie, jednak nic z tego nie wyszło. Skończyłam 30 lat i zastanawiałam się, ile już za mną, a ile przede mną. Zastanawiałam się nad tymi wszystkimi niespełnionymi marzeniami... ciągle gdzieś je odpycham na dalszy plan, tłumacząc się durnymi, przyziemnymi sprawami. Czy droga, którą obrałam, jest dla mnie dobra? Życie jest zbyt krótkie, o czym się boleśnie przekonałam... dzisiaj jesteśmy, jutro może nas nie być... I mimo tej świadomości nadal ciężko mi zająć się marzeniami. Heh...

I pośród tych rozważań mijały tygodnie. Na początku sierpnia byłam nad morzem. Zrelaksowałam się troszkę z dala od codziennego zgiełku. Oj ile bym dała, aby teraz powylegiwać się nad morzem... Choć nie oszukujmy się, rzadko kiedy mi się to udawało. Bieganina za synem, który wszystko musiał zobaczyć, dotknąć, była wyczerpująca. Mimo wszystko, powrót był bolesny, bo wypoczynek zbyt krótki. 


Sięgnęłam po książki - ohh. przypomniałam sobie, jak to jest w nich się kompletnie zatracić. Kiedyś czytałam ich wiele, później przestałam i trochę mi było z tym źle... A w tym miesiącu przeczytałam ich osiem :D W tym dwa razy trylogię o Grey'u :P Tylko proszę się nie śmiać. :)))) Wiem, że część z Was nie lubi takich książek, ja też może nie uważam je za jakiś wysokich lotów, jednak miło mi się je czytało. Kończąc ostatnie zdanie z trzeciego tomu, poczułam nieodpartą chęć przeczytania wszystkiego od początku. Wiedziałam co będzie, a i tak nie żałuję tego czasu ;) A teraz czekam na film. Jestem ciekawa jak to wszystko zostanie przedstawione. Nie, nie interesują mnie sceny łóżkowe :P, raczej to jak pokażą głównych bohaterów, ich rozterki, przemyślenia, rozdarcie.



 Odpoczęłam od netu, ale nie odpoczęłam od kosmetyków. Pojawiło mi się kilka nowych pozycji. Z kolorówki dość mało, z pielęgnacji to do końca roku starczy :)

Przede wszystkim, jak już czytałyście na blogu, pojawił się u mnie zestaw od Etre Belle. Recenzję możecie zobaczyć tutaj. Zdania o tych kosmetykach nie zmieniam, nadal mi się podobają i działają oczyszczająco na cerę. Niestety zaczęłam znowu podjadać. I to nie owoce i warzywa, a ciastka, czekoladę, chrupki, chipsy.... Zdarzyło się też kilka imprez, gdzie sięgałam po alkohol. Moja cera odpowiedziała z całą stanowczością, że jej się to nie podoba. Wróciłam do punktu wyjścia sprzed kilku miesięcy. Choć trzeba przyznać, że teraz szybciej wszelkie gule się goją. Niestety plamy potrądzikowe nie chcą zniknąć! Moje serum ze Zrób Sobie Krem się skończyło i jakoś nie mogłam znaleźć chwili, aby rozrobić sobie kolejne. Muszę się za to wziąć. Do tego udało mi się wygrać na FB rozdanie, gdzie kusił zestaw rozjaśniająco - wygładzający firmy Norel Dr Wilsz: Żel oczyszczający oraz tonik żelowy z kwasem migdałowym, krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym i PHA na noc. Na razie jeszcze ich nie używałam, zastanawiam się, jak je wpleść w moją dotychczasową pielęgnację. Oj za dużo tego mam ;)




Kosmetyki Balea kusiły mnie już od jakiegoś czasu. Do Niemiec mam kawałek drogi, więc taka wycieczka na zakupy nie wchodziła w grę. Teoretycznie mogłam podjechać do Wrocławia, z tego co mi się kiedyś obiło o uszy, są sklepy sprzedające niemieckie kosmetyki. Ale nie oszukujmy się, lenistwo zawsze brało górę. Na szczęście z Niemiec wracała rodzinka i poprosiłam o zakupy. Nie określiłam co chcę mieć, miałam zostać zaskoczona. I tak oto trafiło do mnie kilka ciekawych niemieckich kosmetyków: dwa balsamy, masło do ciała, dezodoranty oraz żele pod prysznic. Ten jabłkowy to mój ulubiony. Heh... Nie dość, że mam w domu kilka nieotwartych balsamów, to teraz zbiór powiększył się o kolejne trzy. Kiedy ja to zużyję?



Będąc w Międzyzdrojach, zauważyłam namiot maroko-sklep. Dzięki spotkaniu blogerek z początku roku, poznałam działanie ich oleju arganowego, przypomniało mi się, jak dziewczyny zachwalały ich czarne mydło. Nie zastanawiając się, poczyniłam małe zakupy :) Sięgnęłam po 50ml butelkę oleju arganowego, bo poprzednik mi się kończy. Muszę przyznać, że świetnie nawilża mi cerę. Bez  zastanowienia wzięłam też Savon Noir, czyli czarne mydło. Już teraz wiem, co to znaczy "skrzypiąca cera pod palcami" - często to określenie pojawia się przy recenzjach tego typu mydeł :) Muszę przyznać, że świetnie oczyszcza cerę. Pewnie pojawi się osobny wpis na jego temat. O oleju arganowym recenzję planuję niedługo.



Z kolorówką nie poszalałam. Robiąc uzupełniające zakupy, przeglądnęłam ofertę Makeup Revolution. Dużo o nich ostatnio w internetach i zastanawiałam się, o co tyle krzyku. Postanowiłam zakupić jedną z paletek, aby się o tym przekonać. Wybrałam Iconic 2 i już teraz wiem. Jeżeli się zastanawiacie nad zakupem, to przestańcie. Cienie są naprawdę dobrej jakości, na bazie są wręcz fenomenalne. Co więcej, prawie w ogóle się nie osypują, co jest na przykład wkurzające w paletach Sleek. Od zakupów paleta towarzyszy mi w codziennym makijażu. Planuję jeszcze zakupić Iconic 1. Ładnie się prezentuje.



Mam nadzieję, że we wrześniu będzie mnie trochę więcej. Choć powrót do pracy może to uniemożliwić. Nadal zbyt chętnie nie siadam przed komputerem, ponieważ on szaleje. Paskudnika muszę przeinstalować, jednak tak tego nie lubię robić, że wolę się pomęczyć i czekać 5 min na otworzenie się strony, niż oczyścić system. Ale może to dobrze. Trzeba też się zająć innymi sprawami ;)


Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia