Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 sierpnia 2017

W poszukiwaniu podkładu idealnego || MakeUp Atelier Paris HD FOUNDATION AIRBRUSH - Płynny podkład HD

4


Rozpoczynam nową serię na blogu: W poszukiwaniu podkładu idealnego. Niestety ostatnio moi ulubieńcy dziwnie wyglądają na mojej skórze, dodatkowo lata mijają, mam już inne potrzeby. Nadal potrzebuję krycia, ale bez efektu maski, bez płaskiego matu, bez pokazywania tych wszystkich niedoskonałości. Ciągle coś kupuję i testuję. Od sklepu ladymakeup.pl otrzymałam podkład Makeup Atelier Paris HD FOUNDATION AirBrush, który może być także rozprowadzany za pomocą aerografu. Na temat tego kosmetyku jest dużo dobrych opinii, czas na moje pięć groszy.

 



Dlaczego szukam ideału? Niestety Revlon Colorstay zaczął coraz częściej u mnie na twarzy brzydko wyglądać, uwidacznia wszystko, co chciałabym ukryć. Nie wiem w czym jest problem, podejrzewam, że nie współgra z pielęgnacją, którą ostatnio stosuję, albo po prostu cera ma już dość. Dobrze się spisywał u mnie Estee Lauder Double Wear, jednak zaginął podczas podróży do Warszawy. Podejrzewam, że ktoś miał lepkie rączki, bo i perfumy zaginęły. No cóż, zauważyłam to dopiero w domu i już nic z tym nie mogłam zrobić. Teraz też jestem w trakcie testowania Clarins Everlasting Foundation, jednak nie trafiłam z kolorem i w lecie jest on troszeczkę za jasny. Staram się go przyciemniać i udaje mi się to z różnym skutkiem.



Opakowanie Makeup Atelier Paris HD FOUNDATION AirBrush, w porównaniu z innymi podkładami tej firmy, jest dość ubogie i po prostu nie zachęca do zakupu. Jednak każdy wizażysta targający kilkanaście buteleczek będzie zadowolony. W małej plastikowej buteleczce znajduje się 30 ml podkładu, który ma konsystencję bardzo płyną, lejącą. Posiadam kolor AIR2B, który ma żółte i różowe tony. Podkład jest na bazie wody, silikonowego oleju lotnego, mikronizowanych pigmentów oraz żywicy silikonowej. Dzięki temu według producenta można uzyskać naturalny efekt o wyjątkowej gładkości, bez widocznych niedoskonałości. A jak jest naprawdę?



Miałam duży problem z dopasowaniem odpowiedniego narzędzia do nakładania podkładu. Niestety gąbki typu Beauty Blender czy pędzle Flat Top strasznie dużo piją kosmetyku, przez co staje się on niewydajny. W końcu podkład został stworzony dla profesjonalistów, którzy będą go rozprowadzać aerografem. Niestety takowego sprzętu nie posiadam, więc musiałam szukać dalej. Najlepsza wydajność jest chyba przy rozprowadzaniu go palcami lub pędzlem typu duo-fibre - używam do tego pędzla Maestro 145. 



Podkładem MAP AirBrush trzeba budować krycie. Mam cerę z masą niedoskonałości, małych krostek, przebarwień, rozszerzonych porów. Pierwsza cienka warstwa niestety nic nie zakrywa, ujednolica jedynie kolor cery. Nie matuje, cera ma delikatny naturalny glow, wygląda bardzo ładnie, choć wszelkie przebarwienia są widoczne. Zawsze nakładam drugą warstwę podkładu i wtedy jest o wiele lepiej. Większość przebarwień jest przykrytych, jednak w ruch musi pójść korektor lub kamuflaż. Nie uwidacznia rozszerzonych porów, minimalnie je zakrywa. Jak wygląda cera? Bardzo naturalnie, jakbym na niej nic nie miała. Nawet po przypudrowaniu po chwili jest zdrowy i świeży błysk cery. Nie osiągnie się nim płaskiego, silnego matu, czy efektu maski. I to prawda, na zdjęciach wygląda bardzo ładnie, jest praktycznie niewidoczny. Trwałość podkładu jest bardzo dobra, ma on wodoodporną formułę, więc nie groźne dla niego są łzy czy pot. Dobrze się spisuje na mojej tłustej strefie T, przy noskach i na brodzie nic się złego nie dzieje. Po kilku godzinach jednak muszę sięgnąć po bibułki matujące i zebrać nagromadzone sebum. Biorąc pod uwagę to wszystko, co do tej pory napisałam, ten podkład świetnie będzie się sprawdzał przy większych wyjściach takich jak wesele.



Czy jest to mój ideał? Niestety nie. Potrzebuję podkładu bardziej kryjącego już po pierwszej warstwie. MAP HD Foundation świetnie się sprawdza przy cerach mało wymagających, które potrzebują lekkiego lub średniego krycia i nie mają zbyt wiele do ukrycia. Dobrze też wygląda na cerach dojrzałych, bo nie podkreśla naturalnych zmarszczek. Tak jak pisałam wyżej, moja cera nie należy do ideałów i posiada wszystko, czego mieć byśmy nie chcieli. Wolę sięgnąć po podkład wodoodporny MAP  Waterproof Liquid Foundation. Lepiej się w nim czuję i nie muszę budować krycia. Szkoda, że nie daje takiego samego wykończenia jak MAP HD, bo myślę, że wtedy skłonna byłabym zakończyć poszukiwania podkładu idealnego. Jednak nadal szukam, może Wy macie jakieś propozycje? Co u Was się sprawdza najlepiej?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

wtorek, 23 maja 2017

Makijaż: Na spontanie || Pierwsze wrażenia na temat paletek My Secret Natural Beauty Eyeshadow Palette, My Secret Design Your Eyebrow Color Wax i innych.

4

Dzisiejszy makijaż powstał dość spontanicznie. Ostatnio otrzymałam nową paczkę od Drogerii Natura, poprzedniej też zbytnio się dobrze nie przypatrzyłam, więc postanowiłam przetestować kosmetyki, które wpadły mi w oko. Najbardziej mi zależało na użyciu najnowszych paletek od My Secret, o których jest głośno w  Internetach. Nie mogłam się zdecydować na jedną, więc w tym makijażu użyłam ich wszystkich trzech. Wyszła w sumie ciekawa kombinacja chłodno-ciepła, którą rzadko stosuję, a przecież łącząc takie kolory wychodzi coś ciekawego. Okazało się też, że z kilkoma kosmetykami się nie pokocham, ponieważ kompletnie się u mnie nie sprawdziły. W dalszej części posta wyjaśnię dlaczego.

 





Lista użytych kosmetyków:

//TWARZ (FACE)//
-  Kobo Professional Smoothing Makeup Foundation  507 Pastel Beige
- My Secret Cream Camouflage 01
- Catrice Liquid Camouflage 020
- Kobo Professional Brightener Matt Powder 313 Banana Cream
- My Secret Face'N'Body Bronzing Powder
- Kobo Professional Matte Blush Palette
- My Secret Face Illuminator Powder Sparkling Beige
//BRWI (BROWS)//
- My Secret Design Your Eyebrow Color Wax 01 Warm Taupe
//OCZY (EYES)//
-  Zoeva Eyeshadow Fix Matte
- My Secret Natural Beauty Eyeshadow Palettes: beige, light brown, dark brown from Naked Beauty Palette; gold and frost duochrome white from Magical Girl Palette; turquoise from Tropical Romance Palette.
- Kobo Professional Liquid Liner Waterproof
-   L'Oreal Volume Million Lashes Mascara Noir Feline
//USTA (LIPS)//
- Kobo Professional Lipstick 422 Raspberry Kiss


Zacznę najpierw od produktów, które mnie zachwyciły. Na pewno paletki My Secret Natural Beauty Eyeshadow Palette są godne uwagi. Jest ich aż trzy: 



Naked Beauty - są to stonowane matowe kolory, dobre do codziennego makijażu. Znajdziemy tam beż, jasny i ciemny brąz. Kolory są świetnie napigmentowane, wystarczy lekko dotknąć ich pędzlem, aby ładnie pokryły bez prześwitów skórę.



Magical Girl - Jest to chyba najciekawsza paletka z tych trzech. Kolory są piękne, świetnie się mienią i nie są jednoznaczne. Mamy tutaj piękny brzoskwiniowo-różowy odcień, złoto oraz tajemniczą duochromową biel, która posiada w sobie liliowe i błękitne pigmenty. Wszystkie trzy cienie nieziemsko wyglądają na powiekach. Oczywiście pigmentacja jest świetna, są trwałe i nie osypują się przy aplikacji.


Tropical Romance - to kolorowa paletka z neonowymi cieniami. Raczej nie używam takich odcieni na co dzień, jeżeli mam ochotę na odrobinę szaleństwa, to używam ich jako akcent. W tym makijażu tez tak zrobiłam - na dolnej powiece nałożyłam odrobinę turkusu. Pigmentacja i trwałość cieni nie odbiega od dwóch pozostałych palet. Jest moc!


Jeżeli macie ochoty na te paletki, to pamiętajcie, że jest to edycja limitowana. Niedługo mogą zniknąć ze sklepów.


Dobrze u mnie się także spisał wosk do brwi My Secret Design Your Eyebrow Color Wax. Jest to ulepszona wersja pomad, które pojawiły się w drogeriach kilka miesięcy temu i okazały się wtedy niewypałem. Były one suche, nie dało się z nimi naprawdę nic zrobić, o czym pisałam na blogu. Od razu wylądowały w koszu. Na szczęście twórcy marki słuchają swoich klientek i popracowali nad formułą. Nowy produkt jest zaprzeczeniem tego pierwszego: wosk jest mięciutki, jednak nie na tyle aby się rozlewał, świetnie się nim definiuje kształt brwi i się je wypełnia. Mógłby trochę szybciej zastygać, jednak jak już to zrobi, to trwałość jest bardzo dobra. Niestety pędzelek dla mnie jest niefunkcjonalny, nie lubię operować takimi maleństwami. I przydałoby się więcej jaśniejszych kolorów. Te, które otrzymałam, to 01 Warm Taupe oraz 02 Dark Brown i raczej są to ciemniejsze ciepłe brązy.




Z marki My Secret użyłam tutaj także kamuflaży Cream Camuflage. Dostały ode mnie kolejną szansę i niestety podtrzymuję o nich zdanie: nie nadają się do mojej cery. Kolory być może ładne, jednak szybko się ścierają, ciężko nimi cokolwiek zakryć. Poza tym w strefie T wyglądają okropnie. Ważą się natychmiastowo. Być może lepiej będą się prezentować na bardziej suchych skórach, natomiast na tych tłuściejszych to już niekoniecznie.



Przy tym makijażu sięgnęłam także po trzy nowe kosmetyki Kobo Professional. Pierwszy z nich, który kompletnie się u mnie nie spisał, to podkład Smoothing Makeup with Hyaluronic Elixir SPF 10. Już po pół godzinie się świeciłam. Cała. Jak bombka. Albo jakby ktoś mnie wysmarował smalcem. Widać to już na zdjęciu całej twarzy, że strefa T zaczyna się świecić. Nie pamiętam, kiedy podkład zrobił mi aż taką krzywdę. Przynajmniej jest w miarę kryjący. Kosmetyk jest dedykowany cerom dojrzałym, być może tam się sprawdzi, choć bym nie ryzykowała. Osobom, które mają mieszaną cerę, stanowczo odradzam. 



Kolejny kosmetyk, po który po raz pierwszy sięgnęłam to Liquid Liner Waterproof. Z nim będę musiała się jeszcze trochę pobawić, aby wyrazić jednoznacznie swoje zdanie. Już dawno nie używałam linerów z długim pędzelkiem i z kałamarzem i chyba wyszłam z wprawy, bo malowanie kresek w ogóle mi nie szło. Dopiero, gdy sięgnęłam po skośny pędzelek, który używam przy linerach w żelu, udało mi się jako tako narysować kreski. Ostatecznie byłam zadowolona z efektu, bo czerń jest ładna i głęboka, a liner trwały, nie kruszył się, ani nie robiły się prześwity.
 





Na koniec zostawiłam cukiereczka, czyli najnowsze pomadki Kobo Professional Matte Lips z kolekcji wiosna/lato 2017, a konkretnie kolor 422 Rospberry Kiss. Kolor jest bardzo ładny, taki zgaszony róż lub dojrzewająca malina. Raczej nie powiem, że jest to matowe wykończenie, dla mnie bardziej satynowe, choć nie zmienia to faktu, że ładnie się prezentuje na ustach. Trochę gorzej jest z trwałością, szybko schodzi podczas jedzenia i picia.




Podsumowując, makijaż jak najbardziej mi się podoba, jednak po zrobieniu zdjęć musiałam nanieść poprawki, aby móc wyjść z domu. Niestety podkład Kobo Professional nie jest dla mnie, wyglądałam koszmarnie, więc od początku musiałam wykonać makijaż twarzy, bo nic nie dało się uratować. Natomiast paletki cieni czy pomady do brwi My Secret oraz pomadki Kobo są dobrej jakości i na nich się nie zawiedziecie. 




Wszystkie kosmetyki Kobo Professional oraz My Secret dostępne są w Drogeriach Natura. Z tego co mi się obiło o uszy, to trwa teraz promocja. Więcej szczegółów na pewno znajdziecie na Facebooku poszczególnych firm.

Pozdrawiam :)



 

Czytaj dalej »

piątek, 12 maja 2017

ESTEE LAUDER DOUBLE WEAR Stay-in-Place Makeup - jak to w końcu z nim jest?

3

Podkład, o którym dzisiaj chcę napisać, miliony kobiet kochają, a drugie tyle uważa, że nie ma nad czym się zachwycać, bo zna lepsze czy tańsze zamienniki itp. U mnie z kolorówką z wyższej półki jest tak, że zawsze się zastanawiam, czy tak naprawdę płaci się za produkt, czy za firmę. Zatem jak to jest? Podkład Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place Makeup jest kultowy, tego nikt nie zaprzeczy, każda kobieta na pewno o nim słyszała, bądź miała możliwość jego wypróbowania. Miałam z nim już wcześniej do czynienia, ponieważ testowałam próbki oraz mini produkty. W sklepach stacjonarnych gama kolorystyczna była (być może nadal jest) uboga. To co miałam, nie do końca odpowiadało mi kolorystycznie, bo do formuły i działania nie miałam jakiś większych zastrzeżeń. Natomiast w sklepach internetowych jest większy wybór, choć istnieje obawa, że nie trafi się z kolorem. 

 


Przy ostatnich zakupach na ekobieca.pl, gdzie zaopatruje się w kosmetyki, które codziennie używam, tj. podkłady Revlon Colorstay, ulubione korektory czy tusze, trafiłam na promocję właśnie na EL DW. Postanowiłam zaryzykować, wybrałam kolor. I oto mam. Jesteście ciekawe, co o nim sądzę i jak wypada w porównaniu z Revlonem?

 

Opakowanie podkładu jest eleganckie - szklana, zmatowiona buteleczka ze złotą nakrętką. Niestety doskwiera mi brak pompki, choć powinnam już do jej braku być przyzwyczajona - od lat używam Revlon Colorstay i dopiero niedawno wprowadzono opakowanie z pompką. Da się przeżyć, jednak należy uważać przy aplikacji. Mam w zwyczaju najpierw nanosić podkład na wierzch dłoni, a następnie za pomocą pędzla lub gąbeczki nakładam go na twarz. Chwila nieuwagi może spowodować, że zbyt wiele produktu wyleje się na dłoń ... nie jest to zbyt fajne uczucie.


 
Konsystencja podkładu EL jest lejąca, bardziej śliska niż w RC, zapach łagodniejszy i ładniejszy. Oba podkłady charakteryzują się wysokim kryciem i trwałością, jednak na mojej cerze lepiej się sprawuje EL - wytrzymuje odrobinę dłużej w partiach w których najszybciej się ścierają kosmetyki - skrzydełka nosa oraz broda. Oba produkty dobrze zakrywają niedoskonałości i przebarwienia, choć bez kamuflaży u mnie się nie obędzie. Warto też zaznaczyć, że jest dość odporny na pot - ostatnio po godzinie w siłowni nadal prezentował się dobrze, natomiast nie odważyłabym się sprawdzać jego wodoodporność na basenie. Estee Lauder w moim odczuciu lepiej się prezentuje na twarzy: Revlon (wersja do tłustej cery) pozostawia ją mocno zmatowioną, natomiast przy Double Wear ten mat wydaje się zdrowszy i ten efekt bardzo mi się podoba. W kwestii stygnięcia wygrywa Revlon - czas jest u niego dłuższy, dzięki temu można na spokojnie rozetrzeć kosmetyk, przy Estee Lauder trzeba się śpieszyć, bo w łatwy sposób można zafundować sobie efekt maski. Oba podkłady nie utleniają się, kolor pozostaje niezmienny.


 

Estee Lauder Double Wear ma bogatą kolorystykę. Po kilkugodzinnym oglądaniu swatchy w internetach, zdecydowałam się na kolor 2N1 Desert Beige. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że świetnie trafiłam - jest to neutralny jasny beż, tak jak mówi oznaczenie. Natomiast w zestawieniu z Revlon Colorstay 180 Sand Beige wydaje się ... bardzo żółty. Na szczęście na twarzy aż tak mocno tego nie widać, na wypadek staram się go rozjaśniać za pomocą White Brightener Mix od Kobo Professional. Wtedy jest idealnie.


Gdybym miała wybierać, to moim zdaniem Estee Lauder Double Wear wypada lepiej od Revlon Colorstay, choć jest to przewaga minimalna. Oba kosmetyki są trwałe, dobrze się rozprowadzają, pozostawiają cerę zmatowioną. Jednak w moim odczuciu, lepiej się prezentuje na twarzy EL. Żałuję, że nie do końca sobie poradziłam z doborem koloru, wolę bardziej chłodne odcienie, choć idzie lato, dużo słońca i powinnam się choć odrobinę opalić. Na co dzień stosuję Revlona, na większe wyjścia Estee Lauder. Myślę, że ten podkład zostanie ze mną na dłużej.


Miałyście do czynienia z podkładem Estee Lauder Double Wear? Jakiego używacie koloru? Będę wdzięczna za pomoc w określeniu odcienia chłodniejszego od 2N1?

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej »

piątek, 2 grudnia 2016

VICHY DERMABLEND Fluid korygujący o przedłużonej trwałości

19

Podkład to druga skóra, dlatego tak ważne jest, aby był on idealnie dopasowany. Jeżeli jest za jasny, to wyglądamy na chore, jak jest za ciemny, to bardzo postarza oraz widoczna jest nienaturalna granica odcieni pomiędzy twarzą a resztą ciała. Oprócz doboru odpowiedniego koloru ważne też są właściwości podkładu: czy jest trwały, czy robi tzw. efekt maski, czy nawilża, a może matuje? Po kilkunastu latach poszukiwań idealnego fluidu wiem na co zwracać uwagę i już po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, czy produkt ląduje w koszu, czy może sprawdzę jego działanie stosując inną bazę pod podkład lub w bardziej ekstremalnych warunkach. Ten pierwszy raz wiele mówi o kosmetyku, który przecież noszę na co dzień na twarzy. 

 

Od chyba zawsze miałam ochotę na podkład apteczny. Wielokrotnie podchodziłam do zakupu, jednak dość uboga kolorystyka nigdy mi nie pozwalała dokonać odpowiedniego wyboru. Jednak tym razem postanowiłam się przełamać i mimo wszystko wypróbować to, co mnie zawsze interesowało, czyli podkład Vichy Dermablend o przedłużonej trwałości.
 

Fluid korygujący o przedłużonej trwałości jest skierowany do osób, które mają coś do ukrycia, czyli do osób, które chcą zamaskować niedoskonałości, zaczerwieniania, przebarwienia i różne defekty skórne. Ponadto mogą go stosować osoby o różnym typie skóry, także z tą wrażliwą, ponieważ kosmetyk jest hipoalergiczny. Dlatego też go wybrałam.  Niestety nie mam idealnej cery, pełno na niej przebarwień, krostek oraz wyprysków. Nie zawsze też dobrze reaguje na pewne składniki, potrafią mi się robić podskórne bąble, więc jest to dla mnie ważne, aby kosmetyk mnie nie uczulał. Taki też jest podkład Vichy. Działa na cerę bardzo łagodnie.

Konsystencja podkładu jest płynna, tego typu kosmetyki bardzo lubię nakładać gąbeczką typu BeautyBlender. Dzięki temu mogę kontrolować grubość kolejnych warstw. A tutaj jest to dość ważne. Podkład jest bardzo dobrze napigmentowany, a przy tym lekki i już niewielką ilością produktu można pokryć całą twarz. Dodatkowo, aby mieć pod kontrolą miejsca, gdzie te krycie jest potrzebne, za pomocą gąbeczki w łatwy sposób można tam dołożyć kosmetyku.  Zapach jest łagodny, nie przytłacza ani nie drażni. Dlatego też mogę stwierdzić, że aplikacja należy do przyjemnych czynności.
Najbardziej obawiałam się koloru, ponieważ producent dał nam do wyboru tylko cztery odcienie. Ja wybrałam ten najjaśniejszy, czyli 15 Opal, licząc na to, że nie będzie zbyt różowy. Na szczęście okazał się pięknym  beżem z odrobiną żółci, który idealnie stopił się z moją cerą. Świetnie się on rozciera, także na  linii żuchwy i nie widać odcięcia od szyi. 

Podkład szybko zastyga na twarzy. Jego wykończenie bardzo mi się podoba - cera wygląda na zdrową i promienną, nie daje płaskiego matu, lecz lekkie rozświetlenie. Krostki i przebarwienia są świetnie ukryte. Zwróciłam także uwagę na to, czy uwydatnia rozszerzone pory. Nic takiego się nie dzieje, na pierwszy rzut oka wydają się zwężone, czyli fluid ich nie podkreśla.  Skóra jest widocznie gładka. Jest to zapewne osiągnięte dzięki mikrocząsteczkom Soft Focus rozpraszających światło.  Warto też tutaj wspomnieć, że podkład nie wysusza cery, nie podkreśla przesuszonych skórek, ładnie ją nawilża i ten efekt długo się utrzymuje.

Producent obiecuje, że trwałość tego podkładu sięga aż 16 godzin. Niestety u mnie bez żadnych poprawek tak długo nie wytrzymał. Najgorzej zachowuje się w mojej przetłuszczającej strefie T:  po kilku godzinach zaczynam się tam świecić i muszę usuwać nadmiar sebum.  To się dzieje u mnie praktycznie z każdym podkładem, więc mam na to już swój sposób: nanoszę w tej części twarzy bazę matującą, która przedłuża  trwałość podkładu. Natomiast na czole i policzkach, gdzie mam raczej normalny typ cery, podkład zachowuje się bezbłędnie, nie schodzi z czasem, cera wygląda nadal naturalnie, a wszelkie zaczerwienienia są ukryte.
PO LEWEJ: zaaplikowałam tylko podkład Vichy Dermablend; PO PRAWEJ: pełen makijaż

Myślę, że w ogólnym rozrachunku podkład Vichy Dermablend wypadł dobrze. Do codziennego użytku sprawdza się idealnie, ponieważ ładnie prezentuje się na twarzy, cera wygląda na zdrową, posiada wysoki efekt krycia bez efektu maski. Do tego wzbogacony jest o filtr SPF 35, więc chroni przed szkodliwymi promieniami UV.  Można go kupić w aptekach oraz w niektórych sklepach internetowych, średnio kosztuje 70zł.
Czy używałyście już tego fluidu korygującego? Jakie są Wasze wrażenia na jego temat?



Czytaj dalej »

niedziela, 13 marca 2016

Pierre René - Skin Balance - Podkład kryjący - 20 - CHAMPAGNE

48

Mam swojego podkładowego ulubieńca, jednak od czasu do czasu robię skok w bok, aby spróbować czegoś innego. Tak też było ostatnio. Podkład kryjący Pierre Rene Skin Balance Cover już od dawna chciałam mieć i zobaczyć, czy spisze się tak samo wyśmienicie jak u innych. Po początkowej ekscytacji, przyszedł jednak czas na rozczarowanie. Jesteście ciekawe dlaczego?

 



Opakowanie podkładu Pierre Rene Skin Balance prezentuje się bardzo ładnie. Ułatwieniem w aplikacji jest pompka, która działa bez zarzutu, nie zacina się. Dodatkowo zapach bardzo uprzyjemnia wykonywanie makijażu, jest słodki, jednak niezbyt ciężki. Sam podkład ma lekką konsystencję, mimo tego jest bardzo dobrze napigmentowany i co za tym idzie, świetnie kryje. Wykończenie ma matowe, choć jest to taki zdrowy mat i na buzi wygląda dość naturalnie. Nie podkreśla suchych skórek czy włosków. Dobrze sobie radził z moimi tłustymi partiami twarzy, utrzymywał się tam nawet dłużej niż Revlon Colorstay, a przy tym nawilżał suche obszary. Nakładałam go różnymi sposobami. Najlepiej się prezentował, gdy używałam BeautyBlendera, natomiast za pomocą pędzli robiło się bardzo dużo smug. Podkład posiada cechy wodoodpornego kosmetyku, nie straszny był mu deszcz czy łzy.



Wydawało mi się, że mam bardzo jasną cerę, więc wybrałam najjaśniejszy odcień 20 Champagne. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazał się za jasny. Kupowałam go późnym latem, więc moja cera miała prawo być lekko opalona (choć staram się nie wystawiać się na słońce). Postanowiłam, że sięgnę po niego na początku zimy. Ten podkład jest jaśniejszy od Revlon Colorstay 150 Buff. Co więcej, ma w sobie różowe tony, za którymi nie przepadam. Nie czułam się w tym podkładzie zbyt korzystnie, choć cera wyglądała bardzo fajnie. Dlatego też używałam go albo mieszając z ciemniejszymi RS, albo na wybrane partie twarzy. Początkowo było wszystko w porządku,  jednak po pewnym czasie zaczęły mi wyskakiwać strasznie bolące, ropne wypryski. Odstawiłam go bardzo szybko i jeszcze przez dłuższy czas musiałam zaleczać cerę, co oczywiście trwało dłużej niż jego używanie. Niestety, u mnie spowodował nawrót trądziku.

 


Gdyby nie to, że spowodował u mnie wypryski, pewnie zużyłabym go do końca i może spróbowała innego koloru. Dbam o swoją cerę, jest ona problematyczna i muszę uważać na to co stosuję. Gdy już miałam ją w dobrym stanie, to jeden kosmetyk wszystko zaprzepaścił. Do tej pory doprowadzam skórę do porządku, a minęło już trochę czasu, odkąd sięgnęłam po ten podkład.

Jeżeli macie problematyczną cerę, to uważajcie. Jednak jest cała rzesza kobiet, która ubóstwia ten podkład. U mnie nie zadziałał, jednak nie przekreśla to faktu, że u Was może zrobić wiele dobrego.


Jestem ciekawa Waszego zdania na temat podkładu Pierre Rene. Używałyście go? Jak u Was się spisywał?

Pozdrawiam:)




Czytaj dalej »

środa, 3 lutego 2016

Inglot HD Perfect Coverup Fundation

19

Podkład Inglot HD Perfect Coverup Fundation zainteresował mnie już od dnia premiery. Przy każdej wizycie w salonie oglądałam je, swatchowałam, aż w końcu się skusiłam. Cena nie mała, bo 79zł, jednak opis kosmetyku był naprawdę zachęcający. Myślę, że nadszedł już czas, abym napisała o nim parę słów, przede wszystkim jak się spisuje na mojej mieszanej cerze.



Podkład do twarzy HD Perfect Coverup łatwo dopasowuje się do odcienia skóry, maskując przebarwienia i drobne niedoskonałości. Zapobiega nadmiernemu świeceniu, dając naturalny efekt wygładzonej i idealnie zmatowionej skóry przez wiele godzin. Wzbogacony ekstraktem z białej trufli utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia. Produkt hipoalergiczny, polecany również do skóry wrażliwej. Opakowanie typu airless o pojemności 35 ml umożliwia łatwe dozowanie produktu do ostatniej kropli. Seria produktów HD marki INGLOT z pigmentami HD jest niezastąpionym elementem codziennego makijażu. Sprawdzi się też doskonale podczas sesji fotograficznych.


 Opakowanie podkładu jest bardzo przemyślane. W czarnym pudełeczku znajduje się plastikowa buteleczka typu airless. W czasie używania dolna część przesuwa się ku górze, dzięki temu widać ile kosmetyku jeszcze zostało. Pompka dobrze działa, choć w chwili kiedy dolna kładka przesuwa się do góry, to na chwilę się zacina. Myślę, że tak ma to wyglądać, zasysane jest wtedy powietrze, które powoduje ruch tej dolnej części. Po tym procesie wszystko wraca do normy. Ważne też jest to, że nic nie wycieka, buteleczka się nie brudzi, system z pompką umożliwia higieniczne otrzymanie podkładu. Design opakowania jest skromny, znajdziemy tam tylko najpotrzebniejsze informacje. Dzięki temu wygląda na kosmetyczce bardzo elegancko.


Posiadam najjaśniejszy odcień, czyli 71, który wcale nie jest porcelanowy. Ma dużo pigmentu żółtego i jest odrobinę ciemniejszy niż Revlon Colorstay 180. Zatem osoby z bardzo jasnymi cerami, mogą mieć problem z dobraniem odpowiedniego koloru. Konsystencja jest lekko gęsta, jednak nie wpływa to na aplikację: bardzo dobrze się rozsmarowuje, nie robi smug. Ważne jest, że niewiele potrzeba podkładu, aby nałożyć go na całą twarz, jest dzięki temu bardzo wydajny.  Co więcej jest dość dobrze kryjący, wyrównuje koloryt cery, radzi sobie z zakryciem przebarwień i drobnych niespodzianek. A przy tym wygląda na twarzy bardzo naturalnie - nie osadza się na włoskach, nie podkreśla suchych skórek, czy rozszerzonych porów. I to co najważniejsze, nie ciemnieje. Nie daje typowego tępego matowego wykończenia, raczej widać lekki glow, ale może to efekt nakładania go Beauty Blenderem?

porównanie z podkładami Revlon Colorstay (przez pomyłkę oznaczyłam je jako RS)

Moja cera jest mieszana, strefa T jest tłusta, natomiast policzki przesuszone. I na tych partiach suchych naprawdę świetnie wygląda. Nigdy po jego użyciu stan cery się nie pogorszył, było czuć lekkie nawilżenie. Natomiast z tłustymi partiami sobie nie radzi. Niestety po kilku godzinach podkład lekko się waży i ściera. Próbowałam go stosować z różnymi pudrami, bazami czy kremami i niestety zmieniał się tylko czas trwałości. Tutaj poległ. Dlatego używając go muszę pilnować, aby dokonać poprawki przed ważeniem, co jest bardzo stresujące.


Podsumowując, podkład ma bardzo dużo zalet i może odmienić Wasz makijaż. Świetnie będzie się zachowywał na suchych cerach, natomiast na tłustych już niekoniecznie i na to należy zwrócić uwagę przed wyborem podkładu. Ja bardzo ubolewam nad faktem, że na moich tłustych partiach się nie spisuje, bo przez te kilka godzin naprawdę ładnie wygląda i jestem z niego bardzo zadowolona.

Miałyście do  czynienia z tym podkładem? Spisałby się u Was?

Pozdrawiam :)



Czytaj dalej »

niedziela, 23 sierpnia 2015

Urodzinowo-imieninowy prezent - ZAKUPY! Makeup Atelier Paris, Kryolan, Pierre Rene

20
Uwielbiam okres letni, bo w odstępie kilkunastu dni obchodzę urodziny i imieniny. I wtedy bez wyrzutów sumienia spełniam swoje zachcianki, także zakupowe. I tak też było w tym roku, postanowiłam sobie sprawić prezent. Nie mogłoby to być innego jak kosmetyki, od których hmmm... jestem uzależniona. Dokonałam skromnych zakupów w internetowym sklepie ladymakeup, wybrałam te produkty, które od jakiegoś czasu chciałam mieć. Przede wszystkim zwróciłam się w stronę profesjonalnych kosmetyków, ale znalazł się także produkt z niższej półki. 




1. Kryolan - Dermacolor - Puder Fixujący Makijaż - 20g - P1



Potrzebowałam dobrego pudru fiksującego. Kryolan'a jeszcze nie miałam, jednak w internetach zbiera dobre opinie. Nie mogąc zdecydować się na kolor, kliknęłam P1, czyli odcień transparentny. Puder jest w kolorze białym, jednak nie zauważyłam, aby bielił skórę. Po pierwszym użyciu trzyma w ryzach makijaż. Myślę, że będzie dobrze. Raczej nie będę go używała na codzień, tylko na większe wyjścia. Za 20g należy zapłacić 55zł, więc myślę, że nie jest to wygórowana cena.




2. Make-Up Atelier Paris - BASE HYDRATANTE - Baza nawilżająca - BASE - (30 ml)


Firmę MAP uwielbiam za podkłady. Zastanawiałam się, czy jednego nie wziąć, bo mój już się skończył, jednak po dłuższym zastanowieniu wybrałam bazę pod podkład. Jedną z tej firmy miałam, także nawilżającą ale białą, niestety musiałam ją wyrzucić, bo była po terminie ważności. Myślałam, że wybrałam tą samą, jednak ta ma inny zapach i kolor. Po pierwszej aplikacji jestem zadowolona, bardzo dobrze się rozsmarowuje, szybko się wchłania pozostawiając cerę nawilżoną. Myślę, że się pokochamy. Pojemność bazy to 30ml i kosztuje 76zł.




3. Pierre René - Skin Balance - Podkład kryjący - 20 - CHAMPAGNE


O tym podkładzie czytałam wiele. I były to bardzo pozytywne opinie. Od dłuższego czasu chciałam zobaczyć, co to za cudo, niestety u mnie w mieście nie znalazłam produktów tej firmy. Wybrałam najjaśniejszy odcień i raczej nie trafiłam z kolorem. Teraz jest dla mnie za jasny, być może zimą będzie idealny. Na pierwszy rzut oka wydaje się fajnym żółtkiem, jednak przy porównaniu z Revlon Colorstay 150 Buff widać, że ma w sobie różowe tony. Na razie zaaplikowałam go raz, komfort noszenia był dobry, ładnie wyglądał na buzi. Zobaczymy jak się będzie spisywał w zimie. Za 30ml zapłaciłam 22.99zł




Z zakupów jestem zadowolona. Szkoda, że w sklepie nie ma już Zoeva, bo więcej rzeczy bym kupiła :D  Ale jak coś, to następnym razem.


Używałyście któryś z tych produktów? Jakie macie spostrzeżenia?

Pozdrawiam :)









Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia