Ostatnio na blogu pokazuję wiele lakierów. Wcześniej tego nie robiłam, z prostej przyczyny - moje paznokcie nie wyglądały zdrowo. Odkąd pamiętam, to je obgryzałam. Czasem z nudów, siedząc przed TV, częściej ze stresu. Wyglądało to koszmarnie. Ledwo cokolwiek odrosło, a ja już działałam zębami. Niejednokrotnie tak się zapędzałam, że lała się krew. To był mój nałóg, chwilowe odreagowanie, nad którym nie mogłam zapanować. Nie używałam żadnych odżywek, skórki wycinałam albo, o zgrozo, obgryzałam. Czasami pomalowałam paznokcie lakierem, ale nie trzymały się one u mnie zbyt długo. Te 10-15 lat temu, gdy mój budżet był naprawdę znikomy, miałam może dwa lakiery - czarny i granatowy. Raczej wątpliwej jakości. Schodziły bardzo szybko, ponieważ moja płytka była w strasznym stanie - z jednego powodu - nie używałam zmywaczy do paznokci, resztki lakierów zdzierałam. Brzmi masakrycznie, prawda? Tak też to wyglądało.
Pewnego dnia powiedziałam, dość! Działałam destrukcyjnie i raczej należało z tym walczyć. Pierwsze bitwy były przegrane, ciągłe postanowienia - 'nigdy więcej' kończyły się po kilku dniach i ponownie masakrowałam paznokcie. Do pewnych rzeczy należy dorosnąć i w końcu udało mi się zmienić swoje nawyki. Przede wszystkim przestałam obgryzać paznokcie, co już bardzo dużo dało. Czasami mi tego brakuje, jednak nie wracam do tego. To już była połowa sukcesu. Jednakże, paznokcie nadal nie wyglądały zbyt dobrze, musiałam sięgnąć po preparaty, które miały mi pomóc. Borykałam się z przesuszonymi i brzydkimi skórkami, w ich 'opanowaniu pomogły oleje, ostatnio przede wszystkim
olej arganowy (aktualnie używam
tego), który dwa razy w tygodniu wmasowuję w paznokcie i pozostawiam do wchłonięcia/wyschnięcia. Drugim pomocnym preparatem okazał się żel do usuwania skórek
Sally Hansen Instant Cuticle Remover, na który skusiłam się po fali recenzji na blogach. Kosztował minie niecałe 10zł, bo kupowałam w promocji w jednym ze sklepów kosmetycznych i to były najlepiej wydane 10zł.


Preparatu używam tak jak zaleca producent. Nakładam go na skórki na kilkadziesiąt sekund, przez ten czas żel zmiękcza je, tak jakby je rozpuszcza i bezproblemowo można je usunąć. Pozostawia skórę wokół paznokcia miękką, nawilżoną. Stosowany regularnie sprawa, że moje skórki wyglądają zdrowo, nie narastają tak, abym musiała je wycinać. Wystarcza tylko pielęgnacja tym żelem. Jeżeli widzę, że mam zrogowaciały bądź przesuszony naskórek wokół paznokcia, to także nakładam żel na kilka minut, a następnie zmywam ciepłą wodą.
Opakowanie preparatu jest bardzo funkcjonalne. Buteleczka jest wykonana z miękkiego plastiku, natomiast 'dziubek' ułatwia precyzyjne nakładanie żelu. Dobre też jest to, że żel jest gęsty i nie spływa ze skóry.
Sally Hansen Instant Cuticle Remover świetnie działa na moje skórki i dzięki temu paznokcie wyglądają zdrowo. Teraz już wiem, skąd taka jego popularność na blogach. Jeżeli jeszcze go nie macie, to warto za nim się rozejrzeć. Naprawdę czyni cuda. W połączeniu z olejem oraz odżywką do paznokci, mogę w końcu się cieszyć zadbanymi dłońmi.
A jakie są Wasze 'paznokciowe' historie? Jakich preparatów używanie do pielęgnacji dłoni i paznokci?
Pozdrawiam :)
Czytaj dalej »