Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LadyMakeup. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LadyMakeup. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 sierpnia 2017

W poszukiwaniu podkładu idealnego || MakeUp Atelier Paris HD FOUNDATION AIRBRUSH - Płynny podkład HD

4


Rozpoczynam nową serię na blogu: W poszukiwaniu podkładu idealnego. Niestety ostatnio moi ulubieńcy dziwnie wyglądają na mojej skórze, dodatkowo lata mijają, mam już inne potrzeby. Nadal potrzebuję krycia, ale bez efektu maski, bez płaskiego matu, bez pokazywania tych wszystkich niedoskonałości. Ciągle coś kupuję i testuję. Od sklepu ladymakeup.pl otrzymałam podkład Makeup Atelier Paris HD FOUNDATION AirBrush, który może być także rozprowadzany za pomocą aerografu. Na temat tego kosmetyku jest dużo dobrych opinii, czas na moje pięć groszy.

 



Dlaczego szukam ideału? Niestety Revlon Colorstay zaczął coraz częściej u mnie na twarzy brzydko wyglądać, uwidacznia wszystko, co chciałabym ukryć. Nie wiem w czym jest problem, podejrzewam, że nie współgra z pielęgnacją, którą ostatnio stosuję, albo po prostu cera ma już dość. Dobrze się spisywał u mnie Estee Lauder Double Wear, jednak zaginął podczas podróży do Warszawy. Podejrzewam, że ktoś miał lepkie rączki, bo i perfumy zaginęły. No cóż, zauważyłam to dopiero w domu i już nic z tym nie mogłam zrobić. Teraz też jestem w trakcie testowania Clarins Everlasting Foundation, jednak nie trafiłam z kolorem i w lecie jest on troszeczkę za jasny. Staram się go przyciemniać i udaje mi się to z różnym skutkiem.



Opakowanie Makeup Atelier Paris HD FOUNDATION AirBrush, w porównaniu z innymi podkładami tej firmy, jest dość ubogie i po prostu nie zachęca do zakupu. Jednak każdy wizażysta targający kilkanaście buteleczek będzie zadowolony. W małej plastikowej buteleczce znajduje się 30 ml podkładu, który ma konsystencję bardzo płyną, lejącą. Posiadam kolor AIR2B, który ma żółte i różowe tony. Podkład jest na bazie wody, silikonowego oleju lotnego, mikronizowanych pigmentów oraz żywicy silikonowej. Dzięki temu według producenta można uzyskać naturalny efekt o wyjątkowej gładkości, bez widocznych niedoskonałości. A jak jest naprawdę?



Miałam duży problem z dopasowaniem odpowiedniego narzędzia do nakładania podkładu. Niestety gąbki typu Beauty Blender czy pędzle Flat Top strasznie dużo piją kosmetyku, przez co staje się on niewydajny. W końcu podkład został stworzony dla profesjonalistów, którzy będą go rozprowadzać aerografem. Niestety takowego sprzętu nie posiadam, więc musiałam szukać dalej. Najlepsza wydajność jest chyba przy rozprowadzaniu go palcami lub pędzlem typu duo-fibre - używam do tego pędzla Maestro 145. 



Podkładem MAP AirBrush trzeba budować krycie. Mam cerę z masą niedoskonałości, małych krostek, przebarwień, rozszerzonych porów. Pierwsza cienka warstwa niestety nic nie zakrywa, ujednolica jedynie kolor cery. Nie matuje, cera ma delikatny naturalny glow, wygląda bardzo ładnie, choć wszelkie przebarwienia są widoczne. Zawsze nakładam drugą warstwę podkładu i wtedy jest o wiele lepiej. Większość przebarwień jest przykrytych, jednak w ruch musi pójść korektor lub kamuflaż. Nie uwidacznia rozszerzonych porów, minimalnie je zakrywa. Jak wygląda cera? Bardzo naturalnie, jakbym na niej nic nie miała. Nawet po przypudrowaniu po chwili jest zdrowy i świeży błysk cery. Nie osiągnie się nim płaskiego, silnego matu, czy efektu maski. I to prawda, na zdjęciach wygląda bardzo ładnie, jest praktycznie niewidoczny. Trwałość podkładu jest bardzo dobra, ma on wodoodporną formułę, więc nie groźne dla niego są łzy czy pot. Dobrze się spisuje na mojej tłustej strefie T, przy noskach i na brodzie nic się złego nie dzieje. Po kilku godzinach jednak muszę sięgnąć po bibułki matujące i zebrać nagromadzone sebum. Biorąc pod uwagę to wszystko, co do tej pory napisałam, ten podkład świetnie będzie się sprawdzał przy większych wyjściach takich jak wesele.



Czy jest to mój ideał? Niestety nie. Potrzebuję podkładu bardziej kryjącego już po pierwszej warstwie. MAP HD Foundation świetnie się sprawdza przy cerach mało wymagających, które potrzebują lekkiego lub średniego krycia i nie mają zbyt wiele do ukrycia. Dobrze też wygląda na cerach dojrzałych, bo nie podkreśla naturalnych zmarszczek. Tak jak pisałam wyżej, moja cera nie należy do ideałów i posiada wszystko, czego mieć byśmy nie chcieli. Wolę sięgnąć po podkład wodoodporny MAP  Waterproof Liquid Foundation. Lepiej się w nim czuję i nie muszę budować krycia. Szkoda, że nie daje takiego samego wykończenia jak MAP HD, bo myślę, że wtedy skłonna byłabym zakończyć poszukiwania podkładu idealnego. Jednak nadal szukam, może Wy macie jakieś propozycje? Co u Was się sprawdza najlepiej?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

sobota, 8 lipca 2017

Czy warto zainteresować się cieniami do powiek BIKOR?

8

Uwielbiam błyszczące cienie - metaliczne czy brokatowe. Świetnie nadają się one jako akcent kolorystyczny w makijażu. Wystarczy odrobina, aby odmienić cały makijaż, albo na środek powieki, albo w wewnętrznych kącikach. A jeżeli mają jeszcze wykończenie duochromowe, to jestem wniebowzięta. Od dłuższego czasu bawię się poczwórną paletką cieni BIKOR o numerze 16. Dzisiaj przybliżę Wam moje odczucia w stosunku do niej.




Paletka cieni kolorystycznie bardzo mi odpowiada - zielenie i niebieskości lubię przemycać w makijażu, ponieważ odpowiednio nałożone świetnie podkreślają zieloną tęczówkę. W paletce znajduje się granat, jasna zieleń oraz turkusowa zieleń, które mają wykończenie metaliczne. Natomiast czwarty cień to biel, która opalizuje na liliowo. Chyba po ten kolor najczęściej sięgam, ponieważ świetnie prezentuje się w wewnętrznych kącikach. 


 

Konsystencja cieni jest kremowa, dzięki temu nie ma problemu z ich osypywaniem, o ile nie będziemy przeginać przy ich pobieraniu. Można je nakładać pędzelkiem na sucho, mokro albo wklepywać palcem. I te dwie ostatnie metody najbardziej lubię. Niestety na sucho nie widać tej pięknej barwy, która jest w pudełeczku, zanika ona przy blendowaniu. Natomiast wystarczy lekko zwilżyć pędzelek i delikatnie wcierać cienie w skórę, aby kolory rozkwitły. Także intensywność barwy wzrasta po nałożeniu bazy pod cienie. 

 


Trwałość cieni jest bez zarzutu, nie bledną one w ciągu dnia, uzyskuje się dzięki nim świetny makijaż. Poniżej macie próbkę - praktycznie w całości makijaż oczu został wykonany cieniami z paletki Bikor. Uzyskałam intensywne barwy, kolory ładnie przechodzą między sobą. 




 Więcej zdjęć możecie zobaczyć w tym poście   ---->   Drama Color || Makijaż

Paletka cieni pochodzi z sklepu ladymakeup.pl i kosztuje 65zł. Dostępnych jest wiele zestawów, choć w tej chwili do wyboru jest ich tylko trzy.  Jeżeli poszukujecie ciekawych kolorów w miarę przystępnej cenie, to warto zainteresować się propozycją firmy Bikor.


Co sądzicie o tych kolorach? Lubicie takie intensywne barwy?

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

sobota, 6 maja 2017

SIGMA BEAUTY Eye Shadow Base - PROVOKE

4

Nie wyobrażam sobie makijażu oczu bez bazy pod cienie. Wiele z nich przeszło przez moje ręce, jedne powalały na kolana, inne nie powodowały ochów i achów. Każda firma kosmetyczna ma w swojej ofercie taki kosmetyk, który zmienia i przedłuża makijaż oka. Dzisiaj pokażę Wam produkt od Sigmy Beauty Eye Shadow Base.



Z tym kosmetykiem już kiedyś miałam do czynienia. Bazy pod cienie są dostępne w różnych kolorach i można je także stosować jako kremowe cienie do powiek. Odcień Spy, który miałam, pięknie się mienił na miedziano i zielono. Ciężko jednak było go używać pod inne kolory, dlatego u mnie zazwyczaj gościł solo. Moją opinię o nim możecie zobaczyć tutaj. Tym razem jednak chciałam zobaczyć, jak będzie się zachowywała baza w neutralnym kolorze - taki jest Provoke



Opakowanie bazy jest niesamowite. Przyznam się, że mam coś ze sroki i piękne, mieniące kosmetyki przyciągają mój wzrok. Baza znajduje się w szklanym pojemniczku w kształcie półkola, po odkręceniu nakrętki widoczna jest zawleczka, która chroni kosmetyk przed wysychaniem. Niestety otwór jest mały i ciężko pobiera się bazę za pomocą palców - najlepiej użyć odpowiedniego pędzla, najlepiej o włosiu zbitym, syntetycznym.



Kolor bazy Provoke jest jasno brzoskwiniowy, dobrze kryjący, wszelkie przebarwienia i żyłki na powiece są zakryte. Lekko się odcina od koloru mojej skóry, jednak nie wpływa to na kolor nakładanych później cieni. Oczywiście kosmetyk z powodzeniem można stosować jako cień, świetnie odświeża spojrzenie. Konsystencja bazy jest kremowa, nie roluje się przy nakładaniu oraz w trakcie noszenia, ładnie się rozprowadza.

po lewej - cień na bazie Sigma, po prawej cień solo.


Trwałość bazy jest świetna - kolor cieni jest intensywniejszy, trwalszy, nie blaknie on w ciągu dnia. Przyczepność jest duża - cienie dobrze się przyklejają do powieki, a przy tym nie ma problemu z ich blendowaniem. Spełnia wszystkie moje oczekiwania odnośnie baz pod cienie, które mają przedłużyć trwałość makijażu oka.



Cena tego kosmetyku nie jest zawrotna - w sklepie ladymakeup.pl kosztuje 51,90zł, natomiast na stronie producenta 13$ . Jeżeli szukacie ciekawego kosmetyku, który spełni Wasze oczekiwania - śmiało możecie wybrać bazę Sigmy. Do wyboru macie pięć neutralnych kolorów, które możecie zakupić tutaj.


Jaka jest Wasza ulubiona baza pod cienie? A co myślicie o SIGMA BEAUTY Eye Shadow Base?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

czwartek, 23 lutego 2017

Zestaw 12 pędzli do makijażu LOVETO.PL

19

Mam ciągły niedosyt pędzli do makijażu. Oczywiście posiadam swoich ulubieńców, jednak nadal mi mało. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wcale ich nie mam tak dużo, jakby można było przypuszczać po moich zainteresowaniach. Jednak kilka miesięcy temu moja kolekcja została uzupełniona o zestaw 12 pędzli do makijażu Loveto.pl. Zapraszam na recenzję.

 



Na pierwszy rzut oka pędzle prezentują się świetnie. Otrzymujemy je w czarnej kosmetyczce, która została wykonana z tworzywa imitującego skórę. W środku jest wyłożona czerwonym materiałem, znajduje się tam także mała kieszonka zapinana na zamek. Całość prezentuje się bardzo stylowo i elegancko. 



Trzonki pędzelków są drewniane, lakierowane na czarno. Na każdym z nich jest wytłoczona nazwa firmy oraz numer pędzelka. Napis nie ściera się ani nie zdrapuje. Natomiast skuwki są metalowe o tej same barwie. Mocno trzymają się trzonka. 7 pędzelków jest wykonanych z naturalnego włosia, natomiast 5 z syntetycznego. Można tam znaleźć tzw. puchacze o różnej wielkości, które mogą posłużyć do nakładania i rozcierania cieni, płaskie języczkowate pędzelki, skośny do kresek lub brwi oraz bardziej zbity do np. korektora. 



Na początek pokażę Wam pędzle puchacze do nakładania cieni, które są wykonane z włosia naturalnego. Pięć z nich jest w kolorze białym, natomiast jeden - największy w kolorze brązowym. Niestety już na zdjęciach widać, że te białe są kiepskiej jakości. Włosie jest rozczapierzone i wydaje się, że źle przycięte. To co miało być atutem całego zestawu okazało się gwoździem do trumny. Do tego przy kolistych ruchach lekko kłują i drapią powiekę. Można to przeżyć, jednak inne pędzle, które lubię i często używam, tego jakoś nie robią. A komfort malowania jest dla mnie ważny. Natomiast P43, czyli puchacz o ciemnym włosiu jest całkiem dobrej jakości, jest miękki, nie kłuje, dobrze blenduje kolory, choć dla mnie mógłby być troszkę mniejszy. Jest bardzo podobny do pędzelka Zoevy 228. 



Od góry są pędzle:

P40  Pędzel idealny do zaznaczenia załamania powieki, precyzyjnej aplikacji cieni, czy rozświetlania wewnętrznego kącika. Stworzony z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,6 cm, długość włosia 0,9 cm, rozpiętość włosia 0,5 cm, średnica włosia 0,5 cm.
P30 Pędzel do aplikacji cieni na całą powiekę. Stworzony z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,9 cm, długość włosia 1,5 cm, rozpiętość włosia 1,3 cm.
P41 Pędzel do nakładania cieni i zaznaczania załamania powieki oraz precyzyjnego blendowania.  Wykonany z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 1,2 cm, rozpiętość włosia 0,7 cm, średnica włosia 0,7 cm.
P44 Pędzel do blendowania z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,7 cm, długość włosia 1,8 cm, rozpiętość włosia 1 cm, średnica włosia 0,9 cm.
P42 Pędzel służący do blendowania cieni z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,3 cm, długość włosia 1,7 cm, rozpiętość włosia 1,2 cm, średnica włosia 1,1 cm.
P43 Pędzel idealny do rozcierania, wykonany z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15 cm, długość włosia 1,9 cm, rozpiętość włosia 1,2 cm, średnica włosia 1 cm.


Kolejne trzy pędzle są płaskie, dwa z nich wykonane z włosia syntetycznego, natomiast jeden z włosia naturalnego. Są one dobrej jakości, dobrze sobie radzą z nakładaniem cieni, można nim delikatnie rozcierać granice.


Od góry są pędzle:

B50 Pędzel do nakładania cieni, wykonany z włosia syntetycznego. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 0,7 cm, rozpiętość włosia 1,1 cm.
P32 Pędzel  do aplikacji cieni oraz rozcierania linii. Wykonany naturalnego włosia. WYMIARY: długość rączki 16,3 cm, długość włosia 1 cm, rozpiętość włosia 1 cm.
P31 Pędzel do nakładania cieni oraz aplikacji korektora na drobne niedoskonałości. Stworzony z włókniny syntetycznej. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 0,9 cm, rozpiętość włosia 0,9 cm.


Kolejne pędzelki służą do kresek. W ogóle nie korzystam z tego o białym włosiu, którym można także zaznaczać kontur ust. Według mnie jest za bardzo rozczapierzony i nieprecyzyjnie zaznacza linie. Natomiast drugi ścięty płaski pędzelek służy mi bardzo dobrze. Bezproblemowo podkreślam nim brwi lub rysuję kreski za pomocą cieni, które następnie rozcieram. 



E60 Pędzel do tworzenia kresek lub zaznaczania konturu ust. Wykonany z włosia syntetycznego. WYMIARY: długość rączki 16,5 cm, długość włosia 0,7 cm, rozpiętość włosia 0,2 cm, średnica włosia 0,2 cm.
E61 Pędzel do rysowania linii lub podkreślania brwi. Posiada ścięte włosie syntetyczne. WYMIARY: długość rączki 16,5 cm, długość włosia 0,5 - 0,7 cm, rozpiętość włosia 0,8 cm.

Na koniec zostawiłam pędzel T20, który używam do nakładania korektora. Włosie jest syntetyczne, dobrze przycięte, nie jest zbyt mocno zbite. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 1,5 cm, rozpiętość włosia 1,2 cm, średnica włosia 1,2 cm.

 
W stosunku do tego zestawu Loveto mam mieszane uczucia, tylko 6 pędzli spełnia moje oczekiwania, a reszta okazała się niewypałem. Dołączona jest także ładna kosmetyczka, która prezentuje się bardzo elegancko. Zestaw nie kosztuje zbyt wiele, bo tylko ok. 70zł (można go kupić w sklepie internetowym www.ladymakeup.pl [tutaj]). Osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem będą zadowolone. Natomiast ja jestem zawiedziona, bo najbardziej mi zależało na tych białych puchaczach, które lubię używać przy makijażu. Za tę kwotę mogę mieć już dwa pędzle bardzo dobrej jakości.

Miałyście do czynienia z pędzlami firmy Loveto.pl? Co o nich myślicie?

Pozdrawiam :)


 
Czytaj dalej »

niedziela, 5 lutego 2017

Makeup Atelier Paris Baza nawilżająco-matująca BASE ANTISHINE

7

Nie wyobrażam sobie wieczorowego makijażu bez użycia bazy. Jest to dla mnie niezbędnik. W swoim życiu wiele ich miałam, jednak moje serce skradły bazy Makeup Atelier Paris. W moim odczuciu najlepiej działają na mojej cerze. Do tej pory wybierałam te nawilżające, jednak tym razem chciałam sprawdzić, jak będzie się u mnie zachowywała baza matująca. Zapraszam Was na recenzję bazy nawilżająco-matującej Makeup Atelier Paris  BASE ANTISHINE.

 


Kilka słów od producenta:
Baza nawilżająco-matująca. Przeznaczona jest do cer przetłuszczających się. Formuła produktu utrzymuje stały poziom nawilżenia. Posiada doskonałe właściwości absorbuje sebum, dzięki czemu zapewniają matowość skóry przez cały dzień. Delikatna konsystencja łato się rozprowadza i szybko wchłania. Kosmetyk nakłada się na uprzednio stonizowaną, oczyszczoną skórę twarzy w niewielkiej ilości. Zalecana jest jako baza pod makijaż lub jako ochrona skóry stosowana rano zamiast kremów nawilżających. Produkt umieszczony został w plastikowej buteleczce z dozownikiem pompkowym.  Cena: 80zł Pojemność: 30ml.

Wydobycie bazy z plastikowego opakowania nie jest trudne - pompka pobiera niewielką ilość, nie zacina się oraz nie zatyka. Konsystencja produktu jest lekka, Bardzo dobrze się rozsmarowuje, szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia lepkości czy ściągnięcia. Intensywny zapach mięty jest pobudzający, bardzo go lubię.



Produkty MAP znam i wiem, że mnie nie zawiodą. Tak samo było tym razem. Baza nie uczula, nie zapycha porów, mogłabym ją bezproblemowo używać codziennie. Jest bardzo łagodna dla mojej problematycznej skóry. Współgra praktycznie z każdym podkładem, którego używam. Dla baz MAP spokojnie mogę zrezygnować z kremu pod makijaż, ponieważ ten kosmetyk świetnie nawilża moją cerę mimo, że ma właściwości matujące. Dzięki niemu moja strefa T nie przetłuszcza się zbyt szybko a podkład nie spływa. Dlatego bardzo często aplikuję go tylko na nos i okolice, nawet w codziennym makijażu. Trzeba to przyznać, bazy Makeup Atelier Paris przedłużają trwałość makijażu. Sprawdziłam to ponownie w poprzedni weekend, gdzie miałam na sobie makijaż ok 20h i ani razu nie musiałam nanosić poprawek, a przed demakijażem nadal wyglądałam świeżo. Nie dziwię się więc, że znane wizażystki chętnie używają kosmetyków tej firmy.



Makeup Atelier Paris to firma z profesjonalnymi kosmetykami, niestety nie można ich zakupić stacjonarnie. Ja w swoje kosmetyki MAP zaopatruję się w sklepie ladymakeup.pl. TUTAJ możecie znaleźć bazę matującą. 

Pozdrawiam :)





 
Czytaj dalej »

piątek, 6 stycznia 2017

HIT! Sigma Beauty Eyeshadow Palette NIGHTLIFE by Camila Coelho

11

Recenzję tego produktu mogłabym zawrzeć tylko w jednym wyrazie "uwielbiam", jednak wiem, że to słowo nie oddaje szczegółów, które są tutaj ważne. Paletka cieni Sigma Eyeshadow Palette NIGHTLIFE by Camila Coelho jest fenomenalna i sięgam po nią bardzo często. Kolory są tak skomponowane, że można za jej pomocą wykonać makijaż dzienny oraz makijaż wieczorowy. Poza tym trafia w moje gusta kolorystyczne: uwielbiam brązy, szarości, ale też zgaszone fiolety, bordo. A tutaj to wszystko mam. Jednak mimo mojego uwielbienia, cienie posiadają jednak pewną wadę, o której wspomnę. Zapraszam na recenzję.


Paletka Sigmy powstała we współpracy z brazylijską blogerką Camila Coelho. Kasetka jest tekturowa, która jest polakierowana, przez co bardzo odbijają się odciski palców, czy osiadają pyłki z cieni, natomiast główna grafika przyciąga wzrok. Opakowanie jest także wyposażone w lusterko, które ułatwia wykonywanie makijażu.
 

W paletce jest 12 kolorów i każdy z nich posiada swoją nazwę. Tak jak wspominałam na wstępie, dzięki nim można wykonać każdy rodzaj makijażu: dzienny, wieczorowy, matowy czy błyszczący. Cienie świetnie się  ze sobą łączą, są bardzo dobrze napigmentowane,  widoczne jest to przy czerni, która jest fenomenalna. Zawsze właśnie po czerni poznaję, czy dany zestaw jest wart uwagi. Niestety niektóre kolory, przede wszystkim te metaliczne, bardzo się osypują i należy uważać podczas aplikacji. I to jest ta jedna rzecz, która trochę mnie irytuje w tych cieniach. Jednak znalazłam i na to sposób, ponieważ te kolory bardzo przypadły mi do gustu. Pędzelkiem wystarczy delikatnie dotknąć cienia, a następnie lekko strzepnąć nadmiar, co pozwoli nam na bezproblemową aplikację. Tylko tyle, albo aż tyle. Natomiast trwałość ceni jest świetna - bardzo dobrze przyklejają się do powieki i tkwią w nienaruszonym stanie aż do wieczora.



Opiszę Wam teraz poszczególne kolory:
    Bijou: jasny połyskujący beż, który świetnie się spisuje w wewnętrznych kącikach jako rozświetlenie
    4 Star: metaliczny złoto, jest to piękny kolor, który potrafię nawet nałożyć solo na całą powiekę. Jeden z moich ulubieńców mimo, że to on najbardziej się osypuje.
    Panache: matowy szarawy brąz, który nakładam w załamanie powieki. Dzięki niemu powstaje bardzo ładny dymek
    Topaz: ceglany matowy brąz, po który lubię sięgać przy makijażach w ciepłej tonacji. Stosuję go jako kolor przejściowy.
    Skyline: matowy jasny róż. Akurat na ten kolor nie mam zbyt wielu pomysłów, bardzo rzadko go używałam
    VIP: jasny fioletowy kolor z połyskiem, które ma chłodne wykończenie. Jest on piękny i często ląduje na środku powieki.
    Boogie: głęboki fiolet także z chłodnym połyskiem. Moje zielone oczy uwielbiają takie odcienie, więc często u mnie gości.
    Urbanette: matowa śliwka. Smokey w tym kolorze wygląda cudownie.
    No Waiting: Szary z połyskującymi drobinkami sprawdzi się przy wieczorowych makijażach, ja takie kolory bardzo lubię
    Leather Pants: niesamowita matowa czerń, której pigmentacja zwala po prostu z nóg. Przyciemniam nim zewnętrzne kąciki lub rysuję za jego pomocą kreski wzdłuż górnej linii rzęs. 
    After Hours: matowy ciemny brąz. Jest to kolejny odcień, który sprawdza się przy dymkach i ciemniejszych makijażach.
    Disco Ball: metaliczne srebro z drobinkami, raczej stosuję go okazjonalnie w wewnętrznych kącikach jako mocne ich rozświetlenie.

więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/12/new-years-eve-classic-makeup-klasyczny.html
więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/11/vamp-makeup-makijaz-na-jesien.html
więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/11/makijaz-w-jesiennych-kolorach.html
więcej zdjęć: http://storybyferrou.blogspot.com/2016/10/black-smokey-eyes.html




Podsumowując, paletka Sigma Eyeshadow Palette NIGHTLIFE by Camila Coelho skradła moje serce. Prawie wszystkie kolory mają u mnie zastosowanie. Pigmentacja oraz trwałość jest fenomenalna, natomiast nad osypywaniem się poszczególnych cieni można z łatwością zapanować. Jeżeli macie na nią ochotę, to zajrzyjcie do sklepu ladymakeup.pl [tutaj], gdzie jest dostępna za około 160zł, a to wypada ok 13zł za jeden cień, co w moim odczuciu jest przyzwoitą ceną.







Co myślicie na temat tej paletki? Jestem ciekawa Waszej opinii.


Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

czwartek, 17 listopada 2016

SIGMA Standout Eyes Gel Eye Liner WICKED

5

Uwielbiam kreski, oczy przyozdobione nimi wyglądają elegancko ale i też uwodzicielsko. Liner i tusz do rzęs to powinien być niezbędnik każdej kobiety. Do tego ujednolicona cera oraz ulubiona pomadka - taki makijaż będzie pasował do każdego. W swoim życiu narysowałam setki, a może i tysiące kresek, doszłam do pewnej precyzji, choć nadal zdarzają się dni, że "nie wychodzi". Ma na to wpływ wiele czynników: produkt, pędzelek oraz ogólne nasze nastawienie. Dlatego ważny jest wybór dobrych i sprawdzonych kosmetyków. W swoich rękach miałam różne mazidła, którymi można pięknie podkreślić oczy: kredki, linery w pisaku, linery w kałamarzu oraz linery w żelu. Najlepiej jednak mi się operuje tymi ostatnimi, czasami sięgnę go pisak, jednak żywotność takich produktów jest niewielka. Natomiast linery w żelu, które zazwyczaj są zamknięte w małych szklanych słoiczkach, starczają na bardzo długo. Ostatnio miałam przyjemność zaznajomić się z linerem firmy SIGMA Standout Eyes Gel Eye Liner w kolorze WICKED. Chciałabym, abyście także się z nim zapoznały, bo jest to produkt wart uwagi. Zapraszam na recenzję.

 


Tak jak napisałam na wstępie, opakowanie linera jest typowe jak dla takiego produktu: zgrabny mały słoiczek a w środku czarna maź. Na wieczku jest holograficzne logo, który mieni się we wszystkich kolorach tęczy. Wszystkie inne informacje znajdują się na papierowym kartoniku.

Liner ma miękką konsystencję i dobrze się go pobiera ze słoiczka. Używam go już drugi miesiąc i nic złego z nim się nie dzieje. Kolor jest bardzo dobrze napigmentowany: piękna, głęboka czerń, która zasycha do matu.  Za jego pomocą można wykonać precyzyjną kreskę, choć bez znaczenia jest tutaj pędzel - osobiście uwielbiam używać skośnych maleńkich pędzelków z włosia syntetycznego. Za jednym pociągnięciem można narysować linie bez prześwitów. 


Przy tego typu produktów ważna jest dla mnie trwałość. Mam opadającą powiekę i zwracam uwagę na czas schnięcia. Niejednokrotnie zdarzało się, że cała kreska mi się odbijała i musiałam poświęcać czas na naprawę makijażu. Nauczyłam się już, że przez "dłuższy czas" muszę mieć "półotwarte" oczy. Jednak z linerem Sigma nie mam już tego problemu. Zasycha on bardzo szybko, już po chwili mogę bezproblemowo mrugać. Może to się wydawać dla niektórych śmieszne, jednak uwierzcie, że w momencie zobaczenia odbitej kreski na powiece, po kilkunastu-minutowym cieniowaniu, nie byłoby Wam do śmiechu. A tak, liner Sigma sprawia, że jestem spokojna i pewna, że nie będzie żadnej wpadki. Co więcej, po wyschnięciu trzyma się powieki aż do demakijażu. Spontaniczne łzawienie, niekontrolowane przetarcie oka ręką  nie jest groźne dla kresek. 


Produktów Sigma niestety nie można kupić stacjonarnie. Jest kilka polskich sklepów internetowych, w których można zakupić niektóre produkty, jednak według oficjalnej strony firmy, współpracują oni ze sklepem www.ladymakeup.pl gdzie jest przeogromny wybór kosmetyków i akcesoriów. Stamtąd także jest dzisiejszy bohater SIGMA Standout Eyes Gel Eye Liner, więc mam 100% pewność, że jest to produkt świeży i oryginalny. Jego cena też nie jest wygórowana, porównywalna do wiodących marek, aktualnie kosztuje 53,99zł, być może dużo, jednak u mnie to jest porządna inwesycja na najbliższy rok, ponieważ jest bardzo wydajny.


Jestem ciekawa, czy używałyście tego linera i jakie macie sposoby na piękne kreski :)

Pozdrawiam :)





Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia